Dyskutując o lotnictwie cywilnym w Polsce, najczęściej ograniczamy się do kwestii związanych z celowością tworzenia nowych lotnisk oraz do prób wyliczenia potrzeb inwestycyjnych na najbliższe lata, w kontekście zarezerwowanych w programach unijnych 2007-2013 środków.
Ostatnio ponownie dyskutowany jest też pomysł wybudowania nowego centralnego portu lotniczego, a co za tym idzie konieczności zlecenia kolejnych analiz, gdyż te negatywne, które przygotowali dla poprzedników hiszpańscy specjaliści, nie są politycznie akceptowalne.
Niczego nie bagatelizując, trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że istnieją problemy znacznie poważniejsze i pilniejsze, których nierozwiązanie (choćby części z nich) grozi nie tylko utratą milionów euro z funduszy pomocy strukturalnej, ale także skutecznie może zniechęcić inwestorów do angażowania się w rozwój portów lotniczych, które nie są takimi jak Kraków samograjami i których sukces zależy właśnie od zewnętrznego wsparcia.
Aktualnie sejm pracuje m.in. nad nowelizacją ustawy o gospodarowaniu niektórymi składnikami mienia Skarbu Państwa oraz o Agencji Mienia Wojskowego. Obecnie działkami oficjalnie dla wojska zbędnymi, a potrzebnymi dla rozbudowy lotnisk cywilnych włada Agencja Mienia Wojskowego. Rząd ma sporządzić wykaz nieruchomości, pozostających w trwałym zarządzie jednostek organizacyjnych podległych Ministrowi Obrony Narodowej lub przez niego nadzorowanych, będących lotniskami albo lądowiskami wojskowymi lub ich niewykorzystywanymi przez te jednostki częściami, które mogą posłużyć do utworzenia bądź rozbudowy lotnisk albo lądowisk cywilnych. Na wniosek gminy lub województwa możliwe będzie przekazanie tych nieruchomości pod zarząd władz lokalnych.
Dyskutowane regulacje nie odnoszą się jednak do lotnisk wojskowych współużytkowanych przez stronę cywilną, a właśnie ich w pierwszej kolejności dotyczyć powinny, żeby ustawa miała sens. Regulacje nie obejmą lotnisk we Wrocławiu, w Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu, a nawet w Warszawie, bo w mniejszej lub większej części należą one do wojska. W konsekwencji mogą pojawić się problemy z wydaniem funduszy europejskich, bo Unia nie chce finansować projektów o niejasnej sytuacji prawnej.
Wszystko to jest o tyle dziwne, że już w ubiegłej kadencji Platforma Obywatelska miała własny projekt ustawy, który rozwiązywał wszystkie problemy gruntowe, a który pomagałem stworzyć. Niestety kolejny minister dał sobie wejść na głowę wojskowym niechętnym racjonalnej gospodarce nieruchomościami wojskowymi. Stan pożądany mielibyśmy, gdyby (na wniosek samorządu uzgodniony z ministrem infrastruktury) mienie w postaci lotnisk wojskowych MON przekazywał nieodpłatnie, bez pośrednictwa Agencji Mienia Wojskowego, do wykorzystania jako lotniska cywilne.
Potencjalnym źródłem problemów jest sytuacja prawna nieruchomości graniczących z lotniskami, którymi wolno dysponować tylko zgodnie z ich planami generalnymi bądź planami zagospodarowania przestrzennego. Według odziedziczonej po PiS nowelizacji Prawa lotniczego nieruchomości okołolotniskowe stanowić mogą wyłącznie własność Skarbu Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego, chyba że za zgodą ministra infrastruktury właściciel lub zarządzający lotniskiem nabędzie tę nieruchomość na własność. Zapis ten w znacznym stopniu spowolni tempo inwestycji na obecnych lotniskach, jako że w przeciwieństwie do samorządów przygotowani do natychmiastowego rozpoczęcia prac przy projektach inwestorzy prywatni, w tym z kapitałem zagranicznym, nie są zainteresowani inwestycjami bez zagwarantowanego prawa własności do terenu.