Gdy ostatnio wraz z gronem dziennikarzy uczestniczyłem w widowiskowym teście-pokazie wymuszonej kolizji samochodu osobowego z barierą drogową, przypomniał mi się nieszczęśliwy wypadek sprzed lat, w którym zginął fotoreporter jednego z centralnych dzienników.
Zdarzenie miało miejsce na ruchliwej drodze ekspresowej. Jadący z przeciwnej strony pojazd ciężarowy przełamał bariery dzielące obie jezdnie i uderzył w używanego mercedesa fotoreportera.
Na dobitkę na miażdżony samochód osobowy stoczyły się auta transportowane przez tira. Śmierć fotoreportera, a niebawem nagłe zejście publicysty tegoż dziennika sprawiły, że gazetę z łatwością nabył zagraniczny inwestor zresztą za pieniądze pożyczone w polskim banku. Obaj zmarli dziennikarze walczyli jak lwy o to, by dziennik, który miał mocną pozycję na rynku, pozostał w rękach zespołu. Z czasem drenowane z gotówki pismo straciło na znaczeniu.
W niektórych przypadkach bariery ochronne wadliwej konstrukcji w wyniku uderzenia pojazdu przechylają się i załamują, nie spełniając tym samym swojej roli. By zapobiegać wypadnięciu z drogi ciężkich pojazdów, zaczęto w niektórych państwach stosować bardziej stabilne systemy barier przeciwwypadkowych. Są one w stanie zatrzymać pojazdy o masie do 40 ton. Również i u nas nastąpił przełom, zaczęto bowiem testować przydatność badanych barier w budownictwie drogowym, czego domagali się zarządcy dróg.
Wybitny językoznawca prof. Witold Doroszewski stał na stanowisku, że wartość i rzeczowe efekty pracy, przez którą rozumieć można wszystko, co człowiek wykonuje jako homo faber, czyli istota sprawna technicznie, a nie tylko myśląca - homo sapiens, zależą od staranności, a więc precyzji wykończenia szczegółów. Tak np. trwałość i funkcjonalność mostu, co jest truizmem, ma związek z precyzyjnym technicznie wykonaniem każdego szczegółu, jak choćby zainstalowana na nim bariera ochronna.
Okazuje się, że zaufanie obiegowym opiniom nie zawsze popłaca. Powiedzenie: jak szwajcarski zegarek, ma oznaczać, że coś jest dokładne, sprawnie działające. Wyjątek potwierdza regułę. Pozłacany nowy tissot od samego początku źle chodził, spóźniał się i stawał. W punkcie gwarancyjnym wmawiano, że szwajcarski zegarek nie może się zepsuć, a poza tym można kupić lepszy z wyższej półki. Inna rzecz, że niedawno podczas wycieczki do Turcji, zwiedzając duży zakład jubilerski, zauważyłem, że tam nie tylko się sprzedaje, ale i... produkuje szwajcarskie zegarki.
Samochód, podobnie jak tzw. szwajcarski zegarek, stał się dobrem niemal powszechnym. W pewnym sensie stanowi część ubioru, zmienił sposób spędzania wolnego czasu, formę zakupów, upodobania, ale przede wszystkim wywarł wpływ na wygląd miast i ich infrastrukturę. Ma jednak swą złą stronę. Jest sprawcą ludzkich tragedii, w wypadkach na drogach i ulicach mnoży ofiary. Zastanawiające, że opinia publiczna przyjmuje
to jako zjawisko naturalne, którym nie za bardzo się przejmuje, tymczasem odpowiednio udramatyzowane przez media doniesienia o śmierci ofiar katastrof lotniczych wywołują szok i przerażenie.
Samochód stanowiący dla mieszkańców metropolii pancerz i zapewniający im splendid isolation stał się przedmiotem kultu, co potwierdzają badania socjologów. Rzecz w tym, by z tym kultem nie przesadzać, dyscyplinować kierowców i stawiać właściwe bariery drogowe na właściwym miejscu.