Ustawa o zamówieniach publicznych miała skutecznie uregulować rynek robót budowlanych w Polsce, tymczasem kryterium 100% ceny, tak chętnie wybierane przez zamawiających, wprowadziło więcej zamieszania niż pożytku, bo dopuszcza oferentów stosujących ceny dumpingowe.
W tej chwili sytuacja trochę się polepszyła. Wprowadzona została nowelizacja ustawy, a kolejna jest przygotowywana. W pracach przygotowawczych bierze udział Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa. Dla „Infrastruktury" wypowiada się jej prezes Wojciech Malusi, od lat związany z rynkiem robót wykonawczych.
Podstawowy zapis Prawa o zamówieniach publicznych mówi, że do przetargu mogą zgłaszać się osoby lub firmy, które są w stanie wykonać przedmiot zamówienia. Tymczasem praktyka pokazuje, że niejednokrotnie w drodze przetargu wyłaniana była firma, która tylko na papierze miała udokumentowane wymagane moce przerobowe i spełniała warunki finansowo-ekonomiczne. Należy zauważyć, że w okresie przemian ustrojowych polski rynek budowlany stał się łatwym łupem dla wielkich koncernów zagranicznych. Zakładały one w Polsce pseudoprzedstawicielstwa zajmujące się jedynie przygotowywaniem dokumentacji przetargowej, w której umieszczane były dane z firmy matki i wszystkich oddziałów zagranicznych. Moce przerobowe były udokumentowane, a że roboty wykonywane były za granicą, o to już nikt nie pytał. Wprawdzie wszystko działo się zgodnie z prawem, niestety zamawiający okazywał się za mało dociekliwy, by ustalić faktyczny, a nie tylko formalny stan rzeczy. Teraz staramy się o urealnienie przetargów. Chodzi przede wszystkim o to, żeby inwestor, czyli zamawiający, był zobowiązany przepisami prawa do pewnych działań.
Od dwóch lat przygotowujemy razem z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad dokument pod nazwą „Wzorcowe specyfikacje istotnych warunków zamówień". Ma on być swojego rodzaju instrukcją dla urzędników przygotowujących specyfikacje przetargowe. Przede wszystkim chodzi o to, żeby były identyczne w całej Polsce, niezależnie od regionu. Do tej pory mieliśmy do czynienia z bardzo różnymi wymogami, jeśli chodzi o warunki finansowo-ekonomiczne, jakie musiał spełniać oferent. Chcąc np. przystąpić do przetargu o kosztorysie inwestorskim 200 mln złotych, oferent musiał wykazać sprzedaż roczną z ostatnich trzech lat na poziomie o 2-2,5 razy większym. W uzasadnionych przypadkach być może była to słuszna praktyka, ale przy mniejszych robotach - moim zdaniem - niepotrzebna. Pytam bowiem, czy firma, która wykazuje sprzedaż roczną na poziomie 15 mln złotych, nie jest w stanie wykonać roboty za 10 mln złotych? Oczywiście że tak, trzeba tylko dać jej szansę wzięcia udziału w przetargu. Chcemy więc, aby warunki finansowo-ekonomiczne były na poziomie 1:1. Niestety ustalenia z GDDKiA ciągną się już od dwóch lat i nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy dokument wejdzie w życie.