Kiedy w Rzymie rodziny senatorskie podejmowały ambasadorów Kartaginy, ci ze zdziwieniem zauważyli, że na każdym przyjęciu pojawiał się na stole ten sam serwis ze srebra
Republikańska społeczność rzymska przez długi czas, często z ostentacyjnym lekceważeniem, odrzucała życie w luksusach. Wielkie bogactwa pojawiły się dopiero u zarania epoki imperialnej, gdy w wyniku podboju Wschodu i wojen punickich do Rzymu spłynęło korupcyjne złoto.
Dawne ideały prostego i surowego życia coraz bardziej traciły na popularności. Chęć wzbogacenia się za wszelką cenę i dążenie do zbytku prowadziły zaś do grabienia prowincji. Atakując zdzierców, Katon Starszy zauważył, że złodzieje dobra prywatnego żyją w kajdanach, złodzieje dobra publicznego - w złocie i purpurach. Życie ponad stan i związane z tym zaciąganie długów stało się tendencją dominującą. Pragnąc ograniczyć rozrzutność zamożnych warstw społeczeństwa, uchwalano specjalne ustawy, jednak nie zawsze były one przestrzegane. Ustalono np., że maksymalny koszt świątecznej uczty może wynieść trzysta sestercji. Tymczasem Juliusz Cezar kupił swojej przyjaciółce Serwilii, matce Marka Brutusa, perłę wartości sześciu milionów sestercji. Już wcześniej prorokowano, że trudno, by się ostało miasto, w którym ryba kosztuje więcej niż wół.
Cywilizacja XXI wieku, podobnie jak dwudziestowieczna, o czym niewiele się mówi, jest rozrzutna, marnotrawna, niegospodarna i nieoszczędna, a co najgorsze rabunkowa. Wytwarza sprzęty i przyrządy, które w rzeczywistości są całkiem niepotrzebne. W coraz większym zakresie posługuje się też nietrwałymi przedmiotami, które zaledwie po jednym lub kilkukrotnym użyciu należy wyrzucić. W następstwie takiej polityki rosną Himalaje śmieci, częstokroć składające się z materiałów trudnych do utylizacji.
Bardzo kuszący jest rozwój energetyki jądrowej. Ale nie ma bezpiecznych metod składowania szkodliwych odpadów radioaktywnych. Okres ich względnie bezpiecznego przechowywania może trwać kilka pokoleń czy stuleci, jednak ich unieszkodliwienie i neutralizacja wymagają niestety nie tysięcy, ale milionów lat.
Paradoks polega na tym, że dotychczasowy sposób eksploatacji surowców mineralnych, konsumpcyjny styl życia oraz rozwój technologii prowadzą do degradacji środowiska i niszczenia Ziemi. Z drugiej jednak strony odstąpienie od obowiązującej aktualnie filozofii postępu i dążenia ku innowacyjności może oznaczać stagnację i regres, powrót do wcześniejszych, gorszych stanów w rozwoju cywilizacji oraz biedę. Zdania są podzielone tak jak w sprawie klimatu.
Teoria globalnego oziębienia brzmi dziś nieco komicznie. Ale ponad 30 lat temu naukowcy na serio obawiali się, że emitowane do atmosfery przez przemysł pyły utworzą parasol zasłaniający słońce. Za pół wieku z okładem słońce miało stać się niewidoczne, później zaś miała nastać epoka lodowcowa, kiedy rzeki, morza i oceany pokryłyby się lodem. Teraz zbija się kapitał na efekcie cieplarnianym, na walkę z którym mają pójść biliony dolarów.
Nie powiodły się światowym bankom i firmom ubezpieczeniowym prowadzone bez hamulców i ograniczeń gry i rozgrywki finansowe. Okazało się, że nakręcanie siłą koniunktury dziś, niekoniecznie jest gwarancją lepszego jutra. Podobnie zwiększanie konsumpcji materialnej w krajach, gdzie życiowe potrzeby zostały więcej niż zaspokojone, nie musi prowadzić do pożądanego rozwoju. Można postawić pytanie, na które próbował odpowiedzieć Jean Jacques Rousseau: Czy odrodzenie nauk i sztuk przyczynia się do oczyszczenia obyczajów?