Drakon, prawodawca ateński, żyjący w VII w. przed Chrystusem, po raz pierwszy spisał prawo zwyczajowe i uregulował porządek prawny w Grecji. Kodeks Drakona, o którym mówiono, że został napisany nie atramentem, lecz krwią, cechowała wielka surowość.
Przejawiała się ona w wymierzaniu bardzo ciężkich kar nawet za bardzo drobne przewinienia, nie różnicowano bowiem przestępstw na mniejsze i większe. Zarówno za zabójstwo, jak i za kradzież marchewki przewidziana była kara śmierci, którą dość hojnie szafowano. Z drugiej strony mężowi, który by zabił kochanka żony przyłapanego in flagranti, kodeks zapewniał całkowitą bezkarność. Dopiero Solon złagodził lub unieważnił większość przepisów Drakona.
Chwytanie się bardziej surowych, drakońskich środków nie zawsze przynosi spodziewane efekty. Zbyt ciężka kara, wywołująca opór i frustrację, może nawet utrwalić zachowanie uznawane za karygodne. Ważna jest edukacja, kształtowanie obywatelskich postaw, wpajanie zdrowych zasad. Gdy podstawą postępowania ludzi będzie poczucie moralności, będziemy mieli większą pewność, że przepisy prawne będą stosowane bez względu na egzekutywę.
Wiadomo, że w tym roku kary za wykroczenia wzrosną nawet o 100%. Za kradzież z cudzego ogródka wspomnianej marchewki, a więc niewielkiej ilości warzyw, owoców czy kwiatów trzeba będzie zapłacić 500 zł, za picie alkoholu na ulicy - 1000 zł, tyle samo za śmiecenie w miejscu publicznym, za nieprzyzwoite napisy i rysunki oraz wulgarne wyrazy - 3000 zł, za szczucie psem - 2000 zł, za dokuczanie drugiej osobie i złośliwe jej niepokojenie - 3000 zł.
Idą w górę stawki mandatów drogowych. Najostrzej karane będą najczęstsze wykroczenia. Skończy się targowanie kierowców z policjantami, stawka będzie jedna - maksymalna. Komenda Główna Policji zamierza ponadto dwukrotnie podwyższyć mandaty za przekraczanie prędkości. Karani będą kierowcy, którzy przekroczą dozwoloną prędkość nawet o 5 km/h. Zapowiedziano uruchomienie automatycznego centrum nadzoru nad ruchem drogowym. Fotoradary będą wykonywały zdjęcia pojazdów z przodu i z tyłu, nawet mysz się nie przemknie.
Szykowany jest bat na urzędników. Dotkliwe kary pieniężne, sięgające 40 tys. zł, za niekompetencję, samowolę i opieszałość spadną na urzędników, którzy podejmą niewłaściwe decyzje. Nowe przepisy zakładają, że część odszkodowania za spowodowane straty wypłaci z własnej kieszeni człowiek zza biurka, który do tej pory czuł się wszechwładny i bezkarny.
Piszący te słowa nie ma nic przeciwko karom za wykroczenia i nie neguje potrzeby ich istnienia. Liczy się jednak nie wysokość kary, lecz jej skuteczność. Tymczasem wokół panuje duża tolerancja i pobłażanie. Dość rozejrzeć się w jakimś publicznym miejscu. Zaśmiecone dworce kolejowe czy sterty śmieci w lasach i zagajnikach stały się już czymś powszednim. Czy słychać, że winnym tych wykroczeń masowo wymierza się grzywny?
Wątpliwości się mnożą. Zastanawia, dlaczego nieprzyzwoite napisy są groźniejsze od szczucia psem? Nic się nie mówi o karaniu za kiepski stan techniczny nawierzchni drogowej, chociaż w 25% może stanowić to przyczynę wypadku. Jak urzędnik może zapłacić wielotysięczną grzywnę, skoro jego wynagrodzenie wynosi średnio 1500-2000 zł?
Przeginanie pałki zawsze szkodzi; stosuje się to także do najlepszych koncepcji.