Opinia Samorządowej Grupy Ekspertów przy Parlamentarnym Zespole ds. Energetyki na temat projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo energetyczne (druk sejmowy nr 2176). Zgodnie z założeniem opinia Grupy ogranicza się wyłącznie do propozycji zmian w art. 18 i 19 ustawy, odnoszących się do samorządów terytorialnych
Proponowane zmiany zakładają utrzymanie dotychczasowego systemu planowania energetycznego w gminie i mają charakter porządkowy. Nie podejmują próby dostosowania ustawy do zasadniczej zmiany, jaka nastąpiła w ostatnich latach w systemie zarządzania energetyką, polegającej na odejściu od monopolu energetycznego. Informują jedynie o konieczności przestrzegania ustawy Prawo ochrony środowiska i sugerują terminy sporządzania dokumentów. Używamy słowa „sugerują", ponieważ za zaniechanie realizacji projektu założeń nie grożą żadne sankcje. Ze względu jednak na zastrzeżenia co do sensowności sporządzania tak zdefiniowanych dokumentów planistycznych uważamy, że brak sankcji jest zaletą tej modyfikacji.
Brak sankcji jest, mogłoby się wydawać, jedną z przyczyn tego, że po 10 latach obowiązywania Prawa energetycznego zaledwie co czwarta gmina w Polsce (28%, jak stwierdza się w uzasadnieniu projektu ustawy) opracowała projekt założeń do planu zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe. (Osobna kwestia to, ile z tych opracowań jest aktualnych i realizowanych.)
Tak powszechne nieprzestrzeganie przepisu każe się zastanowić, czy wspomniany brak sankcji był tego jedyną przyczyną. Bez większego ryzyka można stwierdzić, że istnieją inne, ważniejsze powody, które wynikają z praktyki funkcjonowania samorządów gminnych, zarówno aktualnie, jak i 10 lat temu. Można się obawiać, że w konsekwencji ich niezidentyfikowania, a tym samym niebrania pod uwagę przy nowelizacji ustawy, projekty założeń nadal będą sporządzane sporadycznie.
Jakie to zjawiska? Głównym problemem jest brak dostrzegalnych korzyści wynikających z faktu sporządzenia tego dokumentu. Kolejnym jest niedostatek wiedzy w gminach oraz kadr przygotowanych do wykonania takich opracowań. W efekcie projekty założeń są w dużej części pisane przez firmy doradcze lub pracowników miejscowych zakładów energetycznych, którzy raczej nie mają na względzie gminnego punktu widzenia i interesu. Zasadniczą część opracowania stanowi więc lepiej lub gorzej sporządzona inwentaryzacja stanu posiadania, przy czym wraz z prywatyzacją sektora energetycznego dotarcie do informacji źródłowych staje się coraz trudniejsze. Jako że ustawa określa zawartość projektu założeń tylko ogólnie, autorzy dysponują dużą swobodą, a przez to opracowania mają różną wartość merytoryczną i nie dają się choćby sumować na szczeblu województwa.
Dostrzegamy też inne problemy. Samorząd województwa ma badać zgodność planów zaopatrzenia z polityką energetyczną państwa, ale co to naprawdę znaczy? Jeśli specjaliści z Urzędu Marszałkowskiego (których brak) odkryją niezgodności, kogo mają o nich powiadomić i co z tego wyniknie dla gminy, która jest samorządna, czy też dla prywatnego przedsiębiorstwa energetycznego? Brakuje podstaw prawnych, by wstrzymać dofinansowanie takich „niezgodnych" inwestycji np. z RPO czy NFOŚiGW. Na terenie gmin bez planów energetycznych są bowiem prowadzone inwestycje finansowane przez fundusze ochrony środowiska, ale, kolokwialnie mówiąc, nikt nad tym bałaganem nie panuje. Jednakowo traktowane są duże inwestycje systemowe i małe rozproszone źródła energii.
Może więc już teraz ustawodawca powinien dać województwom wytyczne służące opracowaniu kryteriów odpowiednich działań? Musimy wiedzieć, czego chcemy - czy ograniczenia wykorzystania węgla i gazu? Jeśli tak, to czego w pierwszej kolejności? Czy priorytetem ma być ograniczenie zapotrzebowania na ciepło tam, gdzie jest ciepło sieciowe, czy tam, gdzie jest niska emisja? Pytania można mnożyć.