Menu

Logowanie

rejestracja
01.10.2009

Kolejny artykuł o normach PN i PN-EN – z większym malkontenctwem

Jerry Maguire

Jeszcze jedna uwaga: nawet gdy w GDDKiA pojawia się grupa reformatorów, chcących coś zmienić, zaproponować coś nowego, to rusza machina znana z dawnych czasów: z kim są powiązani? Ile czasu zostało do końca kadencji? Czy ja w moim regionie muszę to stosować? Kogo znam, kto pomógłby ich upupić? Być może przesadzam, ale każdy, kto chciał wprowadzić na rynek drogowy nowe rozwiązanie, spotkał się z takimi zachowaniami.

Inwestorzy kolejowi mają podobny schemat działania. Ważne jest tu i teraz. To nic, że drenaż betonowy rozpadnie się za 3 lata, że można byłoby zastosować trwalszy i lżejszy drenaż z betonu z polimerem, który ma gwarancję na 20 lat. Polimer jest droższy, a w dodatku odwodnienia betonowe stosujemy już bardzo długo i wytrzymują okres gwarancji.

Myśleniu temu wtórują projektanci. Nie brać ryzyka, nie stosować nowych produktów, chyba że mamy udziały w spółce, która te nowe rozwiązania forsuje.

Kto za to płaci i kto zapłaci w przypadku kontroli z UE? Pani, Pan, Społeczeństwo.

 Wykonawcy i dostawcy

PN-EN opierają się na zaufaniu. Wykonawca, producent czy dostawca ma materiał zgodny ze specyfikacją według PN-EN, zadeklarował prawdę i dostarcza właściwy produkt za odpowiednią cenę. Czy tak jest rzeczywiście? Wykonawca wygrał przetarg dajmy na to z zyskiem (ostatnio coraz rzadsza możliwość). Kapitalistyczna chęć maksymalizacji zysku oraz zwykłe cwaniactwo pcha go do różnego rodzaju nieetycznych zachowań bądź nadużyć. Układa się więc cieńsze warstwy asfaltu niż zadeklarowane, do podbitki pod torami używa częściowo tłucznia właśnie zdjętego, stosuje się inne składniki niż zakładano w specyfikacji, „wykonuje się" roboty dodatkowe, deklaruje się parametry różne od rzeczywistych i wydaje się znak CE. A co się dzieje, jeżeli wygrał bez zysku? Wtedy działa nie tylko chęć maksymalizacji zysku. Wykonawcy już na etapie przetargu kalkulują, ile zarobią na reklamacjach od dostawców i podwykonawców, a także, ile zyskają na opóźnionych płatnościach. Wiem, że można żądać odsetek. Ale dostawca czy podwykonawca chce jeszcze w przyszłości z tą firmą współpracować.

Dostawcy działają tak samo jak wykonawcy. PN-EN oznacza deklarowanie wartości. Ale papier wszystko przyjmie, a znak CE to tylko znaczek. Dostawca wpisze wszystko, czego zażąda wykonawca, byle tylko towar sprzedać.

Owszem badania wykonują laboratoria zewnętrzne, w tym również OLD, ale wyniki często zależne są od sympatii, a laboratoria prywatne też muszą z czegoś się utrzymać. Istnieje Państwowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego (PINB), tylko że nie wie, co ma sprawdzać i gdzie szukać.

Oczywiście nie należy generalizować. Parę osób oburzy się, że przecież są uczciwe firmy. Zgadzam się, pewnie gdzieś są...
 

I co ze stosowaniem norm PN-EN i WT i deklaracjami etc.? Powstawały artykuły na ten temat, PINB wystawił parę kar, niektóre zakłady wieszały transparenty „u nas produkty tylko z CE" i... nic się nie dzieje. SIWZ i SST pisane są według starych norm lub kompletnie niezgodnie z europejskim prawem, próbują naśladować PN-EN; WT nie są stosowane, pomimo że w dużej części są opracowane i funkcjonują. Inwestor ponosi koszty badań po to, aby złapać wykonawcę i dostawcę na oszustwie (nieważne, czy jest w tym zdrowy rozsądek, czy nie); zmiana SIWZ czy SST wymaga aprobaty CBA zamiast inwestora; projektant nie zna się na technologii, tylko kopiuje stare rozwiązania; wykonawca z dostawcą kombinują.

A wystarczy tylko, że unijni urzędnicy sprawdzą, czy stosujemy obowiązujące normy PN-EN i na EURO 2012 dojedziemy jednym pasem lub pociągiem osobowym...

Kto za to płaci i kto zapłaci w przypadku kontroli z UE? Pani, Pan, Społeczeństwo.