Sprzedawcy już szukają nowych klientów i wyczekują 1 lipca, kiedy to będą mogli zaoferować swój produkt odbiorcom, do których dotąd nie mieli dostępu, i kiedy ulegną zmianie zasady taryfowania (osobne taryfy mają zostać stworzone dla firm obrotu i dystrybucji). Obecnie zgodnie z rozporządzeniem Urzędu Regulacji Energetyki coroczna podwyżka cen nie może przekroczyć 3%powyżej poziomu inflacji, co gwarantuje odbiorcom niewielkie podwyżki. Pełne uwolnienie rynku powinno pociągnąć za sobą uchylenie tego zarządzenia, a wówczas cena energii zależałaby tylko od realnych kosztów jej wytworzenia i przesyłu, które niejednokrotnie przewyższają te urzędowe.
Współczesna energetyka potrzebuje ogromnych nakładów finansowych. Wytwórcy energii muszą modernizować zakłady i odbudowywać moce wytwórcze, budować nowe, wysokosprawne i ekologiczne bloki energetyczne - są to olbrzymie koszta. Linie przesyłowe również wymagają gruntownych remontów. Aby sprostać tym zadaniom, trzeba podnieść ceny energii, które w Polscesą nadal kilkukrotnie niższe niż w starych krajach Unii.
Aby uniknąć niekontrolowanego wzrostu cen, Urząd Regulacji Energetyki zachowuje prawo do jego ustawowej kontroli, ale w takim razie nie można mówić o wolnym rynku. W sytuacji gdy URE nadal będzie kontrolować taryfy, trudno spodziewać się realnych ruchów na rynku cen energii. Sprzedawcy będą raczej kusić nas dodatkowymi usługami i ułatwieniami, jak np. możliwość obsługi naszego„energetycznego konta" przez Internet itp.
Potencjalnym problemem, i to już niebawem, może być również to, że sprzedawca nie będzie w stanie obsłużyć swoich nowych klientów, ponieważ nie będzie miał czym handlować. Jeszcze kilka lat temu prasa rozpisywała się o nadwyżkach mocy produkcyjnych, które sięgać miały nawet do 40%. Jednak już od połowy zeszłego roku wiadomo, że w Polsce takiej nadwyżki nie ma. Dało się to zauważyć choćby podczas letnich upałów. Popyt zaś na skutek coraz większej elektronizacji życia i wzrostugospodarczego stale rośnie.
Jeszcze inną przeszkodą jest istnienie kontraktów długoterminowych zawartych przez firmy energetyczne w latach 90. Dzięki kontraktom, które na wiele lat ustalały ilości i ceny sprzedawanej energii, elektrownie mogły pozwolić sobie na zaciąganiekredytów na kosztowne inwestycje. Wieloletnie umowy uniemożliwiają jednak prawdziwy handel bardzo dużą ilością energii.
Wielu specjalistów ocenia także, że realną przeszkodą w zaistnieniu konkurencyjnego rynku mogą okazać się powstające właśnie cztery silne grupy energetyczne, które będą zajmować się również dystrybucją prądu. Mogą one bowiem swobodnie podzielić się rynkiem i uniemożliwić mniejszym sprzedawcom przygotowanie konkurencyjnej oferty.
Dużym problemem mogą być także drastycznie ograniczone dla Polski przez Komisję Europejską limity emisji CO2.