Menu

Logowanie

rejestracja
01.09.2008

Autostrada do nieba

Henryk Jezierski

Można unikać tematów drażliwych i nie przypominać o tym, że ministrowie poprzednich rządów podpisali niekorzystne kontrakty z firmami budującymi autostrady, że umowy koncesyjne zostały tak skonstruowane, iż państwo nie jest w stanie wyegzekwować zobowiązań koncesjonariuszy, że zarządzające autostradami konsorcja mogą pobierać dowolnej wysokości myto za przejazd oraz w nieskończoność przedłużać remonty, że zapisy umów nie pozwalają kontrolować cen (zawyżanych) budowy nowych odcinków.


Oczywiście zamiast odnotowywać kolejne błędy i konflikty, lepiej byłoby wyliczać pozytywy.

Jak wiadomo, autostrady mają to do siebie, że m.in. eliminują ruch mieszany. Nie ma na nich pieszych, rowerzystów, wozów konnych czy ciągników z przyczepami, a co najważniejsze, nie dochodzi na nich do zderzeń czołowych. Tymczasem jeżeli idzie o typy wypadków drogowych i związane z nimi liczby ofiar śmiertelnych, na pierwszym miejscu plasują się właśnie zderzenia czołowe.

Z prostej arytmetyki wynika, że gdy dwa pojazdy jadące w terenie niezabudowanym z przepisową prędkością 90 km/h zderzą się czołowo, to skutki kolizji są mniej więcej takie, jak przy uderzeniu w przeszkodę auta pędzącego z prędkością 180 km/h.

Szczególnie niebezpieczne stają się sytuacje, gdy nagle urywa się autostrada, mająca rozdzielone jezdnie o przeciwnych kierunkach ruchu, a zaczyna się jednopasmówka z autami jadącymi z naprzeciwka. Mimo zmiany warunków ruchu przez jakiś czas u kierowcy utrzymuje się jeszcze pewien automatyzm jazdy związany z poczuciem bezpieczeństwa i komfortu. W konsekwencji prowadzący może jeszcze nie być na tyle skoncentrowany, żeby zawczasu dostrzec ewentualne zagrożenie i w porę na nie zareagować. Nietrudno o dowody na poparcie tej tezy.

Gdyby autostrada A2 od Nowego Tomyśla została doprowadzona do granicy z Niemcami, co przy dobrej woli decydentów dawno mogło być zrealizowane, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa znany polityk, eurodeputowany Bronisław Geremek pozostałby przy życiu. A w każdym razie z całą pewnością uniknąłby groźnego zderzenia czołowego.

Tragiczne wydarzenie przez wiele dni nie schodziło z pierwszych stron gazet i czołówek dzienników telewizyjnych i radiowych. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na to, że zmiana typu drogi niewątpliwie miała wpływ na to, że doszło do wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Budowa autostrad napotyka ciągłe utrudnienia i piętrzące się bariery. Ostatnio jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że drogi i autostrady w Polsce są budowane niezgodnie z unijnymi przepisami o ochronie środowiska (sic!). Rysuje się czarny scenariusz. Dostosowanie przepisów do wymagań unijnych wymusi weryfikację planów, a tym samym opóźni realizację rządowego programu budowy dróg krajowych.

Dotychczas, budując nową drogę, dokonywano jednej oceny oddziaływania na środowisko, teraz trzeba będzie sporządzać dwie oceny na różnych etapach przygotowania inwestycji, a także przeprowadzać analizy wariantów lokalizacji. Więcej uprawnień mają otrzymać również organizacje ekologiczne. Siłą rzeczy proces inwestycyjny znacznie się wydłuży. Lekko licząc, półtora roku mamy z głowy. Nadal więc będą istnieć odcinki autostrady prowadzącej do nieba.