Drogi można budować znacznie taniej niż obecnie. Ale wszystko wskazuje na to, że od 2009 roku zapłacimy za nie zdecydowanie więcej. I to na własne życzenie.
Zajmujące się infrastrukturą drogową firmy z pewnością uznają rok 2009 za wyjątkowy. Po pierwsze dlatego, że pieniędzy na budowę dróg i autostrad będzie nadzwyczaj dużo. A po drugie dlatego, że mogą wystąpić problemy z dostępnością materiałów.
Dlaczego? Rozstrzygnięcia wielu przetargów ślimaczą się. Wielu projektantów i część inwestorów nie korzysta z lokalnych kruszyw, tylko z surowców z jednego regionu - Dolnego Śląska. Kolei brakuje składów, którymi można transportować materiały na place budów. Dodatkowo ceny energii i płace rosną w bardzo szybkim tempie. Zdaniem ekspertów wszystko to spowoduje, że zdrożeją kruszywa, to zaś przełoży się na koszty budowy dróg.
Spóźnione rozstrzygnięcia przetargów Szczyt sezonu w dostawach kruszyw przypada na sierpień, wrzesień i październik. Kopalnie pracują wtedy na trzy zmiany, płacą swoim pracownikom nadgodziny, potrzebują najwięcej środków transportu. Inaczej sytuacja wygląda w grudniu, styczniu, lutym i marcu, kiedy zdarza się, że firmy ograniczają działalność do minimum. Wyraźnie widać, że proces produkcyjny rozłożony jest w ciągu roku nierównomiernie, co znacznie podnosi koszty.
Idealnym rozwiązaniem byłoby wydłużenie sezonu na kruszywa przynajmniej o kilka miesięcy. Żeby tak się stało, przetargi na budowę dróg musiałyby być rozstrzygane wcześniej niż obecnie. Gdyby wykonawca wiedział już w październiku czy listopadzie, jaką drogę ma zbudować w kolejnym roku, mógłby zamówić kruszywa przed szczytem sezonu i szybko przewieźć je w rejon inwestycji. Byłby w idealnej sytuacji, zupełnie różnej od faktycznie występującej.
Procedury przetargowe i odwołania od ich wyników powodują, że obecnie wykonawcy zamawiają materiały tuż przed wejściem na place budów. W rezultacie dochodzi do spiętrzenia dostaw, pojawiają się problemy logistyczne i rosną koszty obsługi.
Błędne specyfikacje techniczne Od kilku lat projektanci sporządzają specyfikacje techniczne w taki sposób, że inwestorzy i wykonawcy zmuszeni są stosować najdroższe kruszywa z Dolnego Śląska. Zapominają przy tym o surowcach lokalnych, które można wydobywać w odległości kilku czy kilkudziesięciu kilometrów od budowy. A przecież nie każda droga musi powstawać z materiałów najwyższej jakości, jej dolne warstwy z powodzeniem można wykonać z kruszyw o niższych parametrach.
- Umieszczanie w specyfikacjach technicznych zapisów, które wskazując pochodzenie lub rodzaj materiałów, zazwyczaj wykluczają możliwość wykorzystania złóż lokalnych, jest niestety nagminne. W ten sposób preferowane są kruszywa z Dolnego Śląska. Jest to niezgodne ze sztuką inżynierską i co ważniejsze z prawem, gdyż jedynym kryterium dopuszczającym materiał mogą być określone normami i wymaganiami technicznymi cechy fizyczno-mechaniczne - mówi Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych „Tor".
Około 60% kruszyw znajduje się na południu kraju, m.in. w regionie dolnośląskim. Jak wyjaśnia dyr. Furgalski, projektanci często nie mają rozeznania bazy surowcowej znajdującej się w pobliżu budowy, a nie chcą ryzykować, obawiając się o jakość budowanej drogi. Wolą narzucić konieczność wykorzystania droższych surowców z Dolnego Śląska, np. bazaltu. - Pewnego rodzaju konserwatyzm w tym zakresie przejawiają także niektórzy inwestorzy - dodaje dyr. Furgalski.