Menu

Logowanie

rejestracja
01.05.2008

Bądźmy optymistami

Realizujemy największy program infrastrukturalny w Europie o wartości 121 mld zł, jednak o tym nawet się nie wspomina - mówi Zbigniew Rapciak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury w rozmowie z Anną Krawczyk i Joanną Nikolską


Infrastruktura: Jak Pan sądzi, z czego wynika negatywny nastrój panujący wokół budowy dróg?

Zbigniew Rapciak: Najkrócej rzecz ujmując - z doświadczeń. Poprzednie ekipy bardzo dużo obiecywały, a niewiele zrealizowały. Do 2003 r. brakowało pieniędzy na główne drogi krajowe, bo budżet GDDKiA utrzymywany był w granicach 3 mld zł. W ubiegłym roku suma ta wzrosła do 10 mld, w tym będzie to już 20 mld 800 mln zł, a w przyszłym nawet 32 mld. Wreszcie są pieniądze. Teraz problem polega na tym, żeby je spożytkować.

- Część tegorocznych pieniędzy ma pochodzić z rezerwy budżetowej. Czy to nie oznacza, że mogą one być uruchomione dopiero jesienią?

- To nieprawda, te pieniądze mogą być uruchomione wcześniej.

- Ostatnio między GDDKiA a wykonawcami na nowo rozgorzała dyskusja na temat sprowadzenia podwykonawców z Chin. Czy w tej kwestii wiadomo już coś konkretnego?

- Dwa tygodnie temu na konferencji w Polskiej Izbie Gospodarczej strona biznesowa oszacowała krajowy potencjał wykonawczy na 15 mld. A kto przerobi pozostałe 17 mld? Polskie firmy nie zdołają wykorzystać wszystkich środków. Potrzebne są firmy z zewnątrz. To po prostu konieczność.

- Na jakich zasadach firmy zewnętrzne będą wchodzić na polski rynek? Czy firmy chińskie i, powiedzmy, niemieckie będą obowiązywać te same zasady?

- Wszystkie wchodzące na nasz rynek firmy muszą przestrzegać zarówno przepisów unijnych, jak i polskich. Wszystkie muszą stawać do przetargów, aby zdobyć kontrakty. Nie będzie żadnych uprzywilejowanych.

- Na początku kwietnia sejm zatwierdził nowelizację Ustawy o zamówieniach publicznych. Czy przewidywane są jeszcze jakieś zmiany legislacyjne?

- Tak, będą zmiany w specustawie, a także w ustawie środowiskowej. Rząd pracuje nad tym, żeby prawo było bardziej logiczne i precyzyjne. W Polsce występuje zbytnia dowolność w interpretacji prawa: w jednym województwie coś jest akceptowalne, a w innym nie. Jest to możliwe, ponieważ prawo jest nieprecyzyjne. Chcemy doprowadzić do tego, żeby składający dokumenty inwestor nie musiał się głowić, czy spełnia wymogi procedury, czy nie.

- Czy dokonywane zmiany wpłyną na tempo prowadzenia inwestycji?


- Oczywiście. Eksperci twierdzą, że same zmiany w specustawie są w stanie przyspieszyć proces inwestycyjny o 2 lata. Zlikwidowane zostaną decyzje o lokalizacji i decyzja pozwolenia na budowę. Teraz będzie to jedna decyzja zezwalająca na prowadzenie robót.

Wprowadzone zostaną krótkie terminy rozpatrywania spraw - 14 i 30 dni. Zacznie też obowiązywać zasada tzw. milczącej zgody, czyli nieudzielenie odpowiedzi w terminie oznaczać będzie odpowiedź pozytywną. Dotychczas, gdy jakaś sprawa trafiała do Ministerstwa Środowiska albo do wojewody, mogła tam leżeć półtora roku. Teraz nie będzie takiej możliwości.

- Czy będą jakieś zmiany w specustawie dotyczące wykupu gruntów?


- Tak, wracamy do dowolnej odsprzedaży. W pierwszej kolejności to inwestor będzie negocjował z właścicielem gruntu. Dopiero jeśli w wyznaczonym czasie (w naszych propozycjach są to 3 miesiące) strony nie osiągną porozumienia, zastosowanie będą miały inne formy prawne. Tak to powinno wyglądać.

Nasze społeczeństwo jest bardzo wyczulone na punkcie własności prywatnej, bo przez 40 lat wszystko mu zabierano. Z drugiej strony, jak wynika z przeprowadzonych badań, osobiście wynegocjowana cena jest bardziej satysfakcjonująca niż odszkodowanie za odebraną własność - i to nawet wtedy, kiedy ta cena jest niższa!