Z doktorem inżynierem Tadeuszem Suwarą, prezesem Transprojektu-Warszawa Sp. z o.o., rozmawiają Anna Krawczyk i Władysław Ordęga
Infrastruktura: Panie prezesie, poprosiliśmy Pana o rozmowę, by przedyskutować problem, który nas bardzo nurtuje. Żyjemy w epoce postindustrialnej. Zaawansowane technologie oraz duże środki finansowe umożliwiają nam kształtowanie miast w taki sposób, by spełniały nie tylko ściśle bytowe, ale i wyższe potrzeby człowieka. Nie są one jednak uwzględniane pomimo alarmujących postulatów psychologów społecznych, zaniepokojonych syndromem gett i postępującą dezintegracją mieszkańców miast. Stawia się domy obok siebie, bez tworzenia przestrzeni, która dawałaby ludziom szansę integracji. Tak ukształtowana przestrzeń życiowa negatywnie odbija się na klimacie psychicznym. Również ukształtowanie sieci dróg ma ogromne znaczenie na powstawanie bądź niszczenie społecznych więzi. Ludzie ich pozbawieni stają się gorsi, bardziej podatni na patologie, inni są wystraszeni, mnożą się też urazy i choroby psychiczne. Co projektant może uczynić w tej sprawie?
Tadeusz Suwara: Poruszony przez państwa problem jest niesłychanie ważny. Wszyscy z doświadczenia wiemy, że miasta, obok swoich niewątpliwych zalet, generują również patologie i są stresogenne. Nie trzeba być psychologiem społecznym, by wiedzieć, że te negatywne zjawiska można zmniejszać poprzez właściwe ukształtowanie przestrzeni. Przede wszystkim infrastruktura miejska powinna łączyć, a nie dzielić, choć nie zawsze tak jest. Marzeniem każdego urbanisty jest stworzenie idealnego miasta, marzeniem każdego projektanta infrastruktury komunikacyjnej jest uczestniczenie w takim projekcie. Na początku II poł. XX wieku ogłoszono, że idealnym miastem będzie Brasília. Projektanci i budowniczy mieli tam wymarzone wprost warunki, bo na dziewiczym terenie wznosili zupełnie nowe miasto, nie byli więc ograniczeni, jak to zwykle się dzieje, istniejącą zabudową. Brasília, którą stworzyli według nowoczesnych założeń urbanistyczno-architektonicznych najwybitniejsi fachowcy, została wpisana na Listę światowego Dziedzictwa Kultury i Przyrody UNESCO. Zarazem ma ona opinię miasta nieprzyjaznego człowiekowi, w którym trudno się żyje. Przyjęto, jak się okazało, niekorzystne pod względem społecznym założenia dotyczące organizacji przestrzeni miejskiej. Przykład ten pokazuje, z jak trudną i delikatną materią mamy do czynienia. Mówiąc w największym skrócie, projektując Brasílię, przyjęto z pozoru jak najbardziej racjonalne i korzystne dla klimatu psychicznego rozwiązanie, polegające na tym, że oddzielono strefy przeznaczone do mieszkania, pracy i wypoczynku. Tak zorganizowana przestrzeń miejska okazała się bardzo dezintegrująca, niekorzystna dla powstawania prawdziwych lokalnych więzi. Marzenia o idealnym mieście spełzły więc na niczym.
Uważam zresztą, że miasta idealnego nie da się zbudować, natomiast zarówno inwestorzy, jak urbaniści, projektanci i wykonawcy powinni dążyć do tego, by w miarę możliwości tworzyć przestrzeń jak najbardziej przyjazną człowiekowi. Rodzi się jednak pytanie, co tak naprawdę możemy nazwać ową przyjazną przestrzenią, jak powinniśmy kształtować dany obszar, by za takową mógł być uznany. To zagadnienie wprawdzie nie należy do ściśle rozumianej inżynierskiej problematyki, lecz uważam, że powinno. Jest to wymóg czasu. Obecnie projektant nieraz ponad połowę swego czasu pracy spędza na uzgodnieniach i konsultacjach z lokalnymi społecznościami, które mają wpływ na ostateczny kształt inwestycji. Mieszkańcy, co oczywiste, wyrażają swoje potrzeby, często w sposób bardzo gwałtowny. Autorzy projektu znajdują się więc w trudnej sytuacji. Każda inwestycja narusza istniejącą infrastrukturę, zmienia istniejący stan rzeczy, co może wzbudzać niepokój. A jeśli ma to być na przykład trasa tranzytowa, która przetnie spokojną dotąd okolicę, powód do sporów jest bardzo gorący. Projektant, który dla tych ludzi jawi się jako ktoś z zewnątrz, któremu z zasady się nie ufa, bo reprezentuje nie lokalne, ale cudze interesy, powinien być nie tylko dobrym twórcą, ale również doskonałym mediatorem. Powinien ofiarować coś w zamian, umieć zadbać, by inwestycja przyniosła maksymalne korzyści, ujęte w projekcie i jasno wytłumaczone. Projektant, realizując jakieś zadanie, może przecież zadbać o to, by zmieniona przestrzeń była dla mieszkańców jak najbardziej przyjazna. Do tego nie wystarczy być świetnym inżynierem. Trzeba umieć nie tylko wsłuchiwać się w potrzeby ludzi, ale również podsuwać im rozwiązania, jakie proponują te dziedziny wiedzy, bo właśnie one szukają odpowiedzi na pytanie, co oznacza pojęcie „przestrzeń przyjazna człowiekowi". Niestety „zmieścić" te talenty w jednej osobie zdarza się rzadko i dlatego należy korzystać z fachowców, którzy specjalizują się w zagadnieniach konsultacji społecznych i myślę, że jest to właściwy i bardzo przyszłościowy kierunek działania.