Menu

Logowanie

rejestracja
01.07.2008

Oszczędzanie energii nie musi być drogie

Z Mirosławem Semczukiem, dyrektorem, Jackiem Szymczykiem i Jerzym Tumiłowiczem, specjalistami ds. efektywności energetycznej z Polsko-Japońskiego Centrum Efektywności Energetycznej rozmawia Anna Krawczyk


Infrastruktura: Czy dbanie o efektywność energetyczną w ogóle się opłaca?

Mirosław Semczuk: Oczywiście! Efektywne wykorzystywanie energii to tyle, co oszczędzanie energii, a oszczędzanie energii to oszczędzanie pieniędzy i oszczędzanie środowiska naturalnego. Efektywność energetyczną można przełożyć na ekonomiczną. A zwiększanie efektywności energetycznej wcale nie musi wymagać dużych nakładów. Według badań przeprowadzonych w Japonii, wzrost efektywności energetycznej w zakładach przemysłowych różnych branż po przeprowadzeniu zaledwie jednego audytu wynosił średnio ponad 7%, a w  wielu wypadkach nawet kilkanaście procent. I były to często naprawdę proste i tanie zabiegi. Podam przykład z Danii: jedna z tamtejszych szkół w pewnym momencie zorientowała się, że wentylacja jest uruchomiona na stałe, bez wyłączania na noc. Wystarczyło więc kupić prosty przełącznik czasowy, uwzględniający też weekendy - i po jednorazowej inwestycji rzędu 30 euro można było zaoszczędzić 500 euro miesięcznie! Tak naprawdę wprowadzenie efektywności energetycznej to nic innego, jak zdrowy rozsądek połączony ze świadomością, że energię można i trzeba oszczędzać.

- Jakie są więc podstawowe zasady efektywnego wykorzystania energii?


M.S.: Nie da się tego powiedzieć w dwóch słowach. Jest na ten temat ogromna literatura. Na pewno podstawą jest jedna rzecz: świadomość istnienia tego zagadnienia. Jeśli kierownictwo danej firmy nie zwraca uwagi na efektywność energetyczną, to z reguły nikt się tym nie zajmuje, bo po co? Bardzo ważne jest też, żeby zainteresowanie efektywnością energetyczną nie było jednorazowe - ktoś w zakładzie musi się tym zajmować stale. Jeśli tak będzie, to już w ciągu roku od pierwszego audytu można osiągnąć oszczędności rzędu kilkunastu procent, z czego połowę zawdzięcza się właśnie lepszemu zarządzaniu, a nie inwestycjom w energooszczędne procesy technologiczne czy urządzenia. Nie jest dobrym pomysłem działanie akcyjne: zrobimy szybko audyt i będzie natychmiastowa poprawa! Wszystko naprawimy, będzie nowe, będziemy mieli wysoką efektywność. Doświadczenie pokazuje, że to jest taki sam proces biznesowy jak każdy inny i trzeba bez przerwy się tym zajmować - to jest coś, co nie ma początku ani końca. Trzeba wszczepić tę ideę na stałe, inaczej po jakimś czasie znowu zaczynają się problemy, coraz więcej energii się marnuje. Jeśli pewnych elementów i maszyn się pod tym kątem ciągle nie nadzoruje, to możemy być pewni, że po roku zaczną znowu źle działać!

Jacek Szymczyk: Oprócz świadomości bardzo ważna jest też chęć wprowadzenia zmian. W wielu przedsiębiorstwach jest świadomość, że traci się energię, ale istnieje obawa co do wprowadzania zmian, bo a nuż potem pojawią się następne problemy do rozwiązania prowadzące z kolei do dłuższego niż planowany przestoju i nieprzewidzianych wcześniej komplikacji.

- A co się dzieje w momencie, kiedy jest już i świadomość, i chęć wprowadzenia zmian?


Jerzy Tumiłowicz:
Zaczyna się wdrażanie. Składają się na nie trzy elementy. Pierwszy to prawidłowa eksploatacja, prawidłowe serwisowanie i stałe nadzorowanie pracy urządzeń. To jest bardzo ważne a właściwie nic nie kosztuje.

Drugi ważny element to odpowiednie opomiarowanie energii elektrycznej: tej zużywanej do oświetlania biur, ulic, placów na zewnątrz, ale też tej zasilającej urządzenia. W Polsce wygląda to bardzo marnie, bo najczęściej u nas jest tylko jeden licznik energii, sumaryczny dla całego zakładu. Nie ma więc możliwości sprawdzić, który dział zakładu czy która grupa urządzeń jest najbardziej energochłonna. A potem, kiedy zracjonalizuje się zużycie energii w danej grupie urządzeń, trudno jest sprawdzić, na ile podjęte kroki są skuteczne.