Wreszcie doczekamy się integracji transportu zbiorowego. W dniu 1 marca br. weszła w życie ustawa o publicznym transporcie zbiorowym (Dz.U. nr 5 poz. 13) z 16 grudnia 2010 r. Dlaczego tak późno?
Przez lata nie mieliśmy zorganizowanej samorządności powiatowej i regionalnej. Kolejni ministrowie zdawali sobie sprawę, że wprowadzenie ustawy spowoduje problemy z rozdziałem pieniędzy między budżet państwowy a budżety samorządowe, a ponadto obciąży samorządy kolejnymi zadaniami. W końcu jednak decyzja zapadła i nie jest to tylko wdrożenie odpowiednich regulacji unijnych.
Ustawa wchodzi w życie, gdy borykamy się z brakiem środków finansowych nie tylko w budżecie państwa, lecz także w budżetach samorządów, gdy wiele miast wciąż nie dysponuje planami zagospodarowania przestrzennego, gdy coraz częściej dochodzi do rozlewania się miast, gdy do dyspozycji mamy starą sieć dróg, bo nowych szlaków komunikacyjnych przybywa niewiele. W tak trudnych warunkach rozpoczyna się proces budowy zintegrowanego rynku transportowego. Aby zaspokoić oczekiwania pasażerów, potrzebuje on dobrych przepisów, sprawnie działających instytucji oraz pieniędzy.
Dotychczas organizujący transport działali w warunkach chaosu, na zasadzie prób i błędów, na styku różnych racji: państwowych, samorządowych, społecznych. Każdy samorząd radził sobie, jak umiał w obszarze transportu publicznego, starając się uwzględnić rosnące wymagania swych obywateli.
W wyniku znacznego wzrostu liczby samochodów prywatnych transport publiczny (nie tylko kolejowy, lecz także drogowy) traci klientów, więc do przewozów trzeba sporo dopłacać. Nie bez znaczenia było, że 3-4 lata temu wzrosła liczba usług świadczonych przez prywatne przedsiębiorstwa transportowe. Uderzyło to w zasiedziałe na rynku firmy. Nie wszystkie się do dziś utrzymały.
Rywalizacja o rynek rośnie w obszarach aglomeracyjnych. Miejsca oddalone od centrów stają się niedostępne - narasta ich komunikacyjna niewydolność. Ponadto ceny paliw i energii stabilizują się na wysokim poziomie, co podraża koszty w przedsiębiorstwach transportowych.
Ograniczanie oferty przewozowej wyłącznie do rentownych linii nie jest jednak dobrym wyjściem. Należy wykorzystać potencjał istniejący na lokalnym rynku. Samorządy powinny rozwijać współpracę między sobą, a także z firmami przewozowymi.
Nie można zaniechać troski o jakość świadczonych usług. Nie jest tajemnicą, że wiek i stan techniczny części taboru pozostawia wiele do życzenia. Jak dowodzą badania, w ostatnim czasie udział transportu w emisji szkodliwych gazów do atmosfery wzrósł. Tymczasem pakiet energetyczno-klimatyczny nakłada na nas pewne zobowiązania.
Ponieważ o środki na modernizację trudno, powinniśmy szukać rozwiązań zmniejszających zużycie energii, poprawiających jakość i stabilność usług transportowych.
Przykładem trafnego pomysłu jest system parkingów „parkuj i jedź". Jako że parkingi tworzone są na gruntach należących bądź do samorządów, bądź do Polskich Linii Kolejowych, koszty ich utrzymania są mniejsze. Niestety takiego przyszłościowego myślenia najczęściej nam brakuje.
Od 1 lipca br. zacznie obowiązywać ustawa o elektronicznym poborze opłat, co pośrednio wymusi odpowiednią organizację transportu. Niektórzy przewoźnicy zapewne będą wybierać bezpłatne drogi. Zmienią się koszty przewozów i trasy przejazdów. W tej sytuacji warto pomyśleć o lepszej organizacji transportu w oparciu o własną infrastrukturę - mam na myśli np. budowę nowych torów dla ruchu kolejowego. W niektórych województwach wydaje się to nieuniknione. Trzeba wreszcie zająć się problemami związanymi z finansowaniem kolei (wysokie opłaty za dostęp do infrastruktury, opłaty dworcowe). Trzeba by się też zastanowić, czy lokalizowanie stacji docelowej w centrum miasta w ruchu między aglomeracjami jest rzeczywiście konieczne.
Ustawa na pewno będzie wymagała nowelizacji po pierwszym okresie stosowania w praktyce. Musimy więc już na starcie zbierać konkretne doświadczenia - dotyczy to zarówno zamawiającego usługę publiczną, jak i wykonującego ją - i dzielić się nimi na różnych etapach działań. Do tego jednak, zamiast rywalizacji rozumianej jako walka, potrzeba rywalizacji rozumianej jako zdolność do współpracy.
Janusz Piechociński, poseł na Sejm RP, zastępca przewodniczącego Sejmowej Komisji Infrastruktury
Notowała
Beata Kopeć