Menu

Logowanie

rejestracja
01.09.2010

Kalesony z Chin

Henryk Jezierski

W okresie stanu wojennego, gdy na półkach sklepowych zalegały głównie butelki z octem, na pierwszej stronie niedzielnego wydania „Życia Warszawy” zamieszczono artykuł pt.: „Kalesony z Chin”. Komunikat podano za oficjalną agencją prasową. Dostawa każdego towaru mogła ucieszyć konsumentów, ale przesadne eksponowanie informacji o imporcie niewymownych miało na celu ośmieszenie nieudolnego reżimu.


W tamtych czasach przeważał pogląd, że Chiny to zacofany, biedny kraj Trzeciego Świata z polami ryżowymi i ulicami miast zakorkowanymi starymi rowerami, na których poruszają się tłumy ubrane w jednakowe robocze drelichy.

Dziś Chiny są tym miejscem na kuli ziemskiej, gdzie realizowane są najbardziej ambitne projekty infrastrukturalne. Chińska gospodarka budzi zazdrość, ale jest też poddawana krytyce.

Padają uwagi, że Chińczycy zbytnio się spieszą z budową autostrad. Na niektórych z nich rzekomo w ogóle nie ma ruchu, dlatego rolnicy suszą na nich siano. Z kolei te użytkowane, za sprawą nielegalnych punktów poboru opłat, stały się dla swych zarządców źródłem dodatkowych dochodów. Kontrole ujawniły istnienie ponad 150 „lewych” bramek, dzięki którym od kierowców wyłudzono miliardy juanów.

Przy okazji budowy autostrad wyszły na jaw afery korupcyjne. Położono np. ponad 100 km nawierzchni kiepskiej jakości; w rezultacie trzeba było ją zrywać i wybudować od nowa. Lokalni urzędnicy przyjmowali łapówki od firm budowlanych za korzystne decyzje i ustawianie przetargów.

Kiedy pewien dyrektor przejmował kierownictwo biura transportu w centralnej prowincji, zarzekał się, że w przeciwieństwie do swego poprzednika nie weźmie od wykonawców ani centa. Po roku okazało się, że nie zdołał się oprzeć pokusie wzięcia w łapę. Jego następca ogłosił, że będzie budował autostrady, dbając o czyste sumienie i zdefraudował jeszcze więcej. Kolejny dyrektor po dopuszczeniu się defraudacji czmychnął za granicę. Rekordzista niejaki Lu Wanii brał łapówki idące w miliony. Spotkał go smutny koniec. Został osądzony i skazany na karę śmierci.

W Szanghaju wybuchł skandal, gdy z filarów świeżo remontowanego mostu wysypały się worki po cemencie i śmieci. Znacznie poważniejsze w skutkach było zawalenie się 13-piętrowego budynku, w którym trwały prace wykończeniowe.

Prasa złośliwie pisała, że trzeba wykazać się odwagą, by mieszkać w mieście, w którym wieżowce się rozpadają, a do budowy mostów używa się śmieci.

Według oficjalnej statystyki w Szanghaju zburzono 18 tys. domów, by przygotować miejsce pod budowę drogich, choć tymczasowych pawilonów Expo 2010. Anegdota głosi, że gdy mieszkańcy wrócili ze spaceru, zastali swoje domy zrównane już z ziemią.

Nie brak alarmistycznych głosów, że pomimo ogromnego tempa przyrostu gospodarczego gospodarka Chin jest krucha i zmierza ku kryzysowi, a alokacja kapitału w Państwie Środka jest dużym błędem. Pęcznieje bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, a jej pęknięcie grozi eksplozją niezadowolenia społecznego. Zaczyna brakować kupujących mieszkania, a właściciele świeżo nabytych nieruchomości z trudem spłacają kredyty. W pogoni za zyskiem spekulanci wybudowali ponoć całe kwartały, a nawet miasta widma. Ponad 64 mln mieszkań i domów stoi puste.

Faktem jest, że Chiny uczyniły ogromny krok w kierunku przezwyciężenia biedy i zdobycia statusu znaczącego ośrodka gospodarczego. Część społeczeństwa nadal jednak żyje w dawnych Chinach, co oznacza, że nie wszyscy korzystają z profitów gospodarczego sukcesu.