Projekt Rozporządzenia to klasyczny przykład wylania dziecka z kąpielą. Już dawno nie byłem tak rozżalony i pesymistycznie nastawiony jak po przeczytaniu tych przepisów.
Dlaczego w sprawy brd włącza się Inspekcję Transportu Drogowego? Czy jeśli inspektorom się ta misja nie powiedzie, następna w kolejności będzie Poczta Polska, bo tam też noszą mundury?
Przyjrzyjmy się § 4 Rozporządzenia, który moim zdaniem stanowi wręcz idealne podłoże sporów i konfliktów. Według jego zapisów Generalny Inspektor Transportu Drogowego ma występować z wnioskiem o umieszczenie fotoradaru, a zarządca drogi ma go postawić. Brakuje tylko zapisu, kto ma dać na to pieniądze. Co się stanie, gdy GI powie, żeby urządzenie postawić, a zarząd odpowie, że nie ma za co? Czyj wniosek będzie ważniejszy, jeżeli GI będzie chciał postawić maszt w jednym miejscu, a zarząd w innym? Ciekawe czemu to policja, która - jak się zdaje - formalnie odpowiada w Polsce za bezpieczeństwo ruchu drogowego, a poza tym dysponuje odpowiednimi bazami danych i statystykami, nie może się wypowiadać na temat lokalizacji masztów?
Oczywiście przepisy nic nie mówią o finansowaniu montowania fotoradarów. Zarząd drogi ma stawiać, a pieniądze z mandatów mają wpływać do Centrum Mandatowego, czyli... do budżetu centralnego. Jestem zagorzałym przeciwnikiem wykorzystywania fotoradarów do łatania dziur w gminnych budżetach, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że przepisy tylko zmieniają jedną skarbonkę na inną. Skończy się tym, że zarządcy dróg, poza GDDKiA, będą mówić: nie stać nas, zwłaszcza że za kwotę 150 000 zł, czyli koszt zakupu jednego masztu z urządzeniem, można na rzecz poprawy brd sporo zrobić (choćby kupić 15 „suszarek" dla policji).
Na punkcie 4 ustęp 3 § 4 nie sposób zostawić suchej nitki. Jak powinien wyglądać projekt organizacji ruchu, określa Rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem. Zakres elementów podlegających inwentaryzacji, jaki wyszczególniono w Rozporządzeniu fotoradarowym, czyni z dokumentu, o którym się tam pisze, bardziej Książkę Drogi niż projekt organizacji ruchu. Rozporządzenie mówi również, kto uzgadnia i opiniuje taki projekt. Czy do wniosku zarządcy można zatem dołączyć nieuzgodniony (ale spełniający warunki rozporządzenia fotoradarowego) projekt i czy to wystarczy do uzyskania zgody? A jeśli projekt uzgodniony przez zarządzającego ruchem nie uzyska akceptacji GI? Czy rzeczywiście trzeba aż tak mieszać kompetencje różnych organów?
Podobają mi się zapisy dotyczące odcinkowego pomiaru prędkości. Natomiast bardzo negatywne odczucia budzą zapisy § 9. Szczególnie precyzja, z jaką ma być oznakowane urządzenie rejestrujące. Ciekawe, czy jeżeli urządzenie będzie oklejone pasami o szerokości 24 cm usytuowanymi pod kątem 46
o, to jego pomiar będzie ważny? Zapewne znajdą się tacy, dla których nie będzie. Ze swojej praktyki zawodowej mogę przytoczyć przykład sprawy sądowej, podczas której człowiek toczył spór o to, czy obwódka na znaku B-36 była czerwona, czy raczej amarantowa. Zresztą to nie jedyny zapis Rozporządzenia dający pretekst do snucia tego typu dywagacji.
Na koniec coś na temat samego znaku. W świetle zmian zapisów ustawy napis „fotoradar" jest błędny, powinno się używać nazwy „urządzenie rejestrujące". W istocie nie ma potrzeby żadnego z tych napisów umieszczać. Przecież pod symbolem na znaku A18a nie umieszcza się napisu „krowa". Czy nie lepiej w przypadku pomiarów odcinkowych zamiast „fotoradar" napisać po prostu „początek", a na końcu odcinka „koniec". Podobnie na znakach straży można umieścić napis np. „900 m" ze strzałkami, analogicznie jak na tabliczkach T-2.
Interesujące jest też to, gdzie strażnicy mogą ustawić znak D-51. Skoro na znaku ma znajdować się napis „okresowa kontrola na odcinku...", to czy ten znak należy umieścić 50-100 m przed odcinkiem (logiczne), czy też przed urządzeniem rejestrującym?