Menu

Logowanie

rejestracja
01.03.2010

Kopenhaga: kres polityki perswazji

Paweł Świeboda, Agata Hinc

Unia Europejska musi wyciągnąć wnioski. Nie tylko bowiem została pominięta w ostatniej rundzie negocjacji, lecz - co gorsza - jej przywództwo w walce ze zmianami klimatycznymi zostało przez inne kraje zupełnie zignorowane. Po części sama ponosi za to winę. Mogła i powinna była jeszcze przed szczytem ogłosić cel redukcyjny w wysokości 30% do 2020 r., zyskałaby wówczas legitymację uprawniającą ją do wymagania od innych podjęcia podobnych kroków.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ramach UE na nowo rozgorzeje dyskusja nad obciążeniem podatkiem granicznym produktów pochodzących z krajów, które nie walczą ze zmianami klimatycznymi. Pobieranie na granicach UE podatku emisyjnego ewidentnie kojarzy się z protekcjonizmem. Niemniej można argumentować, że chodzi jedynie o zapewnienie międzynarodowej konkurencji sprawiedliwych warunków na rynku wewnętrznym.

Jak twierdzi Dieter Helm z uniwersytetu w Oxfordzie, „należy oddzielić problem emisji od kwestii handlowych; pobierany na granicach UE podatek emisyjny zwiększyłby efektywność handlu, gdyż znosiłby ukryte subsydium, obecne w takich krajach, jak Chiny, które nie uwzględniają kosztu efektów zewnętrznych wywołanych emisją CO2"*. Ten mechanizm może stać się istotnym argumentem podczas najbliższych negocjacji, przy czym Unia mogłaby ogłosić, że znaczna część przychodów z tego tytułu zostanie przeznaczona na działania na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych oraz dostosowanie do ich skutków krajów najsłabiej rozwiniętych lub zajmujących niewielkie wyspy.

Ze szczytu w Kopenhadze płynie dla UE pięć wniosków. Po pierwsze, UE nie może liczyć na to, że osiągnie jakąkolwiek skuteczność, służąc jedynie za wzór i zachęcając innych do naśladownictwa. Unia musi dodatkowo odwoływać się do ludzkich uczuć: nadziei i strachu, wspierając finansowo inne państwa, a zarazem wprowadzając równe warunki dla międzynarodowej konkurencji na rynku wewnętrznym, sprzyjające ambitnym unijnym celom emisyjnym. Po drugie, UE musi podjąć bardziej rzeczową dyskusję ze Stanami Zjednoczonymi. Wizja transatlantyckiego przywództwa rozprysła się w ostatnich godzinach konferencji, gdy Barack Obama pokazał Europie figę z makiem - było to okrutne, ale po części uzasadnione tym, że w ciągu roku Europa nie odpowiedziała na szereg apeli USA o wsparcie. Po trzecie, UE powinna wzmóc współpracę z rozwijającymi się potęgami. Podczas szczytu widać było jak na dłoni, że część kluczowych graczy nie chce słuchać UE tylko dlatego, że przyjęła wobec nich nazbyt protekcjonalną postawę. Po czwarte, UE musi zaprowadzić porządek we własnym ogródku, aby móc na nowo przemówić legendarnym jednym głosem. W Kopenhadze Unia miała wiele twarzy: niektórzy przywódcy wybiegali zanadto do przodu, inni natomiast udawali biedniejszych, niż są w istocie. Wreszcie po piąte, UE powinna położyć większy nacisk na budowę gospodarki niskoemisyjnej, gdyż tylko wówczas zdoła zrealizować ambitne cele emisyjne.

Nowy rok powinien być dla UE czasem refleksji. Wspólnota musi jak najszybciej przygotować mapę drogową przed szczytem COP16 w Meksyku. W związku z tym powinna realistycznie spojrzeć na wyłaniające się nowe warunki polityki międzynarodowej, traktując negocjacje klimatyczne jako najważniejszy sprawdzian dla nowego porządku.  

* Helm D.: EU climate change policy - a critique W: Dieter Helm, Cameron Hepburn The Economics and Politics of Climate Change, Oxford University Press 2009.