Menu

Logowanie

rejestracja
01.06.2009

Historya stołu szwedzkiego Szwedom pod Zamościem wystawionego

Henryk Szkutnik

Działo się to Roku Pańskiego tysiąc sześćset pięćdziesiątego szóstego. Rzeczpospolita zalana była w onym czasie wojskami szwedzkimi Carolusa Gustavusa. Miłościwie nam panujący, Jaśnie Oświecony król Jan Kazimierz, z żalem za granicę uchodzić musiał. W Zamościu, dobrze na ów czas ufortyfikowanym i zaopatrzonym, rezydował ordynat zamojski, Jaśnie Wielmożny Mości Pan Podczaszy Koronny, Jan II Zamoyski Sobiepanem zwany. Jadł, pił, weselił się i śmiał się Szwedom w kułak albowiem Zamość był jedyną z trzech twierdz wolnych od heretyckiego zalewu.


Powszechnie uważano, iż jest to fortalicjum w Rzeczypospolitej najpotężniejsze, wszak nie tak dawno całą potęgę Chmielnickiego, hetmana kozackiego i Tuhaj Beja, zatrzymało.

Pod koniec lutego mróz dzierżył jeszcze krzepko, kiedy król szwedzki z wojskami swemi, pod mury fortecy zamojskiej przybył, tusząc iż ową potężną twierdzę z marszu zająć zdoła, czym chwałę swoją ugruntuje i znamienitą przewagę zyska, a przeto rychło i feliciter wojnę zakończy.

Dobrze wiedział Carolus Gustavus, że twierdzę ową wiele miesięcy dobywać by trzeba, na co ani ochoty ani czasu mu nie stawało, rachował zatem, iż jeśli osobiście pod Zamościem stanie, to samą powagą swoją i sławą niezwyciężonego wodza, Jana na Zamościu do otwarcia bram i poddania skłoni.

Stanął tedy pod Zamościem w dzień św. Aleksandra, w 18 tysięcy konnych i piechoty i w 40 armat.

Począwszy twierdzę ostrzeliwać, słał do Jana Sobiepana poselstwa, do poddania i posłuszeństwa wzywając, a i intrat przyszłych niemało obiecując.

Zamoyski, nie turbując się wcale, ochotny i wesoły odpowiadał, iż jednemu królowi, Dostojnemu Jaśnie Oświeconemu Janowi Kazimierzowi, wierność i posłuszeństwo ślubował, a godności szwedzkich przyjmować nie skory.

Szturmy i rokowania trwały nadal, ale nic nie wskórały. Szkód żadnych natenczas armaty w twierdzy zamojskiej nie poczyniły, prócz zabicia wołu jednego, a i ciężkiego wystraszenia licznych tu zawsze stad gołębich.

Król zwrócił się wówczas z prośbą, o placet na przemarsz wojsk jego pod murami twierdzy, poczynając od traktu szczebrzeskiego na lwowski. Spodziewając się podstępu, ordynat odpowiedział, że o pół mili dalej jest równie dobra droga do odejścia spod Zamościa.