Menu

Logowanie

rejestracja
01.03.2011

Zakazy i nakazy

Anna Krawczyk

Ograniczenie stosowania znaków drogowych oraz systemy automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych zdominowały tematykę 72 seminarium Stowarzyszenia Klub Inżynierii Ruchu, które odbyło się na Polanie Zgorzelisko w dniach 12-15 stycznia br.


Podobnie jak w przypadku lekarzy, zadaniem inżynierów ruchu jest pomagać, nie szkodzić. Tymczasem tak jak lekarze przepisują zbyt dużo lekarstw, tak samo my stosujemy znaki drogowe w nadmiernych ilościach - stwierdził Zygmunt Użdalewicz z Sigma System, przedstawiając projekt organizacji ruchu przygotowany dla przebudowanego Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie.

W pierwszym projekcie organizacji ruchu nie przewidziano żadnego znaku drogowego na tej ulicy. Znaki wyznaczające strefę, w której dozwolona prędkość wynosiła 30 km/h oraz strefę ograniczenia postoju, mogły być ustawione na ulicach dolotowych. W strefie 30 km/h nie trzeba stosować znaków ostrzegawczych o szykanach wymuszających ostrożną jazdę, a zamiast oznakowania przejść dla pieszych, można było zastosować przejazdy przez chodniki poprzeczne do jezdni.

Rzeczywistość zweryfikowała jednak pierwotne założenia. Chociaż Krakowskie Przedmieście miało stać się głównym deptakiem stolicy, w dzień powszedni trudno zauważyć, aby piesi znajdowali się tu na uprzywilejowanej pozycji. Ulicą nadal pędzą samochody osobowe i autobusy, a ich kierowcom znaki drogowe wciąż muszą przypominać o stosowaniu się do zasad brd. Niestety wciąż nieskutecznie.

Istotną rolę w mnożeniu liczby stosowanych znaków odgrywają decydenci oraz straż miejska, uzasadniając to brakiem możliwości reagowania na łamanie przepisów ogólnych, niewynikających bezpośrednio ze znaków, albo koniecznością stosowania wszędzie kompletu znaków, pionowych i poziomych, mimo iż jedne i drugie są równorzędnymi znakami drogowymi.

- Kierowca zauważa tylko te znaki drogowe, które są najistotniejsze - przekonywał Radosław Liziński z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku, powołując się na badania prof. dr. hab. Tadeusza Rottera z Uniwersytetu Opolskiego.

Nic więc dziwnego, że gdy wiosną 2009 r. Zarząd Dróg i Zieleni w Gdańsku przejął zarządzanie ruchem na drogach publicznych oraz na części dróg wewnętrznych, wypełnianie swych obowiązków rozpoczął od zmiany w podejściu do oznakowania dróg. Uwzględniając hierarchię układu ulicznego, wprowadzono inne zasady organizowania ruchu na drogach należących do podstawowej sieci (drogi główne i zbiorcze), a inne na drogach lokalnych i dojazdowych. Zweryfikowano obowiązujące zakazy i nakazy oraz informacje przekazywane za pomocą znaków ostrzegawczych i informacyjnych. Założenie było proste: w Gdańsku mają pozostać tylko niezbędne znaki drogowe.