Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, mówi pewne polskie przysłowie. Rzeczywistość przetargowa pozostawia wiele do życzenia zarówno dużym, jak i małym firmom wykonawczym.
To, co przeszkadza jednym, innym dla odmiany sprzyja. Jedni i drudzy skarżą się jednak na pewne kwestie, które znacznie utrudniają funkcjonowanie, a winowajcy upatrują w zamawiającym. Jednym z głównych inwestorów jest Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych i Autostrad. O wypowiedź poprosiliśmy więc
Tadeusza Jastrzębskiego - dyrektora Biura Inwestycji w GDDKiA.
Doskonale rozumiem zarzuty wysuwane pod naszym adresem, a mianowicie, że przetargi powinny być rozstrzygane zimą, aby można było przystąpić do robót po ustaniu mrozów. Należy jednak wziąć pod uwagę bardzo istotny fakt. O ile w pewnym stopniu mogę wpływać na termin ogłoszenia przetargu, to data jego zakończenia jest całkowicie nieprzewidywalna.
Przytoczę kilka przykładów. Przetarg Zgorzelec-Krzyżowa wydawał się mało zbliżony do innych, jednak praktyka pokazała co innego. Był on trzykrotnie unieważniany z powodu protestów wykonawców. Zrozumiałe byłoby, gdyby doszło do rażącego naruszenia prawa czy dobrej praktyki, niestety przyczyny odwołań były mało poważne. Jednemu z wykonawców nie podobał się zapis „most". Jego zdaniem powinien o brzmieć: „obiekt mostowy". Pytam więc, czy jest to rzeczywiście powód, aby odwoływać przetarg na projekt wart kilkaset milionów złotych? Następny przykład: przetarg na 16 km wzmocnienia autostrady Balice-Opatkowice. W wyniku pięciu protestów i jednej sprawy sądowej przetarg, zamiast w kwietniu, został zakończony w październiku. Oczywiście nikt z nas nie mógł tego przewidzieć.
W wyniku takich działań diametralnie zmieniają się warunki wykonawstwa. Zamiast bowiem, jak przewidywaliśmy, dwóch sezonów budowlanych i jednego zimowego, wykonawca ma na zrealizowanie projektu półtora sezonu budowlanego i dwa zimowe. Trudno się więc dziwić, że wykonawca w tej sytuacji nie chce podpisać umowy, na jego miejscu też byłbym pełen obaw.
Niestety w obecnych warunkach nie sposób przewidzieć, kiedy zakończą się poszczególne przetargi. Oczywiście będziemy się starali, żeby terminy ich ogłaszania były korzystniejsze, zależy to jednak od różnych okoliczności. Na przykład często się zdarza, że najpierw musi zakończyć się jeden etap budowy, żeby można było przystąpić do następnego. Podsumowując temat terminowości przetargów, uważam, tak jak wykonawcy, że powinny być one rozstrzygane przed sezonem robót, jednak jak na razie nie potrafimy tego spełnić.
Jak już wcześniej wspomniałem, wiąże się on z protestami wnoszonymi przez wykonawców. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby rzeczywiście były one zasadne. Mam nadzieję, że sprawę tę ureguluje kolejna nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych. Zgłaszaliśmy do niej swoje postulaty, które częściowo zostały wzięte pod uwagę. Ograniczeniu mają ulec dopuszczalne terminy zgłaszania protestów, co znacznie usprawni całą procedurę. Podkreślam jednak jeszcze raz: nie mam nic przeciwko protestom, bo każdy człowiek musi mieć do nich prawo, nie pozwólmy jednak, by paraliżowały działalność inwestycyjną.
Powiem coś, co może wywołać burzę w środowisku, ale uważam, że do tej pory protesty były swoistą grą wykonawców. Dotyczy to także opóźniania terminu zamknięcia ofert poprzez stawianie dodatkowych pytań. Przed przystąpieniem do nowego przetargu wykonawca musiał przecież znać wynik poprzedniego, żeby przeliczyć swoje moce przerobowe etc. Należy więc głośno powiedzieć, że na opóźnienia w procedurze przetargowej istotny wpływ mają również firmy.