- Co Pan sądzi o takim paradoksie, że ekolodzy pretendują do roli decydentów w sprawie budowy dróg, a drogowców zmuszają, by zajmowali się ekologią? - Powstała Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, która będzie wydawać decyzje dotyczące uwarunkowań środowiskowych. Trzeba je przyjąć i zastosować się do nich, w przeciwnym razie narażamy się na przegraną, jak w przypadku Rospudy.
Osobiście niepokoi mnie to, że po nowelizacji ustawy o ochronie środowiska stronom ekologicznym poszerzono dostęp do całego procesu inwestycji. Wcześniej organizacje te musiały wykazać, że są osobiście zainteresowane, że mają związek z danym obszarem. Rozluźnienie przepisów może spowodować wzrost liczby ich protestów, jak również zgłaszanych dziwnych pomysłów.
Pod presją wymagań ekologicznych buduje się bardzo dużo ekranów, niekiedy tam, gdzie nie ma takiej potrzeby. Tymczasem mogą wystąpić trudności z ich utrzymaniem. Mogą one nie przetrwać okresu eksploatacji, ulegając degradacji pod wpływem wody i soli. Tak duże płaszczyzny są narażone na silne wiatry, które coraz częściej zdarzają się w naszym kraju. Ekologia tak, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku.
- Przybywa samochodów, rosną potoki ruchu, możliwości sieci są ograniczone. Czy nie grozi nam paraliż drogowy już na stałe? - W dużych miastach zwykle szczyt komunikacyjny lub złe warunki pogodowe (deszcz czy atak zimy) są przyczyną dużych zatorów i perturbacji w ruchu. W takich aglomeracjach jak Warszawa lub Katowice musi funkcjonować bardzo sprawny system komunikacji zbiorowej. Zgodnie z założeniami z pomocą w rozwiązywaniu problemów komunikacyjnych powinien przychodzić także zintegrowany system sterowania ruchem.
W Warszawie konieczna jest szybka budowa drugiej linii metra i wykorzystanie istniejącej sieci kolejowej w tym tzw. linii średnicowej.
Poza obszarami miejskimi kłopoty się zmniejszą wraz z zakończeniem programu budowy dróg i autostrad.
- Co należy zrobić, by rozwój infrastruktury drogowej postępował równomiernie? - Podstawowym warunkiem jest uzyskanie spójności programów w poszczególnych regionach. Z tego, co wiem, tylko region mazursko-warmiński dysponuje takim programem, ale jest to wzorzec, który da się zastosować w innych województwach.
Najpierw należałoby opracować programy rozwoju sieci drogowej, które obejmą wszystkie drogi krajowe, wojewódzkie i część powiatowych, a także ich powiązanie z transportem kolejowym i lotniczym, i dopiero mając pełną wiedzę, ustalić kolejność przedsięwzięć. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji, że GDDKiA wykonuje pewien fragment drogi, który nie jest powiązany z tym, co będzie robić Zarząd Dróg Wojewódzkich, o zarządach powiatowych już nie wspominając. Są programy, ale brakuje koordynacji, określonego harmonogramu prac, który by tworzył pewną całość.
Zatem tylko dysponując takimi programami w 16 województwach, można uzyskać spójność w tworzeniu krajowej sieci drogowej.