Menu

Logowanie

rejestracja
01.10.2006

Kilka uwag o infrastrukturze lotniskowej

Adam Poświata

Polskie miasta są zainteresowane rozwojem komunikacji lotniczej, bo mówi się, że jeśli nie ma lotniska, to nie ma prawidłowego rozwoju regionu, i w obecnych czasach trudno tej opinii zaprzeczyć.

Mój artykuł w żadnym wypadku nie pretenduje do wyczerpania tak ogromnej tematyki, jaką jest infrastruktura lotniskowa. Pisząc go na prośbę redakcji „Infrastruktury”, mam jednak nadzieję, że zapoczątkuje on tematykę lotniczą na łamach nowo powstającego pisma i zwróci uwagę na niektóre zagadnienia techniki lotniskowej.

Na początek chciałbym wspomnieć o trudnej sytuacji w polskim lotnictwie cywilnym. Sytuacja jest niełatwa z dwojakiego powodu. Po pierwsze nasze lotniska mają zbyt ograniczoną przepustowość w stosunku do wzrastających potrzeb. Gwałtowny wzrost liczby pasażerów w ostatnich latach przerósł możliwości naszych terminali. W związku z tym polskie cywilne porty lotnicze muszą dramatycznie ścigać się z czasem. Szczęśliwie dynamika tej pogoni jest duża, o czym świadczą choćby przykłady Katowic czy Łodzi, jednak niepokoi brak lotniska, które odciążyłoby Okęcie, a jest to w tej chwili sprawa kluczowa. Co pewien czas odradza się pomysł wielkiego portu lotniczego usytuowanego między Łodzią a Warszawą, wszelkie racjonalne przesłanki przemawiają za tą inwestycją, lecz jak dotąd nie dzieje się nic konkretnego.

Wielkie lotnisko transkontynentalne jest jednak sprawą wagi ogólnopaństwowej, natomiast lotniska regionalne znajdują się w gestii władz samorządowych. Polskie miasta są zainteresowane rozwojem komunikacji lotniczej, bo mówi się, że jeśli nie ma lotniska, to nie ma prawidłowego rozwoju regionu, i w obecnych czasach trudno tej opinii zaprzeczyć. Dostępność komunikacyjna, w tym dostępność transportu lotniczego, to jeden z podstawowych warunków atrakcyjności danego miasta czy województwa, o czym dobrze wiedzą potencjalni inwestorzy. Jednak lotnictwo cywilne musi być dobrze skorelowane z innymi środkami transportu, to znaczy z drogami kołowymi i koleją. Niestety jakże często łączny czas dojazdu na lotnisko i odprawy na nim jest dłuższy niż lot do Paryża czy Madrytu. Z drugiej strony nasze koleje, wyjątkowo wolne jak na warunki europejskie, stwarzają niejakie szanse na rozwój krajowych połączeń lotniczych, co w państwie wielkości Polski jest rzeczą raczej dziwną. Szybka kolej byłaby w stanie pokonać trasę Warszawa–Szczecin w nieco ponad dwie godziny i wówczas nikt nie korzystałby z samolotu na tej linii. Jednak jazda samochodem jest nad wyraz uciążliwa, a kolej wlecze się niemiłosiernie. Ten przykład pokazuje ogrom naszych zaniedbań w infrastrukturze komunikacyjnej. To, że wszyscy o tym wiemy, wcale nie sprawia, że jest to mniej dolegliwe.

Podsumowując ten wątek, wydaje mi się, że jesteśmy skazani na szybki rozwój cywilnych portów lotniczych, bo taki jest wymóg czasu. Niezależnie od tego, czy powstanie wreszcie nowe centralne lotnisko transkontynentalne, posiadamy wystarczają sieć lotnisk regionalnych, które oczywiście wymagają rozbudowy i podnoszenia standardów, ale powinny zaspokajać potrzeby komunikacji transeuropejskiej i krajowej. By jednak ten cel osiągnąć, musimy gonić, gonić i jeszcze raz gonić, bo opóŸnień wobec zachodnich standardów mamy mnóstwo.

Natomiast jeśli chodzi o lotniska wojskowe, taka pogoń nie jest potrzebna. Wojsko działa w innym rytmie, ponieważ nie jest zależne od koniunktury na swoje usługi, jak to jest w lotnictwie cywilnym, tylko realizuje zamierzenia zaplanowane na lata. Generalnym celem Sił Powietrznych jest dostosowywanie się do wymogów NATO i robi się to zgodnie z dobrze przemyślanym harmonogramem, a nie po to, by pokonać konkurencję, co powoduje zupełnie inny rytm działania i inny sposób podejmowania decyzji. Na przykład F-16 mają przyjść pod koniec tego roku, a inwestycje trwają już od dawna. Decyzja o zakupie tych samolotów była strategiczną decyzją państwową, którą teraz realizujemy. Musimy zdążyć na czas ze wszystkim, z dokumentacją, infrastrukturą, nawierzchniami, dostosowaniem tych nawierzchni do standardów natowskich. ścigamy się tylko z harmonogramem, a nie z konkurencją.