Menu

Logowanie

rejestracja
01.12.2011

Co stoi u Horacego

Henryk Jezierski

W przedmowie do Dziejów języka polskiego prof. Aleksander Brückner napisał, że na obszarze językowym majstrują u nas powołani i niepowołani. Ostrzegał, że nie należy wierzyć wymysłom i dać się zwieść byle formułce i powadze, jakie narzucają niedouczeni „fachowcy", dyletanci i puryści. Podał przykład. Używamy powszechnie zwrotu: to i to stoi w Biblii czy u Horacego. „Powaga" orzekła, że to zwrot niepolski, że to germanizm, że nie należy tak mówić. „Powaga" nie wie, że w XV wieku Polacy, nie umiejący po niemiecku słówka, stale tak mówili, że na ten temat w XVI wieku niedyskretnie żartowali, że jest to więc zwrot rdzennie polski. Zapewnił również, że śmiało będzie używał tego zwrotu, nie bacząc na protesty „powagi".


Nietrudno zauważyć, a tym bardziej przekonać się na własnej skórze, że w Polsce majstruje się przy drogach. Od korków, objazdów, zwężeń, przebudów, nawierzchni zerwanych, rozjechanych lub po raz kolejny rozgrzebanych, ruchu wahadłowego kierowcom puszczają nerwy. Oczywiście drogi są budowane i ponoć w niezłym tempie. Ale krytycy wytykają niemałe uchybienia w programie budowy dróg i autostrad, jak: niewłaściwe przygotowanie przetargów, kierowanie się głównie miernikiem ceny, brak elastyczności we współpracy inwestora z wykonawcą, częstokroć iluzoryczny nadzór budowlany, co skutkuje niską jakością i koniecznością przeprowadzenia napraw tuż po, a w skrajnych przypadkach nawet przed oddaniem drogi do eksploatacji. Postulują kompleksową reformę prawa, która umożliwiłaby przede wszystkim wyeliminowanie zbędnych procedur i pośrednich ogniw w procesie decyzyjnym.

Ale bodaj gdzie indziej leży pies pogrzebany. Kapitalnym problemem zdaje się być okres gwarancji, na jaki wykonawcy robót drogowych jej udzielają. W Polsce jest on zbyt krótki, podczas gdy np. w Szwecji wynosi 20 lat lub więcej. Tam firmie nie opłaca się budowanie złych dróg, bo potem nie uda jej się wykręcić sianem. Musiałaby ponieść niemałe koszty naprawy lub wręcz generalnego remontu, gdyby nawierzchnia rozpadła się po paru latach. U nas jest inaczej, niezależnie od tego czy wygra droższa, czy tańsza oferta, nikt nie zabiega o to, żeby w umowie znalazł się zapis o wydłużonym okresie gwarancji, który by następnie z żelazną konsekwencją był egzekwowany.

Przy okazji powraca pytanie, dlaczego wciąż wybierane są oferty z najniższą ceną. Jak pokazuje praktyka, w drogownictwie im taniej, tym gorzej. Jest tajemnicą poliszynela, że zagraniczny kapitał, stosując dumping, uciekając się w przetargach do wymyślnych kruczków prawniczych, ma na uwadze li tylko zysk. Nie lepiej byłoby preferować i dawać pierwszeństwo polskim firmom? Pieniądze zostają w kraju, Polacy mają pracę, Polska i polskie firmy się rozwijają. Autostrady i drogi zbudowane dla siebie nie muszą być o niższym standardzie.

Jedni martwią się tym, co o polskich drogach pomyślą lub powiedzą kibice, którzy przyjadą na EURO 2012. Czy nie będą zniesmaczeni i zszokowani? Inni się pocieszają, że przecież nie wszędzie w Europie drogi są super, są gorsze i lepsze odcinki, a w Polsce kibice będą się poruszali po tych trochę lepszych. Poza tym czasami warto dostrzegać też pozytywy, zamiast wyciągać wady i stale narzekać i szukać dziury w całym. Drugi gospodarz mistrzostw - Ukraina ma przecież znacznie gorsze szosy od naszych, więc może zostaniemy trochę lepiej zapamiętani.