Menu

Logowanie

rejestracja
01.01.2007

Kultura motorem postępu

Z wiceprezydentem Wrocławia, Sławomirem Najnigierem, rozmawiają Anna Krawczyk i Władysław Ordęga

Infrastruktura: Panie Prezydencie, Wrocław uznawany jest za miasto, które rozwija się bardzo dynamicznie. Co sprawiło, że tak właśnie się dzieje? Czy zdecydowało położenie, czy jakieś inne czynniki?

Sławomir Najnigier: Samo położenie miasta czy regionu nie decyduje o rozwoju. Podam dwa przykłady. Pierwszy dotyczy okolic Wrocławia. Otóż dwie gminy rolnicze - Kobierzyce i Ĺťórawina - mają bardzo dogodne połączenia komunikacyjne, jednak tylko wokół węzła autostradowego w Kobierzycach powstała ogromna liczba zakładów pracy. Wokół węzła w Ĺťórawinie nic takiego się nie stało, choć o tym mówiono, ale na wojny polityczne stracono co najmniej dwie kadencje. Drugi przykład to Szczecin. Położenie ma znakomite, port, połączenie autostradowe z Zachodem, lecz kompletnie nie wykorzystał fali lokalizowania w Polsce małych, średnich i dużych zachodnich firm. Przyczyną tej szczecińskiej porażki są ludzie. To politycy wypłoszyli inwestorów.

I tylko ludzie mogą sprawić, by koniunktura została właściwie wykorzystana. Dolnośląskie samorządy, w tym Wrocław, zrobiły naprawdę wiele, by tak właśnie się stało. I nie tylko samorządy. To w naszym regionie działa kierowana od początku przez tego samego prezesa Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna, najlepsza w Polsce „maszynka" do wchłaniania kapitału.

Nic, poza subiektywnymi przyczynami, nie stoi na przeszkodzie, by podobne osiągnięcia miały inne  województwa. O sukcesach czy porażkach gospodarczych decyduje przede wszystkim człowiek. To on wykorzystuje, bądź nie, dogodne okoliczności, to on zwalcza, bądź nie, trudności.

- Proponujemy, byśmy do ogólnych rozważań jeszcze wrócili, natomiast teraz czy mógłby Pan opowiedzieć, jak doszło do tego, że Wrocław po kilkunastu latach samorządności może poszczycić się tak dużymi sukcesami? Jaki był start, jakie początkowe założenia i w jaki sposób zostały zrealizowane?

- Uczestniczę w tym procesie od początku, choć z przerwami, raz jako uczestnik gry, raz jako obserwator. W latach 1990-92 pracowałem w pierwszym zarządzie miasta. Dwukrotnie byłem wiceprezydentem - w II kadencji (w latach 1994-97), w tym podczas Powodzi Tysiąclecia i pierwszej fazy odbudowy, oraz w IV kadencji (2002-2006). Teraz zaczyna się piąta. Zawsze odpowiadałem za podobne działy - usługi komunalne, restrukturyzację, inwestycje itp. Podobnymi sprawami zajmowałem się, pracując dwukrotnie dla rządu w latach 1992-93 i 1997-2000.

Zacznę może od liczb. W porównaniu z początkiem lat 90. obecny budżet miasta jest w wartościach nominalnych dwudziestokrotnie większy. Ostatnio jest to drugi co do wielkości budżet po Warszawie. Zamiast 17 małych firm zagranicznych mamy ich obecnie około 2500 (również drugie miejsce po Warszawie). Z perspektywy czasu opowiada się o tym lekko, jednak początki wcale nie były radosne. Miasto, by przyciągać kapitał, musi mieć między innymi dobrze działającą infrastrukturę, natomiast w 1990 roku jej stan był tragiczny. Taki był skutek komunistycznego gospodarzenia przez wiele dziesięcioleci. Mieliśmy ziemie nie tylko odzyskane, ale i skonsumowane. Nie dość, że po 1945 roku praktycznie nie inwestowano w infrastrukturę, to istniejącej nie potrafiono utrzymać w stanie zadowalającym. Na przykład liczba awarii w systemie wodociągowym przekroczyła wszelkie rozsądne granice, nikt już nad tym nie panował. Miejska kasa świeciła pustkami. Na początku lat 90. inwestycja o wartości miliona zł uważana była za dużą, zwykłe załatanie chodnika stawało się wydarzeniem. Musieliśmy więc opracować strategię działania, która stwarzałaby szansę wydobycia miasta z zapaści.