Pieniądze na budowę dróg są bardzo ważną sprawą, ale jeśli natychmiast nie zmieni się przepisów i nie uprości procedur, nie uda się wydać nawet tego, czym dysponujemy, mówi Bogdan Grzechnik, przewodniczący komitetu organizacyjnego konferencji „POLSKIE DROGI - od pomysłu do pozwolenia na budowę".
W artykule w Rzeczpospolitej z 4.05 br., w którym starałem się odpowiedzieć na pytanie, jak uzdrowić polskie drogi i zlikwidować bałagan, zapraszałem też wszystkie zainteresowane osoby do udziału w organizowanej w dniach 14-16.06. w Nowym Sączu z inicjatywy m.in. geodetów konferencji pod hasłem „POLSKIE DROGI - od pomysłu do pozwolenia na budowę".
W gronie uczestników spotkania (ok. 180 osób) znaleźli się: geodeci, drogowcy, prawnicy, rzeczoznawcy majątkowi, projektanci, a także pracownicy urzędów administracji publicznej, czyli osoby najlepiej zorientowane we wszystkich sprawach dotyczących prac przygotowawczych przy budowie dróg. Niestety żaden przedstawiciel władz centralnych nie zaszczycił konferencji swą obecnością. Wielka szkoda, że najwyższych władz nie interesuje głos specjalistów praktyków, którzy wiedzą, jak rozwiązywać trudne problemy.
W szczególny za to sposób inicjatywę Stowarzyszenia Geodetów Polskich, Geodezyjnej Izby Gospodarczej, Stowarzyszenia Polski Kongres Drogowy i GDDKiA Oddział w Warszawie „doceniła" Rzeczpospolita, która w dniu otwarcia konferencji na pierwszej stronie opublikowała artykuł Mariusza Jałoszewskiego „Geodeci kontra Euro 2012?". Szanowny Panie Redaktorze, kto Panu naopowiadał takich bajek, że geodeci są przeciwni informatyzacji, internetowi, uproszczeniom i reformom, bo to narusza ich dotychczasowe przyzwyczajenia? Może chodziło Panu o to, że naszą zawodową przywarą jest porządek, dokładność i dążenie do nowoczesności?
Byliśmy jedną z pierwszych grup zawodowych w Polsce, która w swojej działalności zaczęła wykorzystywać informatykę, a także elektroniczne, laserowe oraz satelitarne urządzenia pomiarowe. Nie jesteśmy żadną „zamkniętą korporacją". Nie mamy samorządu zawodowego, jak np. prawnicy, budowlańcy, architekci, choć może to źle, bo łatwiej byłoby nam się przed podobnymi zarzutami bronić.
Przy okazji proszę nam wskazać urzędy na Mazowszu, w których geodeci zarabiają po 12 tys. zł miesięcznie, a natychmiast wiele osób zamknie swoje firmy i zgłosi się tam do pracy.
Z kolei żeby zinformatyzować cały, gromadzony przez kilkadziesiąt lat, zasób geodezyjny i kartograficzny, a następnie udostępniać go (za darmo) przez internet wszystkim zainteresowanym, potrzebne są znaczne środki. Jeśli tylko rząd je zapewni, to za kilka lat za jednym kliknięciem będzie Pan mógł oglądać mapę swojej działki ze wszystkimi szczegółami i infrastrukturą podziemną.
Na razie wygląda na to, że na aktualizację i modernizację zasobu będzie jeszcze mniej środków, bo utworzony w tym celu Fundusz Gospodarki Zasobem Geodezyjnym i Kartograficznym pani minister finansów przeznaczyła do likwidacji. Jakoś nie słyszałem, żeby ktoś go bronił lub próbował uświadomić władzom, że pieniądze funduszu pochodzą głównie od wykonawców prac geodezyjnych, a jego likwidacja spowoduje opóźnienia w budowie dróg.
Już teraz prace przygotowawcze trwają średnio 7,5 roku, tymczasem postulowany termin to 3 lata. Żeby osiągnąć taki wynik, trzeba natychmiast znowelizować przepisy i radykalnie uprościć procedury.
W oparciu o wnioski z 22 referatów przedstawionych na konferencji, a także wnioski zgłoszone w trakcie dyskusji opracowana została uchwała zawierająca 7 wniosków ogólnych i 56 wniosków szczegółowych - do wglądu pod adresem
www.sgp.geodezja.org.pl.