Menu

Logowanie

rejestracja
01.10.2008

Niewiedza szkodzi

Z Januszem Mikułą podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego rozmawia Anna Krawczyk


Infrastruktura: Panie ministrze, od chwili przystąpienia Polski do UE w 2004 r. wiadomo było, że współfinansowane z unijnych pieniędzy projekty będą musiały odpowiadać unijnym standardom. Dlaczego więc dopiero niedawno rozgorzała dyskusja na temat konieczności dostosowania polskich przepisów do prawa UE?

Janusz Mikuła: Do lipca 2005 r. Polska spełniała najważniejsze wymogi unijnego prawodawstwa w zakresie ocen oddziaływania na środowisko. Obowiązkowe były 2 raporty z ocen: jeden na etapie lokalizacji inwestycji lub decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, natomiast drugi trzeba było przedłożyć do pozwolenia na budowę. Gdybyśmy wtedy chcieli osiągnąć pełną zgodność z unijnym prawem, w ówczesnej ustawie Prawo ochrony środowiska wystarczyłoby skorygować tylko jedną rzecz - znieść ograniczenia w dostępie do procedur administracyjnych dla organizacji ekologicznych. Poza tym polskie prawo było praktycznie idealnie zgodne z prawem unijnym.

Poszukując sposobu uproszczenia procedur, w 2005 r. wymyślono, że raport z ocen oddziaływania na środowisko będzie sporządzany tylko raz, w okresie pomiędzy decyzją lokalizacyjną a pozwoleniem na budowę. W tym momencie nasze prawo stało się niezgodne z prawodawstwem UE.

- Czy ta niezgodność nie utrudniła pozyskiwania unijnych funduszy?

- Ależ tak. Z powodu tej zmiany na 38 projektów ze 130 nałożono tzw. warunki środowiskowe, czyli zablokowano im refundację kosztów. Wartość tych projektów wynosiła prawie 2,4 mld euro, tj. niemal połowę wartości dotacji z Funduszu Spójności na lata 2004-06.

W ciągu minionych 2 lat udało się zdjąć warunki środowiskowe z 32 projektów i odblokować ponad 2 mld euro, ale zostało jeszcze kilka warunków i są to niestety przypadki bardzo skomplikowane.

- Jakie błędy były najczęstszą przyczyną nakładania warunków środowiskowych?

- Przeprowadziliśmy kilka analiz i okazało się, że nieprawidłowości częściej dotyczyły niestosowania się do prawodawstwa polskiego niż unijnego! Na przykład 2 projekty z Sektorowego Programu Operacyjnego Transport nie miały raportu z oceny oddziaływania na środowisko ani decyzji środowiskowej, mimo że według polskiego prawa zaliczały się do tzw. pierwszej grupy przedsięwzięć, dla których taki raport jest bezwzględnie obowiązkowy. Inny przypadek: przeprowadzono procedurę oceny oddziaływania na środowisko, przygotowano raport, ale nie wyłożono dokumentacji do wglądu dla społeczeństwa na 21 dni przed wydaniem decyzji. A właśnie tego od 2001 r. wymaga polskie prawo.