Menu

Logowanie

rejestracja
01.04.2011

Balice – miłość i strategia

Z Janem Pamułą, prezesem Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Jana Pawła II Kraków-Balice rozmawiają Anna Krawczyk i Katarzyna Kroczewska.


Infrastruktura: - W jakim kierunku będzie się rozwijać krakowskie lotnisko?

Jan Pamuła: - Celem na przyszłość jest przekształcenie Balic w ponadregionalny port przesiadkowy. Chciałbym zwrócić uwagę, że Unia mówi dziś o regionach, a nie o centralizacji. Dlatego, inaczej niż moi poprzednicy, dążę do tego, by Balice stały się najważniejszym lotniskiem na południu Polski. Mam przy tym na myśli jakość usług, a nie tylko liczbę pasażerów. Mimo że w pobliskich Katowicach i Rzeszowie mamy silnych konkurentów, już teraz jesteśmy niekwestionowanym liderem wśród portów poza Warszawą. W siatce połączeń mamy 15 stałych przewoźników. Stawiam na strategię zrównoważonego rozwoju najważniejszych segmentów rynku, a zatem linii tradycyjnych, niskokosztowych i czarterowych.

Jaki jest przepis na sukces?

Przede wszystkim potrzebna jest pasja. Gdyby człowiek nie działał z pasją, niczego by nie zmienił, niczego nie dokonał. Często słyszę, że wskrzesiłem w pracownikach chęć wygrywania. To ważnie w każdej dziedzinie. To nie przypadek, że w ciągu dwóch lat otrzymaliśmy medal europejski za usługi VIP, medal europejski za całokształt usług, statuetkę dla najlepszego eksportera i importera usług. Nawet te nagrody adresowane bezpośrednio do mnie jak Osobowość Roku w lotnictwie w 2010 roku, Człowiek Roku 2009 w Małopolsce czy nominacja w konkursie Laury Magellana dla najlepszego ekonomisty, traktuję jako wyraz uznania dla całej firmy, dla wszystkich ludzi, którzy pracują w krakowskim porcie.

Jak radzi sobie port w dobie kryzysu?

Znakomicie. Fakty mówią same za siebie: wypracowujemy wielomilionowe zyski. Po spadku liczby przewozów w 2008 roku, stale powiększa się liczba obsłużonych pasażerów. Rozpoczęliśmy realizację największego w historii krakowskiego portu programu inwestycyjnego na łączną kwotę około miliarda zł. A to wszystko udaje się do tej pory osiągnąć bez konieczności zaciągania kredytów.

Od niedawna jest Pan szefem Związku Portów Regionalnych. Jakie są jego cele i zadania?


Półtora roku temu objąłem kierownictwo w związku, choć mam najkrótszy staż w branży lotniczej spośród wszystkich szefów lotnisk. Dla niektórych obserwatorów było zaskoczeniem, że tak szybko koledzy z innych portów obdarzyli mnie zaufaniem i powierzyli kierowanie tą organizacją. Moim celem było między innymi uczynić związek istotnym partnerem dla parlamentu i rządu w dyskusji nad rozwiązaniami legislacyjnymi dotyczącymi branży lotniczej. I to się udało.

Związek ma przede wszystkim lobbować na rzecz nowego, dobrego prawa lotniczego, które umożliwi polskim lotniskom systematyczny rozwój. A konkurencja jest coraz większa. Obok mamy dynamicznie rozwijające się Niemcy. Chociażby lotnisko Berlin Brandenburg International (BBI) ma ambicje być trzecim największym hubem niemieckim. To oznacza dla naszych zachodnich portów dość trudną sytuację, co zdają się czasem bagatelizować moi koledzy z Wrocławia czy Poznania. Chcę również, by głos związku był słyszalny przy tworzeniu rządowych strategii rozwoju lotnictwa i lotnisk w Polsce, które powinny być spójne ze strategiami rozwoju transportu w regionie i na świecie.