Menu

Logowanie

rejestracja
01.04.2011

Kto będzie panem śmieci?

Beata Kopeć

W sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Szykuje się rewolucyjna zmiana, czyli przejęcie przez gminy „władztwa nad odpadami”.


Rozwiązania systemowe są potrzebne. Tylko takie mogą uporządkować rynek odpadów w Polsce. Zaproponowane przez ministra środowiska zmiany budzą jednak różne reakcje, np. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan przyjęła je z niepokojem.

- Proponowane przepisy bagatelizują skutki, jakie zmiana systemu może mieć dla funkcjonujących w branży przedsiębiorców - mówi Grzegorz Lang, sekretarz Rady Infrastruktury przy PKPP Lewiatan. - Wiele działających na rynku firm zainwestowało znaczne kwoty w organizację odbioru odpadów, a przede wszystkim w kosztowne instalacje ich przetwarzania. Nowy system niesie ze sobą ryzyko komunalizacji gospodarki odpadami, przez co jest zagrożeniem dla wolnego rynku i konkurencji.

Od lat 90. XX w. liczba prywatnych firm zajmujących się gospodarką odpadami komunalnymi znacząco wzrosła. Również dlatego, że rząd namawiał do podejmowania tego typu działalności. Zmiany w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (2005 r.) stanowiły dla przedsiębiorców zachętę do budowania nowych instalacji przetwarzania odpadów. Postawiono na recykling. Od 1 stycznia 2008 r. zaczęły obowiązywać nowe stawki opłat za umieszczanie odpadów na składowiskach (tzw. opłata marszałkowska) wprowadzone rozporządzeniem Rady Ministrów z 6 czerwca 2007 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie opłat za korzystanie ze środowiska. Powstawały kompostownie, instalacje ekologicznego przetwarzania odpadów.

- Z jednej strony zostaliśmy zachęceni do inwestowania - mówi Michał Dąbrowski z firmy Remondis-Sanitech. - Kto odzyskiwał odpady, płacił mniej za korzystanie ze środowiska. Z drugiej strony jednak liczyliśmy na wprowadzenie rozwiązań służących ochronie środowiska. Chodziło o zaostrzenie nadzoru: likwidację nielegalnych miejsc odzysku, wprowadzenie egzekwowalnego systemu kar za wywóz śmieci do lasu oraz o eliminację tzw. szarej strefy, czyli firm nierzetelnych. Ponieważ nic się nie zmieniło, musieliśmy podnieść ceny za wywóz odpadów, a jednocześnie starać się utrzymać na rynku.

Przedsiębiorcy mieli nadzieję, że to, o czym zapomniano przy wcześniejszych nowelizacjach ustawy, teraz zostanie uwzględnione.

- Projekt nowelizacji nie wnosi nic nowego poza tym, że pieniądze z kieszeni prywatnych przejdą do kieszeni urzędów - ocenia M. Dąbrowski. Uważa on, że powinno się powołać policję ekologiczną, która kontrolowałaby firmy odzyskujące i przetwarzające odpady.

Przeciwnego zdania jest Sławomir Brzózek z Fundacji „Nasza Ziemia".

- Zamiast tworzyć policję ekologiczną, wystarczy właściwie rozdzielić obowiązki pomiędzy różne służby państwowe: urzędy skarbowe, policję i wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska. Kontrole mogą być efektywne, pod warunkiem że nie będą trwały godzinę i nie będą polegały wyłącznie na sprawdzeniu dokumentacji firmy. Niestety brakuje kadr. Trzech inspektorów nie jest w stanie skontrolować 5 tys. podmiotów rocznie.

Zdaniem S. Brzózka obawy przedsiębiorców o zniszczenie wolnej konkurencji wynikają z naturalnego lęku przed zmianami. Chociaż, przyznaje, nie są one całkiem pozbawione podstaw. Niebezpieczne jest to, że samorządy znajdą się poza kontrolą rynkową.

