Menu

Logowanie

rejestracja
01.12.2010

Rok 2010 w kolejnictwie oczami eksperta

Z Tadeuszem Syryjczykiem, ministrem transportu i gospodarki morskiej w latach 1998–2000, rozmawia Katarzyna Kroczewska


Infrastruktura: – Co pozytywnego zdarzyło się w tym roku w kolejnictwie, a co się nie udało?

Tadeusz Syryjczyk: – Kolej – przewoźnicy towarowi i pasażerscy – odrabiają powoli straty spowodowane ogólną zmianą koniunktury. Kryzys ujawnił dużą wrażliwość kolei na wahania PKB. Mimo że nie mieliśmy recesji, samo pogorszenie dynamiki PKB okazało się boleśnie odczuwalne. Mijający rok nie przyniesie jednak odpowiedzi na pytanie, czy po kryzysie powrócimy do poziomu z lat 2006–2007, czy też przewozy ustabilizują się na nieco niższym poziomie, a rezultatem wstrząsu będzie inna struktura gospodarki i skorygowana – niestety na niekorzyść kolei – struktura przewozów.

Rozwiązano problem wniesienia do spółki Przewozy Regionalne potrzebnego majątku, a także po części problem zadłużenia, wciąż jednak nie wiadomo, czy do końca roku uda się osiągnąć porozumienie z PKP PLK w kwestii likwidacji zadłużenia.

Pozytywnym zjawiskiem jest sfinalizowanie projektu wspólnego biletu i jednolitego dostępu do internetowej informacji o połączeniach w publicznym transporcie pasażerskim w aglomeracji warszawskiej, uwzględniającej tych przewoźników kolejowych, którzy obsługują połączenia aglomeracyjne i regionalne.

W rezultacie przeprowadzonych modernizacji na niektórych prestiżowych liniach – np. na CMK do Krakowa i Katowic – okres jazdy uległ skróceniu. Rychło jednak okazało się, że na krótko, bo kolejne etapy modernizacji znów czas jazdy wydłużyły. Najgorzej pod tym względem wygląda linia do Gdańska. Oczywiście same modernizacje oraz nowo podpisane na nie umowy należy traktować jako pozytywy, aczkolwiek ich efekty zauważymy późno, na pewno nie w 2011 r. ani nawet 2012 r.

Dobrze też, że rozpoczęto rewitalizację Dworca Centralnego w Warszawie oraz budowę podziemnego dworca w Krakowie. Może wreszcie uda się zakończyć ciągnącą się już niemal pół wieku realizację inwestycji o nazwie Krakowskie Centrum Komunikacyjne.

Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju i jakie są prognozy na kolejny rok?


Niestety więcej jest pytań niż odpowiedzi. Jak na razie samorządy wojewódzkie nie rozstrzygnęły, w jaki sposób zamierzają – na dłuższą metę – organizować przewozy kolejowe. Czy mają zająć pozycję klienta, który kupuje usługę na przetargu i dla którego kwestie własności są drugorzędne, czy zakładać spółki wojewódzkie, czy też skupić się na już posiadanej spółce, tj. na Przewozach Regionalnych. Co najmniej kilka samorządów jest obecnie współwłaścicielami PR i równocześnie organizuje własne spółki.

Jak wiadomo, w związku z konkurencją – a raczej próbami likwidacji konkurencji – pomiędzy InterRegio i TLK, czyli pomiędzy Przewozami Regionalnymi a PKP InterCity, w przewozach pasażerskich panowało spore zamieszanie. Sytuacja trochę się uspokoiła, ale nadal nie jest jasne, jaki kierunek obierze ustawa o transporcie publicznym. Na razie prace zmierzają ku przeregulowaniu oraz ograniczeniu konkurowania nie tylko na rynku, ale i o rynek.

Zostały stworzone podstawy do usamodzielnienia się zarządcy infrastruktury PKP PLK i w 2011 r. możemy oczekiwać dalszych rozwiązań. Nie do końca natomiast wiadomo, czy na wzór Niemiec i Austrii w nowym roku wprowadzone zostaną opłaty za korzystanie z dróg przez transport towarowy.

Co mogłoby się przyczynić do bardziej prężnego rozwoju kolejnictwa w Polsce?

Potrzebny jest klarowny, stabilny i realny program określający kształt infrastruktury oraz zawierający harmonogram realizacji. Trzeba też zrównoważyć nakłady inwestycyjne i zasady pokrywania kosztów utrzymania dróg i linii kolejowych. Nie należy bać się konkurencji pomiędzy przewoźnikami, chociaż pewne regulacje są konieczne. Należy dążyć do włączenia kolei do zintegrowanych systemów transportu publicznego w aglomeracjach. Poprawiłoby to jakość życia na obszarach zurbanizowanych i wpłynęło na rozwój kolei.

Dziękuję za rozmowę.