Menu

Logowanie

rejestracja
01.07.2008

Nie można cofnąć się do średniowiecza

Henryk Jezierski

Forum dyskusyjne Instytuty - Wdrożenia - Biznes, zorganizowane 2 czerwca 2008 r. w warszawskim hotelu Marriott przez Radę Główną Jednostek Badawczo-Rozwojowych, zgromadziło przedstawicieli świata polityki, przedsiębiorczości i nauki


Otwierając debatę, prof. Leszek Rafalski, przewodniczący Rady Głównej JBR, stwierdził, że mamy w Polsce duży potencjał przedsiębiorców, dobry przemysł, natomiast brakuje wdrożeń w skali, która byłaby zadowalająca. Posiadamy również potencjał intelektualny - w instytutach JBR pracuje 24 tys. osób, gotowych tworzyć nowe i nowoczesne rozwiązania, które mogłyby być wdrażane do produkcji. Profesor Rafalski postawił pytanie, co należy zrobić, żeby nasz kraj nie był na jednym z ostatnich miejsc, jeżeli chodzi o innowacyjność gospodarki.

Prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, podkreśliła, że odważne reformy systemu nauki, umożliwiające wprowadzanie na rynek innowacji, to warunek dalszego rozwoju kraju i umacniania jego miejsca we współczesnym świecie. Wszystkie kraje UE podjęły takie wyzwanie już dużo wcześniej, Polska natomiast stoi jeszcze na progu tych zmian.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
, dyrektor w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, zauważyła, że istnieje zainteresowanie innowacyjnością wśród średnich i dużych przedsiębiorstw, natomiast wśród mikro i małych przedsiębiorstw przypadki takiego zainteresowania da się policzyć na palcach jednej ręki. Przed przedsiębiorcami stoi tak wiele barier i przeszkód do pokonania, że trudno mieć do nich pretensje o to, że nie mają chęci myśleć o innowacyjności.

Jej zdaniem prawo regulujące działania JBR-ów powoduje, że koncentrują się one na dostępnych środkach publicznych i nie są zainteresowane zabieganiem o środki zewnętrzne, prywatne. Mogą bowiem spokojnie funkcjonować bez tych ostatnich.

Stwierdziła, że istnienie świetnych JBR-ów nie świadczy o tym, że cały system dobrze funkcjonuje i nie ma takich instytutów, o których przedsiębiorcy mówią, że nie warto się do nich zwracać, ponieważ nie da się z nimi nawet komunikować w odpowiedni sposób.

Wyraziła opinię, że warto zacząć się porozumiewać i myśleć biznesowo. Prawda jest brutalna, to naukowcy powinni dostosować się do przedsiębiorców. Przedsiębiorcy polscy mogą się obyć bez polskiej nauki, mogą przecież kupować innowacje gdzie indziej lub tworzyć własne ośrodki badawcze. Można jednak mieć nadzieję, że nawiązana współpraca pozwoli uniknąć takiego rozwoju sytuacji.

Zdaniem Marka Goliszewskiego, prezesa Zarządu Business Centre Club, w Polsce od wielu lat poważną bolączką jest to, że przedsiębiorcy nie szukają kontaktu z nauką, instytutami, z nowoczesnymi technologiami, a instytuty nie zabiegają o kontakty z przedsiębiorcami. Tych kontaktów, na miarę nowoczesnego społeczeństwa i współczesnych wyzwań informacyjnych, po prostu nie ma.

Przypomniał, że na początku lat 90. czynione były próby, by pobudzić polską gospodarkę, wyzwolić innowacje, żeby polscy przedsiębiorcy, mali, średni i duzi kupowali to, co proponują instytuty. Wybitni polscy przedsiębiorcy oraz rektorzy wszystkich najważniejszych uczelni spotykali się, wymieniali informacje, ale niewiele z tego wynikło. Dlaczego? Ponieważ przez wszystkie lata transformacji oba środowiska pozostały na siebie zamknięte.

Można poprawić prawo, żeby ułatwić wspólne finansowanie programów badawczych w aspekcie międzynarodowym, by lepiej i szybciej wykorzystywać środki unijne, które są na to przeznaczone i których nie wykorzystuje się właściwie. Można uchwalić ustawę o joint venture między biznesem a nauką. Można uchwalić ustawę o firmach profesorskich. W Dolinie Krzemowej istnienie 2200 takich firm napędziło myśl, pracę i pieniądze.

Tymczasem, jak stwierdził, w środowisku biznesu panuje opinia, prawdziwa czy nieprawdziwa, że nauka do przedsiębiorstw nie wychodzi z inicjatywą, bo naukowcy mają pieniądze. Gdyby nie mieli środków, musieliby się zwrócić do przedsiębiorców, bo, jak to ujął, byliby głodni i szukaliby chleba choćby na śmietniku. Pojawialiby się w małych i średnich firmach, orientowaliby się, co dana firma robi, co można w niej poprawić i za miesiąc mieliby propozycję współpracy. Tak się nie dzieje. Na pytanie, dlaczego nie przychodzą do przedsiębiorców z propozycjami, odpowiedź jest prosta - bo mają pieniądze.