Z Aleksandrem Kabzińskim, rezesem Polskiego Związku Producentów Pracodawców Kruszyw, rozmawiają Anna Krawczyk i Władysław Ordęga
Infrastruktura: Wspomniał Pan kiedyś, że być może Polsce potrzebne będą kolonie... Aleksander Kabziński: Oczywiście była to z mojej strony zamierzona prowokacja. Nie chcę reaktywować Ligi Morskiej i Kolonialnej, nie chcę przyłączać do Polski Madagaskaru, natomiast mój niepokój budzi fakt, że grozi nam zamknięcie dostępu do ważnych zasobów kruszyw, a przecież bez nich nie ma budownictwa, czyli tym samym także i rozwoju gospodarczego. Mianowicie Polska podpisała program Natura 2000, co było powodem do dumy, jednak nie spojrzano na niego pod względem surowcowym. Nie wyłączono z programu obszarów złóż, co moim zdaniem jest wielkim błędem. A przecież lokalne kopalnie wydobywające tzw. kopaliny pospolite (żwiry i piaski) nie zajmują ogromnych terenów, nie są zbyt uciążliwe dla dużych obszarów leśnych. Sposobem na rozwiązanie problemu ekologicznego zagrożenia może być także intensywna, krótkotrwała eksploatacja w miejscach do tego wyznaczonych. Niestety, przez owo zaniechanie grozi nam taka oto sytuacja: jako jedyni w Europie będziemy mogli pochwalić się występowaniem jakiegoś rzadkiego okazu żabki czy czarnego bociana, ale piasek, żwir, kruszywa przyjdzie nam wozić z innych krajów. Dlatego ironicznie i celowo posługuję się przykładem kolonii, które niegdyś stanowiły dla takich krajów jak Wielka Brytania, Francja, Belgia czy Holandia zaplecze surowcowe. Chcę przy tym zaznaczyć, iż bardzo lubię i szanuję przyrodę, chodzi mi jednak o zachowanie rozsądnych relacji między potrzebami gospodarczymi a ekologicznymi, tym bardziej gdy jesteśmy na etapie pogoni za krajami rozwiniętymi.
- Pozostaje mieć nadzieję, że tak właśnie się stanie i zwycięży zdrowy rozsądek. Czy istnieją jeszcze jakieś inne zagrożenia dla branży kruszywowej?
- Na pewno coraz większą konkurencję stanowić będą dla nas kruszywa sztuczne pochodzące z recyklingu, lecz nie sposób temu zjawisku nie przyklasnąć, bo dzięki temu sprzątany jest kraj po przemyśle wydobywczym i hutniczym. Anglia, Belgia, Irlandia i Francja mają to już poza sobą i mogą wykorzystywać tylko obecnie powstające odpady przemysłowe; u nas wiele jeszcze hałd jest do wykorzystania. Zwalczać należy natomiast nielegalne wydobycie kopalin do produkcji kruszyw.
- Panie Prezesie, proponuję, byśmy do tej sprawy wrócili za chwilę. Teraz chciałbym się zapytać o perspektywy branży kruszywowej na najbliższe lata. - Są bardzo dobre. Od początku lat dziewięćdziesiątych powtarzam, że jesteśmy skazani na sukces. W warunkach rozwijającej się gospodarki jest to oczywiste, choć niewielu w taki sposób widzi naszą branżę. Nas się prawie nie dostrzega, bo kruszywa niewiele kosztują i po prostu są. Gdy jednak zaczyna ich brakować, wtedy dla firm drogowych i budowlanych robi się problem, jakby nagle zabrakło powietrza. By temu zaradzić, szuka się nowych dostawców, rozwija się wymiana z ościennymi krajami, co w Unii Europejskiej jest bardzo ułatwione, choć również z Ukrainą ten handel nabiera tempa. Dotyczy to przygranicznej strefy dwustu, a w przypadku kruszyw o wysokich parametrach, nawet i więcej kilometrów.Inwestor ma bowiem dwa wyjścia: albo wstrzymać budowę, albo sprowadzić kruszywa.
Po drastycznym spadku zapotrzebowania w roku 2000, co związane było z zahamowaniem wzrostu gospodarki, później zaczęło się to zmieniać. W latach 2004 i 2005 odnotowaliśmy dziesięcioprocentowy wzrost sprzedaży, w tym roku będzie podobnie. Dla nas swoistym horyzontem jest rok 2013, co oczywiście związane jest z budżetem unijnym. Mamy nadzieję, że w tym okresie pozyskamy duże środki na infrastrukturę, że ta sprawa zostanie z Unią właściwie rozegrana, zgodnie z naszym narodowym interesem. Liczymy, że do 2013 roku trzeba będzie podwoić produkcję kruszyw. To mówi samo za siebie.