W polemicznych mowach, tzw. Kontrowersjach rzymskich retorów Seneki Starszego i Kwintyliana zachował się zapis prawa, według którego uwiedziona dziewczyna mogła domagać się albo egzekucji uwodziciela, albo ślubu z nim. Rzecz niesłychanie się skomplikowała, gdy pewien młodzian jednej nocy uwiódł dwie panny. Jedna żądała stracenia nicponia, druga - zawarcia z nim małżeństwa. (Rapta raptoris aut mortem aut indotatas nuptias optet. Una nocte quidam duas rapuit. Altera mortem optat, altera nuptias.) Światowej sławy filolog, prof. Tadeusz Zieliński żartobliwie zauważył, że Salomon zapewne wydałby wyrok tego rodzaju, że niech najpierw uwodziciel ożeni się z tą ostatnią, a potem zgodnie z żądaniem pierwszej zostanie stracony. Znaleziono inne możliwe rozwiązanie, a mianowicie jeżeli wyroki są równorzędne, zwycięża łagodniejszy (Inter pares sententias mitior vincat).
Polskich użytkowników dróg uwiodła nadzieja na wielki sukces, jakim powinna się zakończyć przed Euro 2012 budowa dróg ekspresowych i autostrad. Wykonanie tych śmiałych zamierzeń miało otworzyć ogromne możliwości w wielu dziedzinach życia gospodarczego i społecznego oraz stworzyć nowe wartości. Ograniczenie liczby wypadków, zmniejszenie bezrobocia w pasie oddziaływania magistrali, wpływ podatków od firm budowlanych i pracujących na rzecz autostrad oraz od osób zatrudnionych przy budowie, ożywienie gospodarcze w rejonie autostrad, redukcja emisji spalin - to najczęściej wymieniane, najistotniejsze korzyści realizacji tego przedsięwzięcia. Z niecierpliwością czekano na przejście od propagandy sukcesu do konkretów.
Program przewidywał powstanie w ciągu 15 lat, poczynając od 1994 r., 2000-2300 km autostrad, co miało usunąć podstawową wadę polskiej sieci drogowej, jaką był brak nadrzędnego systemu dróg o wysokim standardzie. Po upływie 17 lat z okładem mamy 909 km autostrad, czyli że wykonano zaledwie 46% planu okrojonego zresztą do 1974 km. Gorzej jest jeszcze z drogami ekspresowymi, bo na planowane 5493 km zbudowano 476 km dróg dwujezdniowych i 325 km jednojezdniowych, czyli w sumie zrealizowano założenia w 13,4%.
Budowa autostrad ma też strony ujemne. Oprócz tego, że zabiera sporo terenów, w sposób bezwzględny dzieli obszary przyległe, degraduje ich walory użytkowe. W trakcie robót dzieją się różne nieprawidłowości, grubsze jak chytre niepołożenie górnej warstwy nawierzchni na 100-kilometrowym odcinku autostrady czy drobiazgi jak zamiana kruszywa na piasek lub podkradanie przez złomiarzy stali zbrojeniowej.
Ostatnio ładny pasztet zgotowano mieszkańcom małych miasteczek i wiosek, wprowadzając źle przygotowany system elektronicznych opłat za korzystanie z dróg. Nadmiernie drogie e-myto popchnęło firmy transportowe do oszczędności i spowodowało paniczną ucieczkę kierowców na bezpłatne drogi. Rozpoczął się horror mieszkańców miejscowości rozjeżdżanych przez tysiące tirów i autobusów. Lokalne władze próbują się bronić przed nagłą inwazją, stawiając na wyścigi na swoich drogach zakazy wjazdu pojazdom o ciężarze powyżej 12 ton.
Mało tego, tiry, które do tej pory omijały Poznań, jadąc autostradą, pchają się darmowymi drogami przez miasto, tworząc gigantyczne korki i dewastując miejskie jezdnie. Zrobiło się zdecydowanie pusto na odcinakach objętych e-mytem, gdyż ruch ciężarowy wyraźnie zmalał. Padają pytania, czy obecne zawyżone opłaty drogowe są możliwe do zaakceptowania przez kierowców ciężarówek i autobusów, gdy trwa kryzys, a ceny paliw są wysokie? Czy zatem nie byłoby rozsądniej obniżyć stawki, by zachęcić do korzystania z dróg płatnych. A tak nic dziwnego, że uwiedzeni są zawiedzeni.