Z Krzysztofem Niemcem, członkiem zarządu CTL Logistics S.A., dyrektorem Pionu Rozwoju, rozmawia Anna Krawczyk
Infrastruktura: Początki funkcjonowania CTL Logistisc sięgają połowy lat 90. Wtedy powołano spółkę Chem Trans Logistic, która zajmowała się głównie przewozem materiałów chemicznych. W tej chwili do Grupy CTL Logistisc należy największa kolej towarowa w Polsce i jedna z większych w Europie. Proszę powiedzieć, jak do tego doszło?Krzysztof Niemiec: Rzeczywiście naszych korzeni należy szukać w Chem Trans Logistics, która powstała jako spółka spedycyjna. Dzięki znalezieniu niszy rynkowej oraz dobrej koniunkturze w przewozach i przeładunkach materiałów chemicznych (m.in. na granicach z Rosją, Ukrainą i Białorusią) spółce szybko udało się rozwinąć działalność. Sukces zapewniła wysoko wykwalifikowana załoga, ale też wyczucie rynkowe kadry zarządzającej.
Wraz ze zwiększaniem obsługi przewozów i pracy przeładunkowej następował rozwój przedsiębiorstwa. Zakres świadczonych usług poszerzono o obsługę bocznic dużych zakładów chemicznych i portu, czym od początku zajmują się utworzone przez te zakłady i CTL spółki. Zakup udziałów i utworzenie CTL Maczki Bór, która właściwie jest grupą spółek, sprawiło, że działalność CTL nabrała rozmachu.
W latach 90. nikt się raczej nie spodziewał, że liberalizacja rynku kolejowych przewozów towarów nastąpi tak szybko i przyjmie taką formę. W chwili kiedy na rynku mogli pojawić się nowi przewoźnicy, kierownictwo CTL zdecydowało, że dalszy rozwój firmy będzie postępował w tym kierunku. Spółka posiadała odpowiednie zasoby (tabor, bocznice) oraz wykwalifikowany personel. Należało tylko dokonać pewnych zmian organizacyjnych, pozyskać lokomotywy liniowe, wagony oraz uzyskać koncesję (obecnie licencję).
O uruchomieniu własnych przewozów zdecydowały, poza posiadanym już przez CTL doświadczeniem także braki wagonów, opóźnienia pociągów i dostaw oraz niepewna polityka akwizycyjna (zniżki frachtowe) jedynego w tamtym czasie przewoźnika. Poza tym zdawano sobie sprawę, że w nowej sytuacji sama spedycja to zbyt mało. Rynek oczekiwał szerszej oferty. Czas pokazał, że nasze przewidywania się sprawdziły. Konkurencja na rynku przewoźników kolejowych rośnie, zwiększa się też wolumen towarów transportowanych koleją.
- Co w funkcjonowaniu firmy było przełomowym momentem? Jak od połowy lat 90. zmieniła się dla prywatnych przewoźników polska rzeczywistość? - W latach 90. nie było w Polsce prywatnych przewoźników kolejowych. Wprawdzie istniały na Śląsku kolejowe przedsiębiorstwa transportowe związane z kopalniami piasku, realizujące przewozy własnym taborem po własnej sieci (niektóre przemysłowe lokomotywy mogły wyjeżdżać na stacje czy linie PKP), ale nie byli to prywatni przewoźnicy w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.
Przełomowym momentem w funkcjonowaniu wielu firm była liberalizacja rynku przewozów kolejowych, wprowadzona w 1997 r. ustawą o transporcie kolejowym, która nakazywała wyodrębnienie zarządcy infrastruktury (PKP PLK S.A.) i udostępnienie jego sieci prywatnym przewoźnikom (początkowo tylko polskim). Na podstawie zawartej z PKP PLK S.A. umowy o udostępnianiu sieci kolejowej 8.03.2002 r. prywatny przewoźnik kolejowy zrealizował pierwszy w Polsce przewóz.
Od tego czasu licencje przewozowe otrzymało kilkadziesiąt przedsiębiorstw, z których około 20 świadczy dzisiaj usługi. Zaczęła się ostra rywalizacja, w efekcie czego spadły stawki przewozowe. Niższe ceny sprawiły, że w zakresie pozyskiwania towarów kolej stała się konkurencyjna, a to zaowocowało wzrostem przewozów.
Prywatni przewoźnicy rozbudowali swe zaplecza i tabor, z powodzeniem startują w przetargach na przewozy organizowane przez największych w Polsce odbiorców węgla, kruszyw i innych towarów, prowadzą pociągi międzynarodowe. Granicę polsko-niemiecką oraz polsko-czeską codziennie przekracza po kilkanaście pociągów CTL. Poza Niemcami jesteśmy obecni również na Ukrainie, Węgrzech, w Rumunii i Słowenii, a ostatnio w Holandii.