Niczemu się nie dziwić jest to prawie rzecz jedna i jedyna, która może uczynić człowieka szczęśliwym i pozostawić go w tym stanie (nil admirari prope res una solaque, quae possit facere et servare beatum), powiedział Horacy
W miarę jak posuwałem się po drogach Białorusi, zdziwienie moje rosło, ba, byłem nie tylko coraz bardziej zdumiony, lecz wręcz z lekka zaszokowany. Nawierzchnie dróg w dobrym stanie, bez kolein, przełomów, spękań czy dziur. Dobre oznakowanie poziome i pionowe, właściwe odwodnienie, trawa na poboczach przystrzyżona. Widać wyraźnie dużą dbałość o utrzymanie dróg.
Znany publicysta, który wcześniej odwiedził ten kraj, podkreśla, że drogi są tam przyzwoite. Przejechał 200 km i zauważył jedną dziurę, w dodatku niewielką. Piszący te słowa przejechał ponad 1200 km i natrafił na dwie dziury i to na drodze wewnątrzosiedlowej.
Bez zarzutu są nie tylko nawierzchnie drogi ekspresowej prowadzącej z Brześcia do Mińska, ale także nawierzchnie asfaltowych szos drugorzędnych, wiodących z Baranowicz do Mołczadzi, Nowogródka i Zaosia. Również w miastach, jak Brześć, Baranowicze czy Mińsk, ulice są równe i gładkie. Nawet drogi szutrowe są zadbane. Zapytałem mera Brześcia, czym tłumaczyć to, że na drogach Białorusi nie ma dziur. Odpowiedział z prostotą, że są frezowane i naprawiane na bieżąco.
Na drodze ekspresowej dozwolona prędkość wynosi 120 km/h dla samochodów osobowych i 100 km/h dla ciężarowych. Marki aut na ogół zachodnie, o podobnej prezencji jak w Polsce. Starych gruchotów mało, w Mińsku zauważyliśmy jedno dymiące volvo.
Stolica - dwumilionowe miasto o szerokich i prostych ulicach - ma dwie obwodnice: wewnętrzną i zewnętrzną. Dojazd do granicy w Brześciu również jest wygodny - dwie trójpasmowe jezdnie. Po polskiej stronie mamy natomiast dziwaczną kiszkę, która biegnie wśród wysokich ekranów dźwiękochłonnych, bez poboczy i bez możliwości wyprzedzania. Jak dla ruchu międzynarodowego i tranzytowego nie najlepiej to wymyślono. Nie chce się wierzyć, że przez Białą Podlaską prowadzi jeden z najważniejszych szlaków komunikacyjnych na linii wschód-zachód.
Białoruska TV nadała relację ze spotkania dziennikarzy z prezydentem Białorusi, który przyznał, że gdy 13 lat temu jeździł bez obstawy, oglądał nieskoszone pobocza i omijał dziury, zajeżdżał na odludzia. Naczelnicy, którym wystawiono złe noty, zaczęli zabiegać o to, by nastąpiła radykalna poprawa, bo nie wiadomo było, gdzie się pojawi. Teraz nie tylko jeździ, ale i lata. Z góry wszystko widać jak na dłoni.
Poruszona też została sprawa korupcji. Zdaniem prezydenta członkowie rodziny, bliżsi, a nawet dalsi krewni osób urzędowych, a zwłaszcza wysokich funkcjonariuszy, nie powinni zajmować się biznesem, bo taka sytuacja sprzyja korupcji i romansowaniu polityki z interesem. Nie zdążyłem przekroczyć granicy, gdy dowiedziałem się, że w Polsce mamy aferę hazardową.
Spostrzeżenia z podróży, którymi podzieliłem się w kraju, budziły na ogół niedowierzanie i uśmieszki. Wybitny specjalista od nawierzchni asfaltowych rzucił argument, że na Białorusi jest mniejszy ruch. Ale u nas też nie wszędzie ruch jest wzmożony, a dziur bywa ci tam dostatek. W ripoście usłyszałem: Oni piją wódkę.
Przypomniało mi się zebranie redakcyjne, na którym naczelny roztaczał przed słuchaczami świetlane perspektywy gospodarcze. W pewnym momencie padło z sali: A moja żona nie ma futra. Dziennikarza, który to powiedział, zesłano karnie do pracy w gazecie na wybrzeżu.