Budujemy gospodarkę opartą na wiedzy, system kształcenia powinien więc być dostosowany do potrzeb. Tymczasem Polska jest w Europie na końcowym miejscu pod względem wielkości nakładów przeznaczanych na jednego studenta. Poruszaliśmy tę kwestię podczas 55. Konferencji Naukowej Komitetu Inżynierii Lądowej i Wodnej PAN i Komitetu Nauki Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa, która odbyła się we wrześniu 2009 r. w Krynicy.
- Według szacunków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego do 2013 r. w polskim przemyśle może zabraknąć 47 tys. inżynierów. Jak Pan skomentuje te zapowiedzi? - Tylko 6,8% studiującej młodzieży kształci się na kierunkach technicznych. Najgorsze jednak jest to, że zanika kształcenie zawodowe przygotowujące wykwalifikowane kadry niższego szczebla. Wyjściem z sytuacji byłoby przejęcie kształcenia zawodowego, choć w niewielkim stopniu, przez przedsiębiorców. Oczywiście wymagałoby to uregulowań prawnych - chodzi o czas trwania praktyk oraz ich uwzględnianie przy nadawaniu uprawnień budowlanych. W Niemczech prowadzenie praktyk podnosi prestiż przedsiębiorstwa budowlanego i ma wpływ na jego wartość rynkową.
Kwestia uprawnień budowlanych kadry nauczającej także została poruszona podczas ww. konferencji. Naszym zdaniem powinien być wprowadzony wymóg, aby przedmioty konstrukcyjno-budowlane były wykładane przez osoby posiadające uprawnienia budowlane oraz legitymujące się własnymi osiągnięciami inżynierskimi.
- Czy wtedy będzie powstawało więcej innowacji? - Trudno powiedzieć, ale na pewno nauka zbliży się do praktyki, a tylko fizyczna obecność na budowie pozwala na poznanie potrzeb.
Właśnie w ten sposób opatentowaliśmy naszą technologię belek strunobetonowych. Zdarzyło mi się nawet słyszeć określenie „belki paterówki". To cieszy. Technologia pozwala uzyskać oszczędności na poziomie 20%. Nie wymaga szalowania całego ustroju mostu. Dzięki zastosowaniu belek można w pełni wykorzystać zalety prefabrykacji, w tym skrócić czas realizacji.
- Czy nowe technologie będą też powstawać w rzeszowskim oddziale spółki? - Rzeszów to kopalnia inżynierów i nic dziwnego, bo to siedziba ważnego w kraju ośrodka nauczania technicznego - Politechniki Rzeszowskiej.
Podjęliśmy decyzję przeniesienia części zaplecza produkcyjnego do Rzeszowa. Jest to naszym zdaniem obiecujący region, dysponujący uczelnią kształcącą inżynierów mostownictwa. Powstanie tam m.in. Zakład Głębokiego Fundamentowania, Zakład Prefabrykacji oraz odpowiednie zaplecze socjalne i biurowe. Zostanie zbudowana hala przeglądów, konserwacji i napraw sprzętu. To tylko niektóre z naszych zamierzeń w ramach planowanego rozwoju przedsiębiorstwa i jego oddziału w Rzeszowie.
W ostatnich latach, podczas tzw. kryzysu, więcej inwestowaliśmy niż przedtem. W przeciwieństwie do polityków nie ulegliśmy histerii.
- Jak w tej chwili wygląda rentowność firmy? - Rok 2009 był najlepszy w dotychczasowej historii przedsiębiorstwa. Mieliśmy dużo szczęścia, parę przetargów wygraliśmy jeszcze zanim ceny materiałów spadły. To pozwala z optymizmem wejść w nowy rok.