Menu

Logowanie

rejestracja
01.11.2007

Tradycja i nowoczesność


Ryszard Gądek,prezes zarządu.

O planach inwestycyjnych w Kieleckich Kopalniach Surowców Mineralnych opowiada Ryszard Gądek, prezes zarządu, oraz Henryk Ciosmak, członek zarządu, dyrektor techniczny spółki, w rozmowie z Anną Krawczyk


Infrastruktura: Jaką strategię rozwoju Kieleckich Kopalni Surowców Mineralnych obrał Pan po objęciu stanowiska prezesa firmy?

Ryszard Gądek: Jestem zwolennikiem kontynuowania głównych kierunków polityki firmy. Stosujemy strategię, która ma zapewnić jak najkorzystniejszą sprzedaż kruszyw pochodzących ze złóż naszych kopalni. Zależy nam na wszechstronnym rozwoju firmy: począwszy od wzrostu wartości inwestycji, poprzez wzrost wydobycia kruszyw i poprawę wyników finansowych, a skończywszy na budowaniu kompetentnej, związanej z firmą kadry.

- Czy mógłby Pan powiedzieć trochę więcej o inwestycjach, które są planowane lub już znajdują się w realizacji?


Ryszard Gądek: Plan inwestycyjny został opracowany jeszcze za kadencji moich poprzedników. Jest bardzo ambitny, przewiduje w ciągu najbliższych 2 lat wydatki inwestycyjne sięgające prawie 20 mln zł. Tegoroczne zakupy inwestycyjne już opiewają na kwotę 10 mln, a ostatecznie po IV kwartale powinny wynieść 13-14 mln.

- Czy należy się spodziewać jakichś innowacji?

Ryszard Gądek: Przede wszystkim wprowadzamy pełne mobilne ciągi technologiczne. Przymierzamy się także do uszlachetnienia powstającego w kopalni wyrobu końcowego, co ewentualnie mogłoby się wiązać z przejściem do sprzedaży hurtowo-detalicznej ciekawszych asortymentów.

Henryk Ciosmak: Chcielibyśmy uruchomić paczkowalnię i sprzedawać kruszywa i nawozy w małych opakowaniach. Oferta adresowana byłaby do tych odbiorców, którzy nie są zainteresowani masowymi dostawami, np. do ludzi, którzy chcieliby taki materiał wykorzystać na prywatnych posesjach.

- To ważne, że odbiorcami kruszyw KKSM mogą być również klienci indywidualni.


Henryk Ciosmak: Każdy klient dostanie u nas kruszywo. Aktualnie mamy już kilkuset odbiorców indywidualnych.

Ryszard Gądek: Wiemy, że nie wszystkie kopalnie cechuje tak elastyczne podejście. Koncentrują się na dużych odbiorcach, z którymi często powiązane są kapitałowo. KKSM nie ograniczają kręgu nabywców, chcemy mieć klientów zdywersyfikowanych, dzięki czemu ewentualny poślizg w płatnościach czy gorsza sytuacja pojedynczego inwestora nie zaważy na ostatecznych wynikach naszej firmy. W zeszłym roku obsłużyliśmy włącznie z indywidualnymi około 4 tys. odbiorców.

- Ostatnio sporo się mówi o wykorzystywaniu odpadów powstających podczas produkcji kruszyw. A jak to wygląda w Państwa firmie?


Ryszard Gądek: Cały czas myślimy o zagospodarowaniu odpadów, bo jest to potencjalne źródło dodatkowych zysków.

Henryk Ciosmak: Na terenie kilku naszych kopalni zalegają setki tysięcy metrów sześciennych nagromadzonych przez lata drobnych (0÷10 mm) frakcji traktowanych jako odpady nie nadające się do sprzedaży. Pierwotnie chcieliśmy się ich pozbyć za przysłowiową złotówkę, ale na razie się wstrzymaliśmy. Lada dzień takie materiały staną się drogocenne i poszukiwane, przede wszystkim w budownictwie drogowym. W krajach Unii z odpadów produkuje się podsypki pod wiadukty i mosty. Są na to normy, są technologie.

- Zachód ma w swej ofercie także maszyny do rekultywacji gruntu. Czy nimi także się interesujecie?

Ryszard Gądek: Tak, jednym z celów naszej dzisiejszej wyprawy do Belgii jest zapoznanie się w praktyce z funkcjonowaniem tego typu urządzeń oraz zorientowanie się, na ile mogą być one dla nas przydatne.

Henryk Ciosmak: Może coś przywieziemy i zastosujemy w naszej firmie - jako jedni z pierwszych w Polsce.

- Skąd firma bierze środki na inwestycje? Czy są to środki własne?

Ryszard Gądek: Mamy dużą swobodę wyboru źródeł finansowania. Nasza spółka generuje znaczące środki własne. Przyznano nam spore kredyty inwestycyjne, których wciąż w pełni nie wykorzystaliśmy. Mamy pieniądze na inwestycje, zakup maszyn. Paradoksalnie większych problemów przysparza nam długi czas oczekiwania na zamówione urządzenia oraz potencjalny brak kadry do ich obsługi.