Od dwóch lat Generalna Dyrekcja nie wyraża woli spotkania z przedstawicielami firm projektowych, mówi Marek Adamek,
prezes Zarządu firmy Arcadis Sp. z o.o., w rozmowie z Beatą Kopeć
Infrastruktura: – Zacznijmy od sukcesów. Jak ocenia Pan mijający rok w branży drogowej i kolejowej?Marek Adamek: – W roku 2010 firma Arcadis stanęła przed dużymi wyzwaniami, tym większą mamy więc satysfakcję, że kończymy go z sukcesem. Braliśmy udział w realizacji dużych projektów w systemie „zaprojektuj i zbuduj”, m.in. w budowie 22-kilometrowego odcinka autostrady A4 Radymno–Korczowa (granica państwa), gdzie współpracowaliśmy z firmą J&P Avax SA oraz w rozbudowie drogi krajowej nr 8 do parametrów drogi ekspresowej na odcinku Piotrków Trybunalski–Warszawa. Liderem konsorcjum w tym projekcie jest włoska firma Astaldi S.p.A. O sukcesie zadecydowała terminowa realizacja tych inwestycji oraz znakomita współpraca z firmami wykonawczymi.
Z nadzieją spoglądam na inwestycje w kolejnictwie. W końcu zostały rozpisane przetargi i następują ważne rozstrzygnięcia. Liczę, że w następnym roku będziemy zaangażowani w realizację projektów dwóch lub trzech odcinków na trasie E30. Poza tym sporo innych projektów kolejowych ma się jeszcze pojawić.
Firma Arcadis realizuje wiele projektów w systemie „zaprojektuj i zbuduj”. Na czym polega specyfika pracy przy tego typu projektach?Ze względu na wymogi specyfikacji oraz narzucone przez zamawiającego terminy, proces projektowy w systemie „zaprojektuj i zbuduj” przebiega nieco inaczej niż w systemach tradycyjnych. Jeśli projekt jest dobrze przygotowany do realizacji w tym systemie, cały proces projektowania i budowy przebiega sprawnie.
Typowe problemy dla projektów realizowanych w tradycyjnym systemie, które pojawiają się na styku projektant–zamawiający, znacząco opóźniają cały proces budowlany. Przykładem jest długotrwała realizacja projektu południowej i wschodniej obwodnicy Warszawy oraz drogi S19. Powodem jest tryb, w jakim prace projektowe są oceniane i zatwierdzane przez zamawiającego. Niestety, zamawiający nie są zobligowani w umowach do przestrzegania jakichkolwiek terminów. Gra toczy się do jednej bramki. Zamawiający nie podejmuje żadnych zobowiązań, natomiast wszelkie ryzyko i problemy są przerzucane na firmy projektowe. Generuje to różne problemy i opóźnienia.
Na które problemy w branży drogowej chciałby Pan zwrócić szczególną uwagę?Dwa lata temu rozpoczął się proces dezorganizacji rynku spowodowany obniżaniem cen ofertowych w przetargach na roboty budowlane. Stosowanie przez zamawiającego (GDDKiA) ceny jako jedynego kryterium przy jednoczesnym obniżeniu wymagań w zakresie doświadczenia zawodowego czy też zabezpieczenia odpowiednich środków finansowych przez wykonawcę doprowadziło do tego, że w przetargach startują nawet firmy o małym potencjale technicznym i finansowym. Tym samym zamawiający odbiera sobie prawo wyboru najkorzystniejszej oferty.
Duże firmy projektowe jak Arcadis mają odpowiedni potencjał, by realizować ważne w skali kraju projekty drogowe. Dysponujemy doskonale wykształconą kadrą oraz infrastrukturą techniczną na wysokim poziomie. Jesteśmy profesjonalistami. Startowanie w przetargach na zamówienia publiczne zmusza nas do konkurowania z firmami, które oferują ceny poniżej kosztów. My nie możemy się godzić na tak niskie ceny, jeśli chcemy zapewnić firmie normalny rozwój.
Biorąc pod uwagę liczbę inwestycji drogowych, które nas czekają, oraz ich znaczenie dla kraju, zamawiający powinni traktować profesjonalne firmy projektowe po partnersku. Tymczasem dzieje się wręcz przeciwnie.