Menu

Logowanie

rejestracja
01.09.2009

Pisz na Berdyczów

Henryk Jezierski

Gdy Szkot Alexander Graham Bell skonstruował telefon, próbował zainteresować swym wynalazkiem rząd amerykański i brytyjski.


Poczta Brytyjska odpowiedziała, że takie urządzenie być może potrzebne jest Amerykanom, jednak Anglicy mają do dyspozycji dość chłopców na posyłki, aby przekazywać pisemne komunikaty.

Pierwszy bezprzewodowy telefon powstał w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i ważył, niczym taczka wypełniona cegłami, czterdzieści kilogramów. Pierwsza komercyjna komórka pojawiła się na początku lat osiemdziesiątych i przypominała już tylko jedną cegłę, tyle że wartą cztery tysiące dolarów. Po dekadzie do sprzedaży trafił cyfrowy telefon komórkowy. Jego następcy to cała masa modeli z wszelkimi bajerami, przede wszystkim z dostępem do internetu.

Mamy tu wyraźnie do czynienia ze zjawiskiem tzw. planowanej przestarzałości. Modele komórek stają się przestarzałe i wychodzą z mody na długo przed tym, nim przestaną funkcjonować. Producenci robią wszystko, by przyspieszyć obrót i zachęcić do częstszej wymiany. Szukając zaś usprawiedliwienia dla tego nastawionego na zysk procederu, argumentują, że chodzi o obniżenie ceny i zmniejszenie bezrobocia.

Zewsząd słyszy się uzasadnione pochwały internetu, który stał się jednym z najważniejszych i najwygodniejszych mediów informacyjnych. Ale warto spojrzeć także na odwrotną stronę medalu, a mianowicie na kłopoty jego użytkowników. Długa jest lista krytycznych uwag pod adresem operatorów: internet nie działa, rozłącza się lub jest szybki jak żółw, bezprzewodowy nie ma zasięgu, a irytujące migające reklamy są trudne do zamknięcia. Na porządku dziennym są podejrzane promocje, np. do wygrania latające na ekranach TV samochody marki BMW (wystarczy SMS o treści BMW na numer..., a wchodzisz do gry).

Rzecz interesująca, operator, który szafuje drogimi autami, przy zawieraniu umowy na bezprzewodowy internet z niewiadomych przyczyn wymusza 3-miesięczny depozyt w wysokości 300 zł. (Nb. na wstępie, licząc razem z depozytem, na router i aktywację trzeba wydać ponad 600 zł). Po upływie terminu, komunikując się przez internet, nie sposób odzyskać pieniądze. Operator stosuje zasadę: pisz na Berdyczów. Na e-mail z prośbą o zwrot depozytu odpowiada automat, że wystąpił problem z przekazaniem informacji: Dostarczenie Twojej wiadomości okazało się niewykonalne, nasz serwer pocztowy nie będzie starał się wysłać jej ponownie.

W zakres obsługi serwisowej wchodzi rzekomo pomoc w instalacji zestawu. Przedtem jednak trzeba się nabiegać, żeby znaleźć antenę wzmacniającą sygnał bezprzewodowego internetu. Końcówki routera zaprojektowanego w Korei, a wykonanego w Chinach nie pasują do końcówki przewodu antenowego dostępnego na rynku krajowym. Operator nie widzi problemu, a nieudolne biuro obsługi spławia klienta.

Jakie jest rozwiązanie? Gdyby tak nachylić ku sobie cztery antenki routera, to można by otrzymać coś w rodzaju piramidki. A wiadomo przecież, że przedmioty w kształcie małej piramidy mogą służyć do ostrzenia żyletek i przechowywania łatwo psującej się żywności. Odkrycia tego dokonał czeski inżynier Karel Drbal.