Transport lotniczy w Polsce ma szanse na intensywny rozwój, ale droga do osiągnięcia celu nie jest ani prosta, ani krótka. Trzeba umiejętnie wykorzystać istniejące uwarunkowania, przeanalizować słabe i mocne strony branży i nakreślić strategię, pochylić się nad ustawą Prawo lotnicze oraz wprowadzić nowe rozwiązania techniczne.
Profesor dr hab. Kazimierz Fiedorowicz, pracownik naukowy Politechniki Warszawskiej i Częstochowskiej, twierdzi, że za 15–25 lat poziom życia w naszym kraju będzie porównywalny ze średnim poziomem życia w Europie, w związku z czym należy się spodziewać wzrostu ruchu lotniczego, który jak na razie jest bardzo niski. Taka ocena wypływa z diagnozy stanu lotnictwa. Miernik ruchliwości lotniczej w Polsce jest 3 razy niższy niż w Czechach i 15 razy niższy niż w Wielkiej Brytanii.
Rozważane warianty rozwoju lotnictwa są ściśle powiązane z czterema poziomami obsługi ruchu: w skali globalnej – przyrost ruchu na lotniskach Warszawa, Kraków, Gdańsk i Katowice (lotniska międzykontynentalne), na poziomie europejskim – wprowadzenie obsługi lotniczej w każdym województwie – 16 lotnisk, w skali kraju – obsługa lotnicza w 21–28 portach, oraz na poziomie sąsiedzkim – wprowadzenie ruchu transgranicznego na kilku dodatkowych lotniskach (17–20 lotnisk).
Kierunek rozwoju lotnictwa pozostaje na razie tematem dyskusji, wciąż bowiem nie rozstrzygnięto, czy tworzyć wielkie lotnisko centralne, czy raczej silną sieć portów regionalnych.
Jak zaznacza prezes Związku Regio-nalnych Portów Lotniczych Jan Pamuła, tworzenie portu węzłowego – centralnego HUB-u – jest ryzykowne, ponieważ istnieje zbyt silna konkurencja portów w Pradze, Berlinie, Monachium, Moskwie, a ponadto wiąże się to ze znacznie większymi nakładami niż w przypadku tworzenia portów regionalnych.
Lotniska regionalne od kilku lat rozwijają się coraz prężniej. Biorąc pod uwagę liczbę obsługiwanych pasażerów, notuje się nawet przewagę portów regionalnych nad warszawskim.
– W 2004 r. porty regionalne obsłużyły 31% wszystkich pasażerów; Okęcie 69% – wylicza prezes Pamuła. – Ale już w 2008 r. proporcje się zmieniły i wynosiły 54 i 46% na rzecz portów regionalnych, a w zeszłym roku – 57 i 43%.
To najlepszy dowód na wzrost konkurencji między portami lotniczymi. Państwo, które przed laty było monopolistą, wycofuje się z bezpośredniego wpływu na rynek lotniczy. Przewoźnicy mają swobodę w wyborze tras i portów, jak również w tworzeniu swoich miejsc bazowych w portach.
Jako że umożliwiają szybsze i wygodniejsze przemieszczanie się między głównymi miastami, lotniska regionalne mogą być alternatywą dla komunikacji drogowej czy kolejowej, mogą też liczyć na dofinansowanie z Unii Europejskiej, która wspiera rozwój regionów.