30 listopada 2006 roku w siedzibie Fundacji Otwartego Muzeum Techniki we Wrocławiu (holownik parowy „Nadbór”), odbyła się debata zorganizowana przez redakcję „Infrastruktury”, poświęcona etycznym kryteriom projektowania miejskiej przestrzeni. W debacie wzięli udział naukowcy i samorządowcy z Wrocławia i Zielonej Góry. Celem debaty, obok naturalnej potrzeby wymiany poglądów na interesujący temat, było wypracowanie założeń programowych przyszłego stowarzyszenia, którego zadaniem będzie walka o „przyjazne miasto XXI wieku”.
W naszym sprawozdaniu nie cytujemy wypowiedzi poszczególnych uczestników, natomiast przedstawiamy najważniejsze wątki dyskusji oraz wypływające z niej wnioski. (Redakcja)
Człowiek jest niepowtarzalną jednostką, a nie anonimową cząstką zbiorowości
To oczywiste stwierdzenie nie jest wcale takie oczywiste dla projektantów miast co najmniej od czasów rewolucji przemysłowej, czyli od wieku XVIII. Podstawową tego przyczyną jest prymat rachunku ekonomicznego nad taką organizacją miejskiej przestrzeni, która uwzględniałaby szeroko rozumiane dobro każdego człowieka. Społeczności traktowane są ilościowo, jako masy wytwarzające i konsumujące produkty współczesnego przemysłu, którym trzeba zapewnić dach nad głową i określone usługi, natomiast psychiczne potrzeby jednostki ludzkiej są brane pod uwagę w minimalnym stopniu bądź w ogóle. Chodzi o tak elementarne sprawy jak: poczucie bezpieczeństwa, poczucie wspólnoty z lokalną społecznością, przebywanie w przyjaznej przestrzeni itp. Tego wszystkiego współczesne aglomeracje nam nie zapewniają w ogóle lub czynią to w stopniu niedostatecznym.
Można by zbagatelizować tę sprawę stwierdzeniem, że każdy odpowiada za swoje życie i funkcjonuje w takich warunkach, jakie sobie sam stworzył, jest ono jednak głęboko krzywdzące. Większość ludzkiej populacji musi mieszkać w aglomeracjach, jednak tylko nieliczni mają realny wpływ na to, jaki kształt przybierają miasta. Rozrastają się one w ogromnym tempie, wchłaniając wielkie ludzkie masy, dla których miasto staje się naturalnym środowiskiem.
Od tego, jak będzie wyglądać owo środowisko, w dużej mierze zależy nasze osobiste szczęście, zdrowie psychiczne, rozwój osobisty, a w konsekwencji - przyszłość całej naszej społeczności.
Egoista w wielkim mieście
Wszyscy pragniemy, by ludzie wokół nas byli życzliwie nastawieni do otoczenia i wykazywali się wrażliwością na potrzeby innych. Takie nawyki kształtują się w człowieku - bądź są niweczone w zarodku - podczas procesu osobniczego rozwoju, na który środowisko ma ogromny wpływ. Można powiedzieć, że to, jaki człowiek będzie w dorosłym życiu, zależy od doświadczeń, jakie nabędzie w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości. Zmiana egoistycznej podmiotowości na rzecz perspektywy transpersonalnej, która wymaga myślenia o dobru innych ludzi i o wspólnym dobru, wydaje się najbardziej pożądanym kierunkiem rozwoju ludzkiej osobowości.
Jednak współczesne aglomeracje taki rozwój zakłócają bądź wręcz uniemożliwiają, stymulują bowiem wartości z nim sprzeczne. Chodzi o dominację materialistycznego stylu życia, nadmierny indywidualizm, instrumentalizację życia społecznego. Ogromne spustoszenia czyni też szaleńcze nieraz tempo, w jakim żyjemy, co nie sprzyja ani refleksyjności, ani odpowiedzialnemu myśleniu o innych ludziach. Ponadto jesteśmy atakowani ogromną liczbą bodźców i informacji, które powinny być selektywnie przetwarzane, lecz jednak nie są.
Z tych przyczyn w miastach dużo trudniej jest osiągnąć prawidłowy rozwój człowieka. Współczesna kultura największym zagrożeniem dla człowieka
Ten prowokacyjny podtytuł oczywiście nie niesie z sobą anarchistycznych treści wymierzonych w naszą cywilizację, chodzi natomiast o to, że obok niewątpliwego dobra przynosi ona człowiekowi dużo zła, przede wszystkim w sferze psychicznej. W społeczeństwie technokratycznym, które od 300 lat rozkwita w świecie zachodnim, nastąpił ogromny dysonans między tradycją kulturową a wymogami współczesnego społeczeństwa. W konsekwencji ogromnych przemian tracimy nasze wielotysiącletnie dziedzictwo na rzecz nowej, błyskawicznie powstającej i zmieniającej się kultury, o kształcie której decydują rynek i wielkie korporacje, a więc potęgi, których przeciętny człowiek nie rozumie, lecz którym musi się podporządkować. Kultura rynku i korporacji nie wyrasta z tradycji, ona nastała niedawno w gwałtowny sposób i cywilizacyjnie przerwała więź z tym, co rozwijało się przez tysiąclecia. Można powiedzieć, że współczesny człowiek został zaskoczony rozwojem przemysłu i globalizacją, i nie zdążył, w sensie kulturowym, wytworzyć mechanizmów, które pozwoliłyby mu przystosować się do tak gwałtownie odmienionej rzeczywistości. W istocie człowiek czego innego pragnie, niż może ofiarować mu współczesna cywilizacja.