Efektywność energetyczna jest formą oszczędności energii. Jak to wygląda w Polsce? Mówiąc o efektywności, musimy rozróżnić końcowego odbiorcę i przemysł. Niektórzy z odbiorców wykształcili już w sobie pewne nawyki: używają energooszczędnych żarówek, nie pozostawiają urządzeń elektrycznych w stanie czuwania i kupują sprzęt klasy A. Spowodowało to zmiany w produkcji, bo zaczęto wytwarzać nowe urządzenia, przyjazne środowisku.
Jeśli idzie o energooszczędność, większość Polaków nie podejmuje żadnych wysiłków w tym kierunku. Mieszkamy w kraju, który nie ma problemów z wodą, żywnością, i jak dotąd także z dostawami energii. Gdy energia stanie się produktem deficytowym, a nasz przemysł jest coraz bardziej energochłonny, może nauczymy się efektywności. Na razie potrzebne są społeczne kampanie, które będą kreowały nowe zachowania.
Efektywność energetyczna jest wpisana w koszt przebudowy całego systemu energetycznego. Doświadczają tego zakłady przemysłowe - jeśli wprowadzają energooszczędne rozwiązania, zaczynają więcej zarabiać. Najpierw jednak muszą zainwestować. Rząd powinien zaproponować system wsparcia, tak by wprowadzanie tych proefektywnościowych rozwiązań było opłacalne.
Resort gospodarki już dość długo pracuje nad projektem ustawy o efektywności energetycznej. Trudności związane z tym projektem polegają na niewłaściwej implementacji dyrektywy unijnej do polskiego prawa. Zapomniano o treściach znajdujących się w preambule dyrektywy: państwa zobowiązane są wprowadzić takie rozwiązania, które nie będą stały w sprzeczności z interesem społecznym ani niszczyły gospodarki kraju. A w tym wypadku interesy odbiorców i wytwórców energii kolidują ze sobą. Konieczne jest przyjęcie kompromisowych rozwiązań, co zdaje się najtrudniejsze.
Jakie mogą być modele finansowania inwestycji energetycznych? Nikt jeszcze nie wymyślił optymalnego planu, jak to wszystko należy przeprowadzić. Przewiduje się różne modele finansowania, zależne prawdopodobnie od rodzaju inwestycji. Ich skala jest ogromna, natomiast energia powinna być dostępna po rozsądnej cenie. Trudno to ze sobą pogodzić. Albo państwo weźmie na siebie większą część finansowania, albo należy zaprosić do współpracy inwestorów zagranicznych i stworzyć ku temu korzystne warunki prawne.
Pewne środki będą musiały pochodzić z kieszeni podatników. Prawdopodobnie zmieni się cena energii. Prezes URE powinien wyrazić zgodę na podniesienie taryf, stawiając jednocześnie warunek, że dodatkowe pieniądze zostaną wydane wyłącznie na inwestycje w energetykę. Na dziś postulowane przez prezesa środki prawne dla takiego rozwiązania nie zostały ujęte w ustawie Prawo energetyczne. Chodzi o umowę administracyjną, która miałaby być zawierana między URE a przedsiębiorstwami. Największą bowiem wadą polskiej energetyki przez ostatnie lata było to, że firmy nie widziały skali swojej rozrzutności. Powszechne było inwestowanie w działalność poboczną: wspieranie klubów sportowych, kupowanie ośrodków wypoczynkowych itp. Dlatego wejście spółek na giełdę uważam za krok milowy. Wreszcie akcjonariusze patrzą na to, co się dzieje w firmie, a ta musi skupić się na podstawowej działalności.
Innym rozwiązaniem jest emisja obligacji skarbowych, najlepiej niskooprocentowanych. Chociaż kiedyś i za nie trzeba będzie zapłacić. Można też stworzyć fundusz celowy, zasilany z dedykowanej daniny publicznej.
Polska energetyka przegapiła 20 lat, przez ten czas nic się nie działo. Część zakładów zostało zlikwidowanych, inne nie inwestowały w swój rozwój. Dopiero od kilku lat sytuacja się zmienia. Na rynku jest jeszcze jakiś kapitał, lecz jest on energochłonny. Spółki polskie mogłyby rozpocząć współpracę z inwestorami zagranicznymi. Prócz zmian w prawie powinny się też pojawić nowe mechanizmy wsparcia ze strony rządu. Przy inwestycjach z obcym kapitałem granicę stanowi zachowanie bezpieczeństwa narodowego. Pamiętajmy, że rynek nie lubi pustki. Jeśli polska energetyka nie skorzysta z szansy rozwoju, obce firmy zajmą jej miejsce.