Aleksander Kabziński, prezes Polskiego Związku Producentów Kruszyw, w rozmowie z Beatą Kopeć podsumowuje rok 2010 w drogownictwie
Infrastruktura: – Jaki był ten rok?Aleksander Kabziński: – Z punktu widzenia producentów kruszyw trochę dobry, a trochę zły.
Czekaliśmy na przełom w budownictwie drogowym i, jak wynika z moich obserwacji, w drugiej połowie roku coś takiego chyba nastąpiło. Szkoda, że wysokie zapotrzebowanie na kruszywa utrzyma się tylko do połowy 2012 r., a później będzie jak zawsze, tzn. będą projekty, programy, harmonogramy, natomiast nie będzie się budować, a dostępne środki zostaną przeznaczone na administrowanie drogami na zbyt wielu poziomach.
To był także dziwny rok. Podpisano ileś kontraktów na realizację inwestycji w systemie „zaprojektuj i zbuduj” (szkoda że bez: oraz utrzymuj), mimo to przez pół roku na drogach krajowych żadnych działań nie było widać. To półrocze było testem. Skoro wykonawca projektował sam, projekt nie powinien mieć dla niego tajemnic. W tej sytuacji należało rozpocząć intensywne działania przygotowawcze. Niestety, z moich obserwacji wynika, że tak się nie działo. Nie korzystano np. z możliwości otrzymania zaliczki na materiały ani też nie gromadzono niezbędnych materiałów.
Reasumując, dla branży kruszyw rok 2010 zaczął się źle, ale kończy się dobrze i takim go zapamiętajmy.
Jaki był największy sukces polskiego drogownictwa w 2010 r.?Skromnym, ale w opinii mojego środowiska jednak sukcesem było przekonanie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad do tego, by nie oglądała się na innych i publicznie (także na swoich stronach internetowych) prezentowała Wymagania Techniczne dla kruszyw. To mocno spóźnione, ale jednak podjęte działanie powinno dać asumpt do tworzenia nowoczesnych, ogólnodostępnych przepisów technicznych dotyczących budowy dróg publicznych. Podkreślam – publicznych, ponieważ drogi samorządowe potrzebują pomocy ze strony budowniczych dróg krajowych.
Dzięki wydaniu przez Generalnego Dyrektora zarządzenia nakazującego stosowanie Wymagań Technicznych (WT-1,2,4,5) w stosie nieaktualizowanych, niezmienianych przepisów technicznych pojawiła się wreszcie pierwsza nowość.
Moim zdaniem, zmian w przepisach powinien dokonywać na bieżąco minister infrastruktury, odpowiedzialny za drogi publiczne w zakresie przepisów. Dlaczego tak się nie dzieje, wiedzą prawnicy, którzy są w stanie storpedować każde działanie.
A największa porażka?Porażką jest to, że do decydentów, także politycznych, wciąż nie dociera prawda oczywista: by zbudować drogi, trzeba dowieźć kruszywo. Zmarnowano czas w pierwszym półroczu, a w drugim zrealizowano zaledwie 30% potrzebnych wagonów.
Prawdziwą porażką jest jednak ignorowanie faktu, że przy budowie dróg dla jakości nie ma alternatywy. Akceptowanie niskich cen kontraktowych to – nie ma co udawać – zgoda na bylejakość. Jakość jest kosztowna, lecz bylejakość jeszcze kosztowniejsza.