- Jestem przeciwnikiem centralnego planowania i upaństwawiania prywatnych przedsiębiorstw. Mimo to uważam, że zmiany są korzystne. Na poziomie państwowym musi istnieć spójna strategia zgodna z polityką ochrony środowiska, z Krajowym Programem Gospodarki Odpadami oraz z implementowanymi do polskiego prawa dyrektywami unijnymi. Jeśli gospodarkę odpadami komunalnymi na terenie gminy pozostawimy samej sobie, poza państwową kontrolą, to doczekamy się sytuacji jak w Neapolu.

Obecnie obowiązek zawarcia umowy o odbiór odpadów spoczywa na właścicielu nieruchomości, co oznacza, że może on wybrać firmę według własnych kryteriów.

Gminy biorą na siebie organizację odbioru odpadów jedynie wtedy, kiedy mieszkańcy wyrażą taką wolę w referendum. Władze samorządowe wybierają wówczas firmę w drodze przetargu. Mieszkańcy nie mają na to bezpośredniego wpływu, nie płacą też za wywóz śmieci. Stałą kwotę przeznaczoną na ten cel przekazują do budżetu gminy.

- W ciągu ostatnich 7 lat referendum przeprowadzono na terenie może 10 gmin, nie więcej - mówi S. Brzózek. - Trudno przekonać mieszkańców do udziału w referendum, a tym bardziej do zgody na podniesienie opłaty za wywóz śmieci. Jednak, jak pokazują przykłady gmin, którym przyznano prawo posiadania odpadów, uzyskanie wyniku 40% i więcej w odzyskiwaniu odpadów może stać się standardem. Na pewno przekazanie „władztwa nad odpadami" samorządom sprzyja uporządkowaniu rynku, na którym często dochodzi do różnego rodzaju nieuczciwości. Ustawowo odpowiadający za właściwą organizację gospodarki odpadami komunalnymi na swoim terenie samorząd nie czerpie z tego tytułu żadnych zysków. Wręcz przeciwnie - ponosi dodatkowe koszty. Jest to jednak nie do uniknięcia, ponieważ jako kraj zobowiązaliśmy się osiągnąć poziom określony przez limity odzysku odpadów zawarte w dyrektywach unijnych.

Zajmujące się odzyskiem odpadów firmy różnie podchodzą do swoich obowiązków. Na rynku trwa walka cenowa. Aby pokonać konkurencję i wyjść na swoje, niektóre przedsiębiorstwa obniżają stawki. W rzeczywistości nie przetwarzają wszystkich odpadów, chociaż w dokumentach wszystko się zgadza.

Zmiana ustawy ma na celu zmniejszenie ilości odpadów trafiających na wysypiska. Dyrektywa w sprawie składowisk odpadów wyraźnie mówi, że do 2020 r. nie więcej niż 35% odpadów biodegradowalnych może być składowanych. Obecny system gospodarki odpadami komunalnymi nie gwarantuje osiągnięcia takich wyników. Firmy odbierające i przetwarzające odpady mają trudności z pozyskaniem stabilnego wkładu do instalacji, co stawia rentowność instalacji pod znakiem zapytania. Z kolei gminy mogą przeinwestowywać i budować wiele nowych instalacji, co z ekonomicznego punktu widzenia nie byłoby korzystne.

- Potrzebna jest koordynacja działań przez samorząd województwa - przekonuje M. Dąbrowski. - Inwestycje powinny być ujęte w wojewódzkich planach gospodarki odpadami.

Celem głównym jest wypełnienie dyrektyw unijnych. Najpierw należałoby zinwentaryzować pod tym kątem wszystkie funkcjonujące w Polsce instalacje, nie tylko samorządowe, ale i prywatne. Nie w każdej gminie musi powstać nowa instalacja.

Po zatwierdzeniu ustawy i wprowadzeniu jej w życie gospodarka odpadami komunalnymi niewątpliwie się zmieni. W jaki sposób, przekonamy się sami. Każdy z nas bowiem jako producent śmieci wywiera na nią wpływ.