Zdarzyło się, że uczestniczyłem jako gość w posiedzeniu komisji, która kwalifikowała referaty do druku, a najlepsze również do wygłoszenia na konferencji poświęconej trwałym i bezpiecznym nawierzchniom drogowym.
Większość zgłoszonych prac dotyczyła nowoczesnych technologii, konstrukcji, podbudów itp.
Jeden z nadesłanych referatów autorstwa pani inżynier poświęcony był problemom poboczy. Został on niemal jednogłośnie odrzucony przez jury. Wśród oceniających profesorów, doktorów i inżynierów przeważyła opinia, że w porównaniu z innymi, domagającymi się przedyskutowania tematami ten jest za mało ważny.
Pobocze, boczna część drogi lub ciągnący się po obu stronach jezdni pas ziemi, jest niezbędne - jak można przeczytać w encyklopedii - zarówno ze względów konstrukcyjnych, jak i bezpieczeństwa ruchu. Zwiększa bezpieczeństwo słabszych uczestników ruchu, tj. pieszych, ale także rowerzystów i zaprzęgów konnych.
Jeżeli się stoi na stanowisku, że równą troską należy otoczyć tych, co siedzą wygodnie za kierownicą, jak i tych, co w jesienną lub zimową szarugę przemieszczają się po krawędzi drogi, to nie wolno marginalizować znaczenia poboczy. Rzecz w tym, że często gęsto drogi krajowe, wojewódzkie czy samorządowe w ogóle poboczy nie mają. Zazwyczaj nie ma też innej drogi biegnącej obok. Statystyka wypadków drogowych pokazuje, że największą liczbę wśród ofiar śmiertelnych stanowią piesi. W takim kontekście trudno mówić o bezpieczeństwie naszych dróg. Średnio dziennie ginie w wypadkach 15 osób, a wskaźnik zabitych na 100 tys. mieszkańców wynosi 14,3%.
Pewna fińska firma na wielu targach drogowych propagowała wprowadzenie elastycznych opasek odblaskowych dla dzieci poruszających się po polskich drogach. Przez lata inicjatywa ta nie znajdowała ani posłuchu, ani zrozumienia. Z kolei Szwedzi na seminariach i konferencjach dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego udowadniali, że najlepsze wyniki w nauce jazdy osiągają ci młodzi kandydaci na kierowców, którzy są bezstresowo szkoleni przez doświadczonych członków rodziny. Niestety nie spotkało się to z najmniejszym oddźwiękiem, choć powszechnie wiadomo, że na szwedzkich drogach jest bezpiecznej niż na polskich i że po części wynika to z większych umiejętności młodych kierowców.
Pobocza nie mają u nas szczęścia, o czym świadczy choćby pseudoautostrada między Wrocławiem a Legnicą. Całymi latami lelum polelum ją naprawiano, przebudowywano i modernizowano, jednak nie wysilono się na trzeci pas awaryjny. Teraz mówi się, że się go dobuduje. Ciekawe tylko, ile czasu to zajmie i w jakich korkach będą znowu grzęźli kierowcy na tej uczęszczanej trasie?!
Budowa autostrad w Polsce od zawsze przypominała dreptanie w miejscu. Bodaj 10 lat temu pytałem ówczesnego dyrektora GDDKiA, czy nie dałoby się wziąć przykładu z Grecji. Podróżując wcześniej z Thesalonik do Aten, miałem okazję zobaczyć pobocza przekształcone w normalne pasy ruchu. Dzięki temu stosunkowo tanim kosztem uzyskiwano coś w rodzaju drogi ekspresowej wydzielonej tylko dla samochodów. W obie strony prawym pasem jechały pojazdy ciężarowe, a lewym szybsze osobowe, ruch odbywał się płynnie i nie tworzyły się zatory. Zdaniem pana dyrektora, takie rozwiązanie zwiększałoby tylko liczbę wypadków drogowych. Tymczasem z ówczesnych statystyk wynikało, że zdecydowanie więcej wypadków, w tym śmiertelnych, odnotowywano w Polsce.
Czynników zwiększających ryzyko wystąpienia wypadków jest wiele: zły stan dróg, nadmierna szybkość, ruch mieszany, niedostatek wyobraźni, nie najlepszy system szkolenia i wreszcie brak poboczy. Przy polskich drogach oprócz ostrzegających o czarnych punktach tablic stoją liczne krzyże i płoną znicze. Nagła, przedwczesna śmierć niczemu nie służy. Niepodobna przystać na kiepską metaforę, że ząb czasu niejedną łzę osuszył, podobnie jak i na tę, że na ranie serca wyrośnie trawa niepamięci.