Menu

Logowanie

rejestracja
01.06.2008

Między młotem a skalpelem

Henryk Jezierski

Powiedzenie, że nauka pieniędzy szuka, nie traci swej aktualności, gdyż jak zawsze prace badawcze wymagają wielkich i coraz większych nakładów.


Wiąże się z tym konieczność ciągłego dokonywania wyboru. Padają trudne pytania, jakie badania finansować: czy więcej środków przeznaczyć na badania podstawowe, czy na badania stosowane?

Latem 2008 r., a konkretnie w lipcu, w Europejskim Laboratorium Fizyki Cząstek CERN pod Genewą uruchomiony ma zostać największy instrument badawczy na ziemi, Wielki Zderzacz Hadronów LHC (Large Hadron Collider). Akcelerator ten to kolos w kształcie okręgu zainstalowany w 27-kilometrowym tunelu, który biegnie na głębokości od 50 do 100 m pod terytorium Szwajcarii i Francji. Głównym zadaniem LHC jest wykrycie istnienia cząstki Higgsa.

Już wcześniej budowano wielkie maszyny, by wykryć inne cząstki elementarne. Fizyków wysokich energii chętnie porównywano do anonimowych budowniczych średniowiecznych katedr. Konstruktora wielkiego akceleratora ożywiać miał ten sam duch, a wielka maszyna stawała się rodzajem arcydzieła.

Zagorzałym entuzjastą akceleratorów i badań prowadzonych w CERN-ie był dziennikarz i pisarz Robert Jungk. Żywił on przekonanie, że postępy fizyki, zamiast siać wrogość między narodami i blokami o odmiennej ideologii, mogą przysłużyć się pokojowej koegzystencji. W książce pt. „Jaśniej niż tysiąc słońc" opisał fabrykację bomby atomowej, a w publikacji o CERN-ie pt. „Wielka maszyna" wskazał na perspektywy współpracy uczonych w celach pokojowych.

Po latach austriacki publicysta zmienił zdanie i krytycznie spojrzał na CERN. Zauważył, że wielu uczonych też ma obiekcje. Dostrzegł głęboką zmianę atmosfery nie tylko wokół fizyki wysokich energii, lecz także wokół innych dziedzin badań. Dawne wyobrażenia, zgodnie z którymi nauka miała odegrać główną rolę w nadejściu bardziej racjonalnego, humanitarnego i pokojowego świata, okazały się naiwne, odległe od rzeczywistości i zawodne.

W tej sytuacji pojawiły się znaki zapytania. Czy warto realizować tak gigantyczne i niesamowicie kosztowne przedsięwzięcia techniczne? Czy wartość spodziewanych rezultatów będzie adekwatna do olbrzymich inwestycji, jakie wymuszają superakceleratory? Sami fizycy cząstek zaczęli się zastanawiać, czy to, nad czym pracują, ma jeszcze jakiś związek ze światem, w którym żyją, czy też ogranicza się do zjawisk, które zachodzą tylko w ich urządzeniach? Czy ich badania nie przypominają pogoni za mechanicznym królikiem, który zawsze będzie szybszy?

Każda najmniejsza cząstka zawiera cząstki jeszcze mniejsze, których istnienie można udowodnić wyłącznie za pomocą jeszcze większych energii, a więc za pomocą jeszcze większych superakceleratorów, i tak bez końca. Gdy swego czasu pojawiła się cała menażeria nowo odkrytych cząstek i podcząstek, żartowano, że Nagroda Nobla z fizyki wreszcie przypadnie komuś, kto nie odkrył żadnej nowej cząstki.

Zwrócono uwagę, że nigdy nie wydawano tyle pieniędzy na tak małą liczbę odkryć. Pojawił się również zarzut angażowania się w badania militarne. W założycielskiej konwencji CERN-u zapisano, że organizacja powstrzyma się od wszelkich badań o charakterze wojskowym. Jungk przeżył szok i poczuł się oszukany, gdy natrafił na dokumenty świadczące o ścisłej współpracy CERN‑u z amerykańskim laboratorium w Los Alamos, w którym prowadzi się badania nad rozwojem broni jądrowych.

Giganta LHC wybudowano głównie po to, by stwierdzić, czy istnieje poszukiwana od 30 lat cząstka, tzw. bozon Higgsa. Ponieważ jednak nie ma co do tego stuprocentowej pewności, planuje się budowę jeszcze potężniejszej supermaszyny, Międzynarodowego Zderzacza Liniowego ILC (International Linear Collider) o długości ponad 30 km. Koszt ok. 10 mld dolarów. Oba projekty mają być komplementarne. Pierwszy zderzacz porównywany do młota ma zarejestrować cząstkę Higgsa, drugi porównywany do skalpela powinien ją scharakteryzować. Wszystko za miliardy dolarów.