Menu

Logowanie

rejestracja
01.09.2011

Z obserwacji kolejarza

Napoleon Kuczyński

Organizowanych jest tyle akcji informacyjno-propagandowych, choćby kampania społeczna Bezpieczny przejazd - „Zatrzymaj się i żyj!" czy akcja „Bezpieczny poniedziałek", konkursów, spotkań w szkołach i na festynach, przejazdy są naprawiane i modernizowane, a mimo to wciąż giną na nich ludzie. Dlaczego? Jakie są tego przyczyny? W jaki jeszcze sposób można temu przeciwdziałać?


W roku 2009 w 259 wypadkach zginęło 50 osób, w 2010 - w 257 wypadkach zginęło 29 osób. Z przeprowadzonych przez Urząd Transportu Kolejowego w Warszawie analiz wynika, że głównymi przyczynami wypadków są:
  • niezachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejazdu i w trakcie jego przekraczania
  • brak reakcji na znak drogowy „STOP"
  • wjazd na przejazd z rogatkami w czasie ich zamykania
  • omijanie „slalomem" półrogatek
  • brak reakcji na sygnalizację świetlną i dźwiękową informującą o zbliżającym się pociągu.
Rozpoznawszy przyczyny, PKP Polskie Linie Kolejowe SA zintensyfikowały swoje działania w ramach kampanii Bezpieczny przejazd - „Zatrzymaj się i żyj" czy akcji „Bezpieczny poniedziałek", którą przy wsparciu policji i funkcjonariuszy SOK prowadzą na wybranych przejazdach. Pracownicy PKP PLK pojawiają się również w szkołach, na festynach i w innych miejscach, gdzie gromadzi się więcej ludzi. Specjalnie z myślą o najmłodszych przygotowano przedstawienie teatralne pt. „Aban i bezpieczny przejazd". Wydaje się, że dla poprawy bezpieczeństwa na przejazdach zrobiono już naprawdę dużo. Czemu więc ludzie nadal giną?

Jak wynika ze statystyk, ok. 25% wszystkich wypadków spowodowanych jest przez zawodowych kierowców. Bezmyślne zachowania kierowców można spróbować zmienić, nawiązując jeszcze ściślejszą współpracę ze szkołami nauki jazdy, firmami przewozowymi.

Jakie są przyczyny braku reakcji kierowców na znak „STOP", na sygnalizację świetlną i dźwiękową? Często jest to głośna muzyka, rozmowa telefoniczna czy zwyczajne roztargnienie, zamyślenie. Umieszczenie naprzeciw słupków wskaźnikowych G1a,G1b i G1c, prostopadle do osi drogi, odpowiednio trzech, dwóch i jednego rzędu progów spowalniających („leżących policjantów"), dodatkowo wyposażonych w światła odblaskowe, zmusiłoby zamyślonych kierowców do ocknięcia się. Można by też pokusić się o zainstalowanie urządzeń zagłuszających połączenia telefonii komórkowej, wyłączając numery alarmowe, lub o wysyłanie na włączone radia sygnału dźwiękowego. Na razie są to propozycje do przemyślenia.

Pozostaje bezmyślność, brawura. Tu prawie nic nie da się zrobić.

Powszechnie uważa się, że najbezpieczniejszym przejazdem jest przejazd z zaporami i dróżnikiem (kat. A). Nic bardziej mylnego. Najbezpieczniejszym przejazdem jest przejazd z półrogatkami, zamykany automatycznie (kat. B). Nieraz trzeba długo przekonywać o tym samorządy, by zgodziły się na zmianę kategorii bardzo uczęszczanego przejazdu.

Kolejnymi czynnikami wpływającymi na wzrost liczby wypadków są stan i liczba przejazdów oraz uwarunkowania historyczne.

W Polsce znajduje się ponad 16 000 przejazdów - średnio rozlokowanych co 1,2 km, 10 500 z nich to przejazdy bez rogatek i sygnalizacji. Utrapieniem są przejazdy kat. D, których jest najwięcej i których stan często jest niezadowalający.