Z prof. drem hab. Adamem Wysokowskim rozmawiają Anna Krawczyk i Władysław Ordęga
Infrastruktura: Panie Profesorze, o tym, że z polskimi drogami nie jest dobrze, wiedzą wszyscy, od kierowców począwszy, na fachowcach i decydentach skończywszy. Jednak narzekaniem jeszcze niczego nie zbudowano. Jest Pan nie tylko naukowcem, ale i unijnym ekspertem. Czy uważa Pan, że wreszcie mamy szansę dogonić Europę Zachodnią w zakresie infrastruktury komunikacyjnej?
Adam Wysokowski: Musimy to uczynić. Na razie jednak rezygnuję z samochodu, gdy wybieram się do Warszawy, bo to zwyczajna strata czasu. Mówi pan, że narzekaniem jeszcze niczego nie zbudowano, ale jednak trochę ponarzekam. Nie jestem politykiem, nie jestem ekonomistą, ale nie do przyjęcia wydaje mi się fakt, że tak łatwo rezygnujemy z unijnych pieniędzy. To prawda, by je uzyskać, trzeba zapewnić 25% wkładu własnego, ale 75% można dostać od Unii! Nie twierdzę oczywiście, że nic nie robimy w tej sprawie, lecz robimy zbyt mało, po prostu nie jesteśmy dobrzy w pozyskiwaniu unijnych dotacji. Dlaczego na przykład nie wchodzimy dynamicznie w strategiczną trakcję komunikacyjną Berlin–Moskwa? Czyżbyśmy nie wiedzieli, jakie ma ona znaczenie? Oczywiście wszyscy wiedzą, lecz niewiele z tego wynika. Od lat mówimy, że gdyby były pieniądze, to zrobiliśmy wszystko. Teraz one są na wyciągnięcie ręki, lecz zbyt słabo ją wyciągamy. Do tego dochodzi brak perspektywicznego myślenia. Przed laty, kiedy bywałem w Berlinie Zachodnim, dziwiłem się głupocie Niemców, którzy nowo budowane drogi kończyli na murze berlińskim. Drogi donikąd, myślałem. Mur zniknął, teraz są jak znalazł. A u nas często zdarza się, że zdobywszy jakąś dotację, robi się skrzyżowanie jednopoziomowe, nie bacząc na to, że w przyszłości powstanie skrzyżowanie wielopoziomowe. Nie planuje się tej inwestycji perspektywicznie, nie myśli się o tym, że kiedyś będzie ona wyglądać inaczej, dlatego po uzyskaniu większych kwot trzeba najpierw rozebrać to, co niedawno się zbudowało. Wiem, że brak pieniędzy prowokuje do takich zachowań, ale w konsekwencji, z powodu marnotrawstwa, tych pieniędzy mamy jeszcze mniej. Ale to się musi zmienić, chyba że chcemy zostać dziwacznym unijnym skansenem komunikacyjnym.
– Czyli w budownictwie komunikacyjnym czeka nas rewolucja?– Jesteśmy na to skazani. Zachód rozwijał się ewolucyjnie, my jednak tyle czasu nie mamy. Musimy doganiać, na gwałt wprowadzając nowe technologie i realizując mnóstwo zadań, od dróg gminnych począwszy, na autostradach kończąc. Jednak wiele zaawansowanych technologii jest dla nas jeszcze niedostępnych, a to z uwagi na nasze zapóźnienie. Niedawno jako unijny ekspert opiniowałem wizjonerski, ale przy obecnym stanie techniki łatwy do wprowadzenia projekt związany z telematyką. Nie będę omawiał go w szczegółach, najkrócej jednak mówiąc, chodzi o to, że dzięki komputeryzacji i łączności satelitarnej kierowca dokładnie wie, jaką optymalną trasę ma wybrać, jak ominąć korki, zbyt niskie tunele, wiadukty itd., spedytor natomiast wie, kiedy ciężarówka dotrze do celu, może więc precyzyjnie zaplanować przeładunek i dalszą trasę. Tyle że TIR może przejechać przez Wrocław tylko jedną drogą, więc przy braku alternatywnych rozwiązań taki monitoring byłby kwiatkiem do kożucha. A przecież nowoczesny transport w coraz większym zakresie korzysta z osiągnięć telematyki. Niestety nasza infrastruktura jest niespójna z takimi systemami. Ten przykład pokazuje dobitnie, jak bardzo jesteśmy zapóźnieni wobec Zachodu.