Korzyści wynikające z faktu posiadania na swym terenie zjazdów autostradowych są na tyle duże, że gminy zaciekle o te drogowe budowle walczą. Upatrują w nich bowiem swą szansę na rozwój i pozyskanie inwestorów. Zdają sobie sprawę, że tereny mające dobre połączenie komunikacyjne z większymi aglomeracjami są postrzegane jako zdecydowanie bardziej atrakcyjne.
Jedną z takich gmin jest leżąca w sąsiedztwie autostrady A1 gmina Łysomice. Jej wójt
Piotr Kowal zabiega o wybudowanie węzła autostradowego po to, by ułatwić życie już tu działającym oraz przyszłym przedsiębiorcom.
- Dysponujemy sporymi terenami inwestycyjnymi - 178 ha w samej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Do tego dochodzą tereny będące w prywatnym obrocie, ale w planie zagospodarowania przeznaczone na działalność gospodarczą. Na tym obszarze funkcjonuje już firma Sharp i jej kooperanci. W tej chwili znalazło tam zatrudnienie ok. 4 tys. osób, ale docelowo ma pracować ok. 10 tys. Chcemy tym inwestorom pomóc, bo pomagając im, pomagamy sami sobie - tłumaczy wójt.
Podstawowym zadaniem zjazdów jest przekierowywanie ruchu samochodowego, zwłaszcza pojazdów ciężarowych, z lokalnych dróg powiatowych i gminnych na autostradę. Jak zapewniają władze samorządowe miejscowości, w pobliżu których powstały zjazdy, bezpieczeństwo zarówno pieszych, jak i zmotoryzowanych znacznie się w nich poprawiło.
Przejmując ruch samochodów ciężarowych, autostrada odciąża drogi lokalne i tym samym przyczynia się do zahamowania ich dewastacji.
- Obecnie wjeżdża do strefy i z niej wyjeżdża ok. 100 samochodów ciężarowych dziennie. To zaledwie jedna czwarta docelowej liczby pojazdów, gdyż strefa zapełniona jest dopiero w 25%, a nasze drogi już są mocno porozjeżdżane. Gdy tylko utworzy się korek na „jedynce", wszyscy kierowcy dużych ciężarówek uciekają na drogi lokalne. A przecież te drogi mają określoną wytrzymałość, nie zaprojektowano ich dla pojazdów o masie całkowitej 50 ton, tylko maksymalnie do 24 ton - dodaje Piotr Kowal.
Wygranie walki o dodatkowy zjazd autostradowy jest możliwe, ale władze samorządowe muszą mieć świadomość, że to niezwykle trudne zadanie. Głos rozstrzygający w tej sprawie należy do ministerstwa infrastruktury oraz GDDKiA.
- Należy zdawać sobie sprawę z tego, że proces inwestycyjny dla autostrady trwa kilka, częściej kilkanaście lat, w związku z czym muszą zaistnieć naprawdę ważne powody ku temu, by zdecydowano się wprowadzić do niego jakiekolwiek zmiany - wyjaśnia
Robert Marszałek, zastępca dyrektora gdańskiego oddziału GDDKiA ds. Zarządzania Drogami i Mostami. - Decyzje mają charakter strategiczny i ostatecznie zapadają w Warszawie podczas posiedzeń komisji opiniujących projekty inwestycyjne. Obowiązuje zachowanie kolejności etapów, czyli musi być projekt wstępny, studium techniczno-ekonomiczne, różne koncepcje, wybór wariantów, wykup gruntów pod daną trasę, rozwiązania szczegółowe w ramach projektu budowlanego. Tu nie ma miejsca na żadną przypadkowość dla lokalizacji węzłów na autostradzie - dodaje.
- Inwestorzy niechętnie patrzą na zmiany w zatwierdzonych planach - przyznaje rzecznik Autostrady Wielkopolska,
Zofia Kwiatkowska.
- Decyzja o wydaniu zgody na wybudowanie kolejnego węzła jest naprawdę trudna do przeprowadzenia, gdy wcześniejsze decyzje lokalizacyjne tego nie uwzględniały. Wiąże się to bowiem z wykupem dodatkowych terenów, doprowadzeniem do węzła drogi o odpowiednich parametrach, a to są konkretne koszty i czas. Musi zatem istnieć ekonomiczne i gospodarcze uzasadnienie w każdym przypadku, a zwłaszcza jeżeli budowa jest realizowana w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, ponieważ projekt po prostu musi się spłacić.