Z mgr inż. Jerzym Kortyką, prezesem firmy Korbud, rozmawia Henryk Jezierski
Infrastruktura: Występując w TVP, prof. Leszek Balcerowicz powiedział, że reformy wymagają ustaw. Gdybyśmy tę konstatację odnieśli do drogownictwa, jak oceniłby Pan wprowadzone zmiany prawne?
Jerzy Kortyka: Zgadzam się z prof. Balcerowiczem, że reformy wymagają dobrych uregulowań prawnych, gdyż skutki złych zapisów w ustawie mogą być dla państwa bardzo niekorzystne.
Osobiście jednak uważam, że to właśnie pan minister przyczynił się do upadku polskiego drogownictwa. W latach 1989-1992 tak obciął fundusze na drogi, że większość potencjału drogowego, jaki był w Polsce, został zniszczony.
- Nakłady na drogownictwo spadły nawet dziesięciokrotnie! - Tak, choć w poszczególnych latach było różnie. Najgorsze, że cięć dokonano w chwili, gdy w kraju lawinowo przybywało samochodów, a ruch tranzytowy przybierał na sile. Negatywne skutki tych decyzji polskie drogownictwo będzie odczuwać wiele, wiele lat.
- Wyczuwam w Pana wypowiedzi rozgoryczenie. Czy nie dostrzega Pan żadnych pozytywnych zmian? - Tak, jestem rozgoryczony ponieważ z bliska obserwowałem proces degradacji często powodowany politycznymi decyzjami.
Ale należy również widzieć cały wachlarz pozytywnych zmian. Politycy, którzy zrozumieli popełnione błędy w trybie awaryjnym wprowadzili różne specustawy umożliwiające przeprowadzenie procedury przygotowawczej i w efekcie podpisanie kontraktów.
Zostały pozyskane środki finansowe w skali nie notowanej w historii drogownictwa w Polsce. Zgodnie z zawartymi umowami w ciągu najbliższych 2 lat będziemy budować po ok. 500 km autostrad rocznie. Takiego nagłego przyśpieszenia nie było w Polsce od czasów Kazimierza Wielkiego. Jednak w każdej beczce miodu odrobina dziegciu zawsze się znajdzie.
- Na ile realne jest niebezpieczeństwo, że zmasowanie robót negatywnie odbije się na terminach i jakości wykonawstwa? - Istnieje takie zagrożenie. Już dochodzą alarmujące wieści, że jakąś firmę z budowy wypędzono, a inna zatrzymała roboty. Mam obawy, czy baza materiałowa i istniejąca infrastruktura sprosta oczekiwaniom. Na pewno wystąpią perturbacje terminowe, ale najgorsze, że to może mieć wpływ na efekt końcowy - jakość robót. Z drugiej strony sądzę, że zawierający umowy przed ich podpisaniem wszystkie konieczne symulacje przeprowadzili. Muszą zdawać sobie sprawę z tego, że poza odcinkami autostrad równolegle budowane są drogi wszystkich innych kategorii. W administracji GDDKiA znajduje się tylko 5% zasobów.
Niepokoi mnie beztroskie podejście resortu infrastruktury. Podczas ostatnich Technicznych Dni Drogowych jeden z wysokich urzędników ministerstwa powiedział, że skoro kontrakty na autostrady są lub wkrótce będą podpisane, sprawa jest już załatwiona. Cóż za brak wyobraźni! Nawet ktoś, kto tylko z daleka widział budowę autostrady, wie, jak ogromne i czasochłonne to przedsięwzięcie.