W mowie obrończej „Pro Archia poeta” Cyceron głosił chwałę poezji i greckiego poety Archiasza z Antiochii, którego oskarżono o bezprawne korzystanie z obywatelstwa rzymskiego. Dowodził też, że literatura piękna posiada wartość praktyczną, gdyż pomaga ludziom iść drogą cnoty, postępować uczciwie i szlachetnie. Archiasz jako improwizator swymi popisami poetyckimi miał budzić podziw najpierw w Antiochii, a później w Rzymie. Tacyt uważał obronę Archiasza za mowę drugorzędną.
Jego zdaniem takie wystąpienia nie uczyniłyby Cycerona wielkim mówcą. Z kolei spuścizna Archiasza, która się zachowała w postaci epigramów, skłoniła niektórych badaczy do wyrażenia opinii, że był to przeciętny poeta, piszący dość słabe wiersze, tak pod względem pomysłów, jak i języka, operujący ogranymi zwrotami. Na temat Archiasza i mowy Cycerona do dziś zdania są podzielone.
EXPO 2010 w Szanghaju miało być największą i najbardziej spektakularną wystawą światową w 160-letniej historii imprezy. Na potrzeby wystawy wyburzono całe dzielnice, przeniesiono ponad 270 fabryk, w tym stocznię zatrudniającą 10 tys. osób. Nikt nie liczył się z kosztami. Oficjalnie na organizację EXPO wydano 4 mld $, ale jeśli doliczyć związaną z tym przebudowę Szanghaju, wydatki pochłonęły 58 mld $.
Wejście na teren EXPO wymagało długiego odstania w ogonku. Przy przejściu przez bramki wszyscy byli poddawani szczegółowej rewizji osobistej. Mnie z rozbrajającym uśmiechem obszukiwała młoda policjantka; zajrzała nawet do saszetki z paszportem i pieniędzmi, które trzymałem za pazuchą. Dalej były niebotyczne kolejki i godziny wyczekiwania przed poszczególnymi pawilonami narodowymi.
Tłumy stały również przed polskim pawilonem. Ogarnięty niecierpliwością, nie mogłem się doczekać zobaczenia na własne oczy tego, co ukazuje nasza ekspozycja, jaki obraz Polski udało się organizatorom wykreować. W zamierzeniach wystawa miała być interesującą opowieścią o kraju i jego mieszkańcach zatytułowaną „Polska się uśmiecha”. Chodziło o nawiązanie do lejtmotywu EXPO 2010: „Lepsze miasto, lepsze życie”. Miasto i życie w nim stają się lepsze dzięki uśmiechowi ludzi przyjaznych, ciepłych i otwartych na świat, którzy wierzą w lepszą przyszłość. Tacy ludzie mają mieszkać w Polsce.
Zaprzeczeniem takiej tezy okazał się krótki film animowany pokazujący historię Polski w pigułce, a miał to być gwóźdź programu. Widzowie mogli się dowiedzieć głównie tego, że Polacy pasjami lubią się naparzać. Ktoś ironicznie zauważył, że można by uznać to za przesłanie à rebours, skierowane do chińskich biznesmenów: przyjeżdżajcie do nas, jeżeli chcecie dostać łupnia. Konwencjonalne sceny walk średniowiecznych, rozbiory, powstania, okupacja, obozy koncentracyjne, szarości komuny zakończone wizją wyrastających jak grzyby po deszczu szklanych domów, nie stanowiły klarownego przekazu. Nie zrozumiał go ani chiński student, ani profesor, a wśród zwiedzających szanghajską wystawę Chińczycy stanowili ponad 99%.
Organizatorzy i ich poplecznicy utrzymywali, że film pt. „Historia Polski” był udaną realizacją i dobrą promocją kraju na EXPO. Dowodem miał być fakt, że do obejrzenia filmu w polskim pawilonie ustawiały się kolejki. Jednak ci, co stali w kolejce, nie mieli zielonego pojęcia, jakie atrakcje czekają ich wewnątrz. Odtrąbienie w polskich mediach sukcesu mierzonego długością kolejki wydaje się co najmniej nieporozumieniem.