Pojęcie globalnej wioski, czyli Ziemi postrzeganej jako stosunkowo małe osiedle, w którym żyje się i wojażuje wygodnie, nie bardzo przemawia do wyobraźni, gdy się leci 10 godzin z okładem z Europy do Meksyku (Amsterdam-Cancun na półwyspie Jukatan).
Takiego podróżowania nie można nazwać przyjemnością. Pasażerowie Boeinga 767 - 300/300ER stłoczeni są jak śledzie w beczce.
Na pierwszy rzut oka widać, że fotele zostały dosunięte po to, by na pokładzie dało się upchnąć jak największą liczbę pasażerów. Nie obowiązuje tu żadne bhp (bezpieczeństwo i higiena podróży). A może nazbyt dosłownie potraktowano opinię Arystotelesa, który miał stwierdzić, iż człowiek jest z natury zwierzęciem (politycznym)? Ciekawe, że gdy na terenie Europy wożono zwierzęta w „nieludzkich" warunkach - w ciasnych kontenerach, nie brakowało licznych protestów. W wypadku samolotów zaś panuje dziwna zmowa milczenia.
Wielogodzinnym podróżowaniem w ciasnocie nie interesuje się Zrzeszenie Międzynarodowego Transportu Lotniczego (IATA), którego zadaniem jest przecież m.in. dbałość o jakość usług świadczonych pasażerom. Podobnie biura podróży, które na każdym kroku dają do zrozumienia, że troska o klienta jest ich nadrzędnym celem, też się tym specjalnie nie przejmują. Oczywiście można zrozumieć, że holenderskiej firmie przewozowej Martinair bardziej chodzi o zysk niż o komfort podróżnych, ale wydaje się, że we wszystkim trzeba umieć zachować pewne granice.
Niejakim dyskomfortem jazdy po głównych drogach Meksyku są często spotykane reduktory prędkości - topes, tzw. śpiący policjanci. Niektórzy uważają te „szykany" drogowe za prawdziwe przekleństwo kierowców i pasażerów. Tak je bowiem zaprojektowano i skonstruowano, że pojazd chcąc nie chcąc musi maksymalnie zwolnić lub się zatrzymać niczym przed znakiem stop, w przeciwnym razie jadący doznają wstrząsu i szoku.
Podróżujący ze mną dwaj polscy drogowcy krytycznie wyrażali się o takiej regulacji ruchu. Ja byłem odmiennego zdania. Dzięki temu Indianie lub Metysi i ich dzieci, mieszkańcy puebli (miasteczek i wsi), które przecina droga, mogą czuć się bezpieczni. Ich pokryte strzechą domki cabanas stoją zazwyczaj tuż przy samej jezdni. Zresztą podobne przeszkody napotyka się również na skrzyżowaniach czy na dwupasmówkach w luksusowych strefach hotelowych. Mniej jest ofiar wśród ludzi, bo mniej jest wypadków na drogach.
Prawdziwą pułapką za to mogą się okazać międzynarodowe rozmowy telefoniczne. Ze względu na wysokie taryfy korzystający z telefonów hotelowych mogą stracić majątek. Przekonał się o tym młody polski turysta, który prowadził długie rozmowy z krajem. Ponieważ nie zapłacił rachunku, zatrzymano mu bagaż. W rezultacie wylądował na Okęciu w podkoszulku, szortach i klapkach.
W drodze powrotnej przyszło mi długo czekać na lotnisku w Amsterdamie na przesiadkę do Warszawy. Ze względu na swój rozmach i organizację ruchu pasażerskiego port lotniczy Schiphol ma wysokie notowania. Natknąłem się tam na coś, czego nie spotyka się na lotniskach w Polsce, a chyba też nigdzie indziej. Chodzi o wydzielone, komfortowo urządzone miejsce obsługi pasażerów niepełnosprawnych. Na czas oczekiwania mają oni do dyspozycji cały rząd wygodnych leżaków. Dowozi się ich i odwozi na wózkach elektrycznych. Stewardesy i stewardzi załatwiają za nich formalności, pilnują pory odlotu, wsadzają do samolotu.
Nadal prowadzona jest ścisła kontrola bagażu podręcznego i rewizja osobista pasażerów wsiadających na pokład. Nie wolno wnosić żadnych płynów, chyba że są to napoje zakupione i zafoliowane wraz z paragonem w sklepie bezcłowym na lotnisku. Okazało się jednak, że istnieją od tego wyjątki. Na lotnisku w Cancun można było nabyć butelkę prawdziwej tequili (100% agawy) i legalnie zabrać ją na pokład holenderskiego samolotu lecącego do Amsterdamu. Ale już w Amsterdamie, przed odlotem również holenderskim samolotem do Warszawy, można ją było tylko stracić. Podczas odprawy celniczka skonfiskowała zaplombowaną flaszkę tequili, ponieważ alkohol kupiony był w Meksyku. Po bezpowrotnej utracie prezentu nie pozostało nic innego, jak tylko żartobliwie się pożegnać: bądź zdrów, holenderski śledziu